Delray Beach. Fritz i Ruud poza turniejem, trzech Amerykanów w 1/2 finału

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.atptour.com/, własne, foto: East News

W Delray Beach nastał czas ćwierćfinałów. Mocną reprezentację mieli w nich Amerykanie.

Zawodnicy gospodarzy zdominowali najlepszą ósemkę, zajmując w niej aż pięć miejsc. Dwa z czterech pojedynków o półfinał były wewnętrzną sprawą USA i na papierze zapowiadały się naprawdę ciekawie.

We wcześniejszym z nich mierzyli się Learner Tien i Frances Tiafoe. Obaj tenisiści prezentują odmienne style gry i jest między nimi ośmioletnia różnica wieku. Młodszy Tien słynie z rzetelności i wytrzymałości, której jego przeciwnik przeciwstawia ekspresyjność i nieprzewidywalność. Panowie wcześniej spotkali się raz – na US Open 2023 wygrał bardziej doświadczony Tiafoe.

Od tego meczu minęło jednak wiele czasu i było to widać na korcie. Panowie walczyli zaciekle od pierwszej piłki a partię otwarcia – po tie-breaku – wygrał Tien.

Tiafoe odpowiedział skutecznie mimo, że zaczął drugiego seta od wyniku 0:2. Francés odrobił straty z nawiązką a to oznaczało, że pojedynek odbędzie się na pełnym dystansie. W decydującej odsłonie to Tiafoe prowadził 5:3, ale rywal nie odpuścił. Tien wykonał imponującą pogoń i wygrał 7:5, unikając nawet konieczności rozegrania tie-breaka.

Hit wieczoru także miał interesujące tło. Po dwóch stronach siatki stanęli w nim przyjaciele i deblowi medaliści z Paryża – Taylor Fritz i Tommy Paul (na zdj.). Pojedynek na Florydzie był ich szóstym starciem na poziomie ATP Tour a więcej – trzy – wygrał wyżej rozstawiony Fritz.

Spotkanie było dużo bardziej jednostronne niż drugi z amerykańskich pojedynków. Paul wygrał zaskakująco pewnie – w dwóch setach. 28-latek przełamał rywala łącznie trzy razy, samemu nie tracąc podania. Czeka go zatem kolejny mecz z rodakiem – Learnerem Tienem.

W meczach sesji dziennej górą byli Flavio Cobolli i Sebastian Korda, który pokonał Caspera Ruuda mimo porażki w pierwszym secie. To właśnie ci tenisiści stworzą drugą parę półfinałową.

 


Wyniki

 

Delray Beach (ćwierćfinały mężczyzn):

T. Paul (USA, 5) – T. Fritz (USA, 1) 6:4 6:3

S. Korda (USA) – C. Ruud (Norwegia, 2) 4:6 6:2 6:2

F. Cobolli (Włochy, 3) – C. Wong (Hongkong) 7:5 6:7(7) 6:2

L. Tien (USA, 4) – F. Tiafoe (USA, 8) 7:6(5) 3:6 7:5

 

Doha. Alcaraz wyeliminował obrońcę tytułu, Fils lepszy od pogromcy Sinnera

/ Artur Kobryn , źródło: oprac. własne, atptour.com, foto: East News

Spotkanie Carlosa Alcaraza oraz Arthura Filsa wyłoni mistrza tegorocznej edycji imprezy ATP 500 w Dosze. Hiszpan i Francuz w swoich półfinałowych potyczkach odnieśli zwycięstwa bez straty seta.

Piątkowe zmagania o prawo występu w finale zainaugurowali Carlos Alcaraz oraz Andriej Rublow. Obydwaj panowie przystępując do tego meczu mogli pochwalić się efektownymi seriami. Hiszpan wygrał bowiem wszystkie dziesięć meczów w tym sezonie, zaś Rosjanin był niepokonany w stolicy Kataru od ośmiu spotkań. Po rozpoczęciu gry break-pointa szybciej doczekał się 28-latek z Moskwy, ale to lider rankingu, w piątym gemie, jako pierwszy zanotował przełamanie. W kolejnych minutach powiększył przewagę i dotarł do momentu, w którym podawał na zwycięstwo w secie. Wtedy jednak jego sytuacja się skomplikowała.

Końcówka partii przyniosła prawdziwą huśtawkę emocji z obu stron. Rublow zaciekle walczył o odrobienie straty i w dziesiątym gemie wypracował sobie dwie okazje na „brejka”. W ich wykorzystaniu wydatnie pomógł mu rywal, który popełnił podwójny błąd serwisowy. Alcaraz błyskawicznie jednak ponownie zebrał się w sobie i za sprawą potężnych forhendów pozbawił oponenta serwisu. Po zmianie stron, ku zaskoczeniu wszystkich, Hiszpan znów nie był w stanie zwieńczyć seta i po jego nieudanej akcji serwis-wolej doszło do tie-breaka. W nim faworyt nie dał już się zaskoczyć i zatriumfował pewnie wynikiem 7:3.

Druga odsłona również przyniosła sporo wrażeń. 22-latek z El Palmar najpierw oddalił dwa break-pointy, a chwilę później znów odebrał podanie dwukrotnemu triumfatorowi tej imprezy. Tym razem Rublow wcześniej, bo już w szóstym gemie, zniwelował deficyt i wyrównał stan partii. Decydujące momenty seta raz jeszcze przyniosły serię przełamań. Rozpoczął ją Alcaraz, którego potem znowu dopadła niemoc we własnym gemie serwisowym. Prowadząc 5:3 nie wykorzystał trzech piłek meczowych i nadzieje moskwianina na zwycięstwo ponownie ożyła. Jak się jednak okazało, nie na długo, gdyż po kolejnym gemie granym na przewagi i trzech następnych „meczbolach”, Alcaraz zameldował się w sobotnim finale.

Jego ostatnim oponentem w Dosze będzie Arthur Fils. Francuz uporał się z Jakubem Mensikiem, który dzień wcześniej zaskakująco wyeliminował Jannika Sinnera. 21-latek z Bondoufle, już w swoim trzecim występie po kilkumiesięcznej przerwie spowodowanej urazem pleców, demonstruje wysoką formę. Nowy podopieczny Gorana Ivanisevicia zaliczył udany początek spotkania z Czechem, a na dodatek sprzyjało mu szczęście. Break-pointa w trzecim gemie wykorzystał bowiem po tym jak posłał wygrywający forhend z pomocą taśmy. Przy stanie 3:2 oddalił zaś jedyną w tym secie okazję na przełamanie 20-latka z Prościejowa, a niedługo później  zakończył go rezultatem 6:4.

W drugiej partii początkowo to Mensik szybko bronił swoich podań, a Fils miał za sobą gema, w którym długo walczył o utrzymanie serwisu. Nieco zaskakujące wydało się więc przełamanie na korzyść Francuza w siódmym gemie po podwójnym błędzie Czecha. Gdy wydawało się, że rozgrywka może już dobiegać końca, doszło do zwrotu sytuacji. Od razu po zmianie stron, za czwartym break-pointem, Mensik doprowadził do wyrównania. Ostatecznie lepszego w tej części gry musiał wyłonić tie-break. Reprezentant „Trójkolorowych” szybko zbudował przewagę, której tym razem nie oddał. Całą rozgrywkę wygrał do czterech i po raz pierwszy od października 2024 roku wystąpi w finale turnieju ATP.


Wyniki

Półfinały gry pojedynczej:

Carlos Alcaraz (Hiszpania, 1) – Andriej Rublow (6) 7:6(3), 6:4

Arthur Fils (Francja) – Jakub Mensik (Czechy) 6:4, 7:6(4)

Doha. Jannik Sinner zabrał głos po niespodziewanej porażce z Mensikiem

/ Ksawery Styka , źródło: ESNP, SkySports, ATP, foto: East News

W czwartkowy wieczór doszło do wielkiej sensacji na światowej scenie tenisa. Wicelider rankingu ATP – Jannik Sinner poległ bowiem w starciu z szesnastą rakietą świata – Jakubem Mensikiem. Przed turniejem zaraz obok Carlosa Alcaraza wszyscy typowali Włocha jako faworyta do końcowego triumfu. Jednak po odpadnięciu na etapie ćwierćfinału sam Sinner przyznał, że ten sezon układa się dla niego trochę inaczej niż poprzednie. 

“Oczywiście […] jestem trochę rozczarowany tym, jak sobie radziłem w takich [ważnych] momentach. Każdy zawodnik ma wzloty i upadki. Miałem dwa niesamowite lata. Mała wpadka nie powinna mnie martwić. Wiem, że mogę grać trochę lepiej”. – mówił wicelider światowego rankingu, cytowany przez ESPN. 

Przegrana z Czechem oznacza, że Włoch po raz drugi z rzędu kończy swoje zmagania w turnieju przed etapem finału, co szczególnie w ostatnich latach jest zdumiewające, biorąc pod uwagę, że zarówno w 2024, jak i 2025 roku triumfował w pierwszej imprezie wielkoszlemowej w roku – Australian Open. 

“Mecz potoczył się tak, jak się potoczył, teraz zobaczymy, co możemy poprawić. Jesteśmy spokojni, nie ma katastrofy. Oczywiście pracujemy nad tym, żeby wygrać jak najwięcej meczów, takie chwile się zdarzają i to jest w porządku. Wygrzebię się z tego, jestem tego pewien.” – dodawał czterokrotny triumfator turniejów Wielkiego Szlema. 

Wypowiedział się również na temat najbliższych planów startowych, czyli pierwszych w sezonie “tysięczników”, które startują już niebawem i tego, że wierzy w efekty swojej ciągłej ciężkiej pracy: „Postaramy się odzyskać pewność siebie. Takie chwile mogą się zdarzyć, każdy zawodnik przez to przeszedł. Jestem naprawdę spokojny, jestem pewien, że praca się opłaci i rezultaty przyjdą. Może nie w Indian Wells czy Miami, ale praca się opłaci. Jest dobrze”.

Oznacza to, że pomimo wielkich sukcesów, które osiągnął już Sinner, cały czas chce poprawiać swoją grę i nie zamierza osiadać na laurach. To tylko pokazuje jak doświadczonym i dojrzałym zawodnikiem jest tenisista z San Candido i to, że miał jeden, czy dwa dobre sezony, wcale mu nie wystarcza. Jest głodny kolejnych sukcesów, a to przecież cecha największych sportowych mistrzów. 

Lille. Filip Pieczonka w finale debla

/ Kamil Karczmarek , źródło: , foto: Paweł Rychter/Kozerki Open

Filip Pieczonka w deblu z Ivanem Liutarevichem awansował do finału ATP Challengera w Lille. Półfinałowe spotkanie przegrali Szymon Kielan i Piotr Matuszewski. Pieczonka i Liutarevich o tytuł zmierzą się więc z Jakubem Paulem i Matejem Vocelem.

Szymon Kielan/Piotr Matuszewski trafili na najwyżej rozstawionych rywali. Jakub Paul i Matej Vocel przełamali serwis Polaków już na otwarcie. Po raz drugi Szwajcar z Czechem dokonali tego na zakończenie pierwszego seta, który pewnie wygrali 6:3. Druga partia rozpoczęła się bardzo dobrze z perspektywy Polaków. Tak jak rywale wcześniej, wypracowali przewagę przełamania. Paul i Vocel wyrównali jednak na 2:2. Kielan i Matuszewski znów przełamali serwis rywali na 4:3, ale już w następnym gemie stracili podanie.

Nerwowo zrobiło się w momencie, gdy polski duet serwisował przy stanie 4:5. Szymon Kielan i Piotr Matuszewski musieli bronić piłki meczowej, ale udało im się pozostać w meczu. Ostatecznie doszło do tie-breaku. W nim Jakub Paul i Matej Vocel wygrali 7:3 i zapewnili sobie awans do finału turnieju.

W drugim półfinale zagrali Filip Pieczonka i Ivan Liutarevich. Zmierzyli się z turniejową dwójką, czyli Joshuą Parisem i Marcusem Willisem. Brytyjczycy zanotowali przełamanie na 4:2, utrzymali przewagę do końca seta, który wygrali 6:3. Druga partia zakończyła się w tie-breaku, który był ostatnią szansą na przedłużenie szans na awans dla Pieczonki i Liutarevicha. Polak oraz białoruski tenisista wykorzystali tę okazję i pewnie triumfowali 7:1.

O losach półfinału musiał rozstrzygnąć supertie-break. Rywalizacja była wyrównana do stanu 7:6 dla Liutarevicha/Pieczonki. Trzy kolejne punkty należały do tego duetu, który triumfował 10:6 i awansował do finału. Debel z Filipem Pieczonką w składzie wczoraj wygrał z parą rozstawioną z numerem 3, a dzisiaj z numerem 2. W finale zmierzy się z turniejową jedynką – Jakubem Paulem i Matejem Vocelem.


Wyniki

Półfinały:

Jakub Paul/Matej Vocel (Szwajcaria/Czechy) – Szymon Kielan/Piotr Matuszewski (Polska/Polska) 6:3, 7:6 (3)

Ivan Liutarevich/Filip Pieczonka (,/Polska) – Joshua Paris/Marcus Willis (Wielka Brytania/Wielka Brytania) 3:6, 7:6 (1), 10:6

Dubaj. Elina Switolina ponownie w finale

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Jessica Pegula i Elina Switolina wystąpią w finale tegorocznej edycji Dubai Duty Free Tennis Championships. Zarówno Amerykanka, jak i Ukrainka musiały rozegrać trzysetowe spotkania 1/2 finału. Tym samym reprezentantka USA powalczy o jubileuszowy dziesiąty tytuł mistrzowski w karierze. Z kolei tenisistka z Odessy spróbuje powtórzyć osiągnięcie z lat 2017-2018.

Już tylko jedno spotkanie singlowe pozostało do wyłonienia nowej mistrzyni drugiej w sezonie imprezy WTA 1000. Mecze półfinałowe, w których wystąpiły jedynie przedstawicielki top 10 rankingu WTA, przyniosły niesamowite emocje, a ostatecznie zwyciężczynie musiały się mocno napracować, aby zapewnić sobie finałowy występ.

Jako pierwsze na kort w Dubaju wyszły Jessica Pegula i Amanda Anisimova. I patrząc na dotychczasowy bilans spotkań obu pań, faworytką była tenisistka z Buffalo. Jednak odsłona otwierająca mecz dwóch Amerykanek pokazała zupełnie odmienny obraz. Dominowała finalistka dwóch imprez wielkoszlemowych z 2025 roku, która w ciągu 29 minut oddała rywalce tylko gema, samemu wygrywając sześć.

W drugiej odsłonie Anisimova prowadziła już 2:0, aby pozwolić rodaczce na odrobienie strat. W prawdzie Pegula dała się zaskoczyć jeszcze raz, czego efektem był wynik 6:1, 3:1. Od tego momentu to turniejowa „czwórka” wygrała kolejne trzy gemy, doprowadzając do decydującej odsłony. W nim kluczowym okazał się czwarty gem. Jedyną w tej części meczu szansę na przełamanie wykorzystała Jessica Pegula i pilnując serwisu, zapewniła sobie pierwszy w tym roku finał imprezy głównego cyklu.

W tym rywalką drugiej rakiety Stanów Zjednoczonych w rankingu WTA będzie Elina Switolina. Ukrainka w trzech setach pokonała Coco Gauff, chociaż zawodniczka zza naszej wschodniej granicy spotkanie mogła rozstrzygnąć zdecydowanie wcześniej, już w dwóch odsłonach.

Spotkanie lepiej rozpoczęła Amerykanka, która prowadziła 3:1, aby przegrać pięć z sześciu kolejnych gemów. W drugiej partii Elina Switolina prowadziła 2:0, ale straciła przewagę. W dwunastym gemie Gauff przy podaniu Ukrainki miała jeszcze dwie piłki setowe. Ostatecznie do rozstrzygnięcia tej części meczu, potrzebny był tie-break. Również tutaj żadna z pań nie była w stanie wypracować bezpiecznej przewagi. W ten sposób przed drugą zmianą stron, po 114 minutach gry pierwszą piłkę meczową miała tenisistka z Odessy. Od tego momentu sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie. Ostatecznie za siódmą piłką setową, broniąc po drodze czterech piłek meczowych, Coco Gauff zakończyła najdłuższego trzynastego gema w tym sezonie.

Po obustronnym przełamaniu serwisu na początku decydującej odsłony nastąpił moment równowagi serwisowej. Tą, która kolejny raz tego wieczoru lokalnego czasu przełamała serwis rywalki, okazała się Elina Switolina, kończąc spotkanie po 183 minutach gry – ponad godzinę od pierwszej piłki meczowej.

Finał Dubai Duty Free Tennis Championships będzie dziewiątym spotkaniem Jessici Peguli z Eliną Switoliną. Bilans pojedynków jest korzystny dla Amerykanki, która zwyciężała pięciokrotnie.


Wyniki

Półfinały:

Jessica Pegula (USA, 4) – Amanda Anisimova (USA, 2) 1:6, 6:4, 6:3

Elina Switolina (Ukraina, 7) – Coco Gauff (USA, 3) 6:4, 6:7(13), 6:4

Indian Wells. Venus Williams z dziką kartą

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: bnpparibasopen.com, foto: East News

Jedną z legend dyscypliny ponownie zobaczymy w prestiżowym „tysięczniku”. Venus Williams otrzymała dziką kartę do turnieju WTA 1000 w Indian Wells.

Utytułowana reprezentantka Stanów Zjednoczonych weźmie udział zarówno w grze pojedynczej, jak i podwójnej. 45-latka ostatni raz wystąpiła w Kalifornii dwa lata temu.

Bardzo cieszę się z powrotu do Indian Wells i nie mogę się doczekać powrotu do domu, żeby zagrać w Kalifornii. Ten turniej to zawsze wyjątkowe przeżycie, a nic nie może się równać z rywalizacją przed tak niesamowitymi kibicami – powiedziała Williams.

Siedmiokrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych w singlu debiutowała w Indian Wells 30 lat temu. W tym sezonie 45-letnia tenisistka wystąpiła już w trzech imprezach, lecz w każdej z nich odpadała w pierwszej rundzie: w Auckland z Magdą Linette, w Hobart z Tatjaną Marią oraz w Australian Open z Olgą Danilović.

ATP Dubaj pod koniec lutego: kluczowe scenariusze i prognozy

/ Materiał sponsorowany , źródło: Materiał sponsorowany, foto: Materiał sponsora/Własne

Końcówka lutego 2026 znów skupiona jest w świecie tenisa na ATP Dubai, czyli na jednej z najważniejszych imprez w kalendarzu ATP po serii turniejów na początku sezonu. I nic w tym dziwnego, bo to właśnie ten czas, w którym najlepsi zawodnicy sezonu albo utrzymują swoją pozycję i pokazują siłę na twardych nawierzchniach, albo dają się prześcignąć tzw. czarnym koniom. Ponadto turniej w Dubaju to też nie tylko okazja do pokazania się i zdobycia punktów rankingowych. To też pole do sprawdzenia formy przed kolejnymi turniejami.

Pula gwiazd wydaje się w tym roku wyjątkowo mocna, a obecność najwyższej klasy graczy, którzy będą rywalizować na Emirates Tennis Stadium już od 23 do 28 lutego, gwarantuje wysokie tempo pojedynków i sparingowe starcia na najwyższym poziomie.

 

Faworyci: profile, taktyka i aktualna forma

 

Dla przypomnienia lub poinformowania, turniej ATP Dubaj 2026 potrwa od 23 do 28 lutego 2026, niedługo po rywalizacji WTA Dubaj 1000 (która zaczęła się 15 i ma potrwać do 21 lutego). Przyciąga on już teraz tradycyjnie nie tylko zwycięzców wielkich imprez, ale też graczy z tej bardziej średniej półki, których wyróżnia dobra kondycja. Można im kibicować i stawiać na nich zakłady np. za pomocą strony bet on red casino.

Jeśli chodzi o graczy większego kalibru, na samym początku nie możemy nie wspomnieć tu chociażby broniącego tytuł, czyli Stefanosa Tsitsipasa (który miał jednak w ostatnim roku dosyć ciężko, i to pod wieloma względami). Poniżej wskażemy tutaj też kilku innych graczy, którzy są ciekawi nie tylko pod względem umiejętności taktycznych, ale także wcześniejszych wyników.

 

Félix Auger‑Aliassime: agresywna atletyka jako sekret sukcesu

 

Jednym z tych, na których warto zwrócić naszym zdaniem uwagę, jest Félix Auger‑Aliassime, czyli Kanadyjczyk, który zdobył w 2025 r. aż trzy tytuły ATP i dotarł do finału w Dubaju. Jak to zrobił? Głównie za pomocą stabilnej, przemyślanej gry, oraz agresywnego stylu. Mocne serwisy i skuteczne kończenie akcji dawały i wciąż dają mu realną szansę na wysokie miejsce także w tym sezonie.

To znaczy, przegrał on ostatnio co prawda na Rotterdam Open z Alexem de Minaurem, ale i tak pozostaje mocnym kandydatem do walki o tytuł w Dubi Duty Free Tennis Championships. Przy właściwym poziomie koncentracji może zagrozić nawet totalnym faworytom.

 

Miedwiediew vs. Rublew: doświadczenie kontra liniowa siła

 

Nie mogliśmy pominąć, rzecz jasna, dwóch znanych „weteranów”, którzy znają już turniej tenisowy w Dubaju i jego zasady praktycznie na pamięć. Mowa oczywiście o Daniilu Miedwiediewie i Andrieju Rublowie. Mają oni bogate doświadczenie w meczach na twardej nawierzchni, a ich gra opiera się na mocnych, liniowych uderzeniach i zdolności do narzucania rywalom niezłego tempa.

Medwiediew, mistrz Dubaju z 2023 r., wciąż pozostaje jednym z najbardziej przewidywalnych graczy, który potrafi dopiec. Pod słowem „przewidywalny” mamy tu na myśli solidny i taki, co do którego raczej możemy być pewni, że nie zrobi dużej ilości błędów (nawet grając przeciwko rywalom próbującym przesuwać rytm gry). Rublew potrafi zaskoczyć z kolei swoją nieustępliwością, co czyni go groźnym nawet w starciach z tymi wyżej notowanymi przeciwnikami.

 

Taktyczne niuanse kortu w Dubaju

 

Nie możemy tu pominąć chociażby np. znaczenia nawierzchni, bo ona też jest brana pod uwagę w analizach i scenariuszach wyników.

 

Wpływ szybkości kortu na długość wymian

 

Kort w Dubaju należy do tych szybszych z kalendarza ATP 500. Twarda nawierzchnia sprzyja serwisowi i mocnym pierwszym uderzeniom z linii końcowej. Zawodnicy opierający swoją taktykę na agresywnych returnach i szybkim przejściu do ofensywy mogą mieć przewagę w krótszych wymianach, bo każdy błąd rywala jest tam do wykorzystania często niemal natychmiast. A to oznacza, że gracze tacy jak Auger‑Aliassime czy Draper (czyli ci, którzy potrafią kończyć szybko wymiany), mogą mieć większe szanse na przełamanie serwisu przeciwników.

Z drugiej strony, tenis dubaj ceni sobie często zawodników bardziej cierpliwych i taktycznie zorientowanych (czyli takich, jak np. wspomniany wcześniej Miedwiediew). Dlaczego? Bo potrafią oni wykorzystywać na swoją korzyść głębię uderzeń i zmuszać rywali do błędów poprzez dłuższe, zróżnicowane wymiany.

 

Czarne konie i potencjalne sensacje

 

Dubaj tenis i tamtejszy turniej jest często miejscem, w którym nawet młodzi zawodnicy potrafią zaskoczyć światowych mistrzów. Nawet wtedy, gdy to, co było wcześniej zapisane w wynikach na papierze wskazuje na ich wczesne pożegnanie się z imprezą.

Poniżej opiszemy tych z nich, którzy są dla nas w tym roku najciekawsi.

 

Wznoszenie się młodych: Mensik i Draper

 

Naszym zdaniem warto tu zwrócić uwagę szczególnie na dwóch młodych pretendentów. Pierwszym jest Jack Draper, który stał się dzięki swojej formie i technice jednym z najbardziej interesujących świeżaków na twardych nawierzchniach. Zdecydowanie potrafi on narzucić swoje tempo i wykorzystać każdą okazję w krótkich wymianach, a to może stanowić niespodziankę dla nawet tych bardziej doświadczonych rywali.

Drugim graczem, który może okazać się czarnym koniem turnieju, jest Jakub Menšík. Młody Czech rozwija się bardzo szybko i potrafi zaskoczyć rywali swoją odwagą w grze oraz solidnym serwisem. Jeśli tylko losowanie okaże się dla niego łaskawe i uniknie w pierwszych rundach starć z czołówką ATP, to niewykluczone, że wygra jeden lub dwa mecze i zaznaczy swoją obecność w Dubaju.

To, że dostaniemy od nich jakąś niespodziankę (lub niespodzianki), jest bardzo realne, zwłaszcza że dochodziło już do nich w poprzedniej edycji turnieju na zawodach Dubai Duty Free. Działo się tak m.in. w drugiej rundzie i ćwierćfinale. Dla przypomnienia, Halys eliminował w nich wyżej notowanych rywali w dosyć dramatycznych starciach.

 

Prognozy na końcówkę lutego – kto ma przewagę?

 

Jeśli patrzeć tylko na to, co jest na papierze, faworytami do końcowego triumfu są gracze tacy, jak Auger‑Aliassime, Medwiediew oraz Rublew. Ich gra zdecydowanie sprawdza się na szybkich kortach, a oni sami mają już dodatkowo doświadczenie w decydujących meczach ATP 500. Turnieje takie jak ATP i WTA Dubaj rządzą się jednak swoimi własnym prawami i to niemal zawsze mieszanka taktycznej cierpliwości i agresji (a tych może zabraknąć w gorszym dniu nawet najlepszym), dlatego kluczowe jest obserwowanie najważniejszych starć już od pierwszej rundy.

Warto też pamiętać, że absencje i kontuzje czołowych zawodników mogą otworzyć drzwi do ciekawych scenariuszy i niespodziewanych kandydatów. W skrócie? Faworyci zawsze są i będą, ale mogą zostać też zawsze zdetronizowani.

Na sam koniec powiemy jedno: co by się w końcu nie stało, mamy nadzieję, że i na ATP, i na innych turniejach takich jak WTA Dubai wygra ten zawodnik, któremu najbardziej kibicujecie. Tymczasem my się już z Wami żegnamy i oczekujemy wspólnie z Wami na kolejne tenisowe emocje. Do następnego artykułu!

FAQ: szybkie podsumowanie dla kibica

 

Kiedy będą rozgrywane mecze ATP Dubai 2026?
Główna część turnieju ATP 500 potrwa od 23 do 28 lutego 2026, tuż po rywalizacji WTA Dubaj 1000.

Kto jest obrońcą tytułu?
Stefanos Tsitsipas, mistrz z 2025, który pokonał Felixa Auger‑Aliassime w finale.

Który zawodnik może zrobić niespodziankę?
Naszym zdaniem warto obserwować np. Jacka Drapera oraz innych młodych graczy, którzy mogą odwrócić wynik w pojedynkach z faworytami.

ATP. Amerykanie dominują w Delray Beach, Fonseca odpada w Rio

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.atptour.com/, własne, foto: East News

W Delray Beach i Rio de Janeiro wyłoniono pozostałych ćwierćfinalistów. W obu turniejach nie brakowało emocji.

W czterech czwartkowych spotkaniach na Florydzie brało udział aż pięciu zawodników gospodarzy. Oznaczało to, że Amerykanie mają jedno pewne w najlepszej ósemce, ale ich kibice z pewnością chcieli czegoś więcej.

Sztafetę występów reprezentantów USA udanie rozpoczął Learner Tien (na zdj.). 20-latek zdecydowanie poprawił się po kiepskim starcie w Dallas i pokonał Miomira Kecmanovicia. Triumf nad Serbem nie przyszedł jednak łatwo – panowie zagrali trzy sety a dwa z nich były wieńczone tie-breakami. Po nieco ponad dwóch godzinach to Tien zdobył ostatni punkt i mógł czekać na rywala w ćwierćfinale.

Będzie nim Frances Tiafoe, który rozstrzygnął na swoją korzyść pojedynek z niżej notowanym rodakiem Zachaym Svajdą. Wyżej notowany „Big Foe” musiał mocno pracować na końcowy sukces, wygrywając trzeciego seta wynikiem 7:5.

W pozostałych, czwartkowych parach 1/8 finału Amerykanie także nie zawiedli, choć musieli mieć się na baczności. Obaj przedstawiciele gospodarzy wygrali bez strat setowych, ale musieli rozegrać po jednym tie-breaku. Szczególnie imponująco wyglądał ten z meczu Paul – Walton. Tommy zdobył go z rezultatem 13-11 a w ćwierćfinale zagra z – najwyżej rozstawionym – Taylorem Fritzem. Tenisista z San Diego wysłał do domu utalentowanego Hiszpana – Rafę Jodara.

W Rio de Janeiro największą uwagę ponownie przykuwał Joao Fonseca. Ulubieniec trybun nie jest w tym sezonie w najwyższej formie i potwierdził to w spotkaniu z Peruwiańczykiem Buse. Miejscowy faworyt zaczął pojedynek od wygranego seta, ale potem inicjatywę przejął niżej notowany rywal. 21-latek z Limy zwyciężył i zapewnił sobie ciekawy wpis do tenisowego CV.

 

W sesji wieczornej na korcie centralnym pojawili się za to Matteo Berrettini i Duszan Lajović. Obaj gracze są bardzo doświadczeni, ale było to ich pierwsze spotkanie w tourze. Mecz okazał się zacięty i – po trzech setach – powędrował na konto reprezentanta Italii. Rzymianin zagra teraz ze – wspominanym wyżej – Buse.


Wyniki

 

Delray Beach (druga runda mężczyzn):

T. Fritz (USA, 1) – R. Jodar (Hiszpania) 7:6(4) 6:4

L. Tien (USA, 4) – M. Kecmanović (Serbia) 6:4 6:7(4) 7:6(5)

T. Paul (USA, 5) – A. Walton (Australia) 7:6(11) 6:3

F. Tiafoe (USA, 8) – Z. Svajda (USA) 6:4 3:6 7:5

 

Rio Open (druga runda mężczyzn):

I. Buse (Peru) – J. Fonseca (Brazylia, 3) 5:7 6:3 6:4

T. Etcheverry (Argentyna).- V. Gaubas (Litwa) 7:6(1) 6:4

J. Faria (Portugalia) – D. Dżumhur (Bośnia i Hercegowina) 7:6(1) 6:4

M. Berrettini (Włochy) – D. Lajovic (Serbia) 3:6 6:4 6:2

Największe niespodzianki w historii Australian Open

/ Materiał sponsorowany , źródło: Materiał sponsorowany, foto: Materiał sponsora/Własne

Australian Open ma reputację turnieju, który lubi porządek. Twarde korty, przewidywalne warunki, często dominacja tych samych nazwisk. Cały turniej napędzany jest przez emocje. Zwłaszcza że Melbourne potrafi nagle odwrócić stół. Faworyt przyjeżdża po tytuł, a wraca po lekcję pokory. Kwalifikant wchodzi na kort bez oczekiwań i wychodzi jako bohater dnia.

W sporcie — podobnie jak w każdej przestrzeni, w której stawką jest niepewność i kalkulacja ryzyka, czy to przy analizie kursów bukmacherskich, czy w cyfrowej rozrywce typu gry maszyny online — napięcie rodzi się wtedy, gdy rzeczywistość wymyka się prognozom. Tego rodzaju gry potrafią budzić emocje, właśnie z braku poczucia pełnej kontroli, co widać też w sporcie. Australian Open wielokrotnie udowadniał, że ranking, statystyki i forma z poprzedniego sezonu nie gwarantują niczego. Wystarczy jeden mecz, jeden dzień słabszej dyspozycji, by cały porządek turniejowej drabinki się rozsypał.

 

Dlaczego niespodzianki tak interesują kibiców?

 

Niespodzianki przyciągają, bo uruchamiają ten sam mechanizm emocjonalny, który stoi za popularnością formatów opartych na niepewności — jak choćby gry hazardowe online na telefon. To napięcie między przewidywaniem a rzeczywistością. W tenisie wystarczy jeden przełamany serwis, by faworyt zaczął chwiać się na nogach, a trybuny nagle ożyły. W grach hazardowych wystarczy raz trafiony zestaw specjalnych symboli, aby aktywować przejście do potencjalnie dużych wygranych. Gracze i kibice przychodzą po moment, w którym scenariusz się łamie, a wynik staje się otwarty. To właśnie ta chwila niepewności elektryzuje najbardziej.

Oto największe wstrząsy w historii turnieju. Tylko fakty. Tylko mecze, które naprawdę zmieniły narrację.

 

1983: Wilander obala McEnroe

 

Australian Open 1983 rozgrywano jeszcze na trawie w Kooyong. W półfinale Mats Wilander pokonał Johna McEnroe 4-6, 6-3, 6-4, 6-3. To nie była drobna niespodzianka – McEnroe należał wówczas do ścisłej światowej czołówki.

Wilander poszedł dalej i w finale wygrał z Ivanem Lendlem 6-1, 6-4, 6-4, zdobywając tytuł. To był moment, w którym młody Szwed udowodnił, że potrafi wygrywać z największymi.

 

1985: Edberg bierze pierwszy tytuł

 

Rok 1985 przyniósł kolejną szwedzką historię. W finale Stefan Edberg pokonał Matsa Wilandera 6-4, 6-3, 6-3. Był to pierwszy tytuł wielkoszlemowy Edberga.

Wtedy Australian Open wciąż walczył o prestiż, wielu czołowych zawodników nie zawsze przyjeżdżało do Australii. Tym bardziej zwycięstwo 19-letniego Edberga było sygnałem narodzin nowej gwiazdy.

 

2008: Tsonga demoluje Nadala

 

Styczeń 2008. Jo-Wilfried Tsonga przyjeżdża do Melbourne jako numer 38 rankingu ATP. W półfinale trafia na Rafaela Nadala, jednego z głównych kandydatów do tytułu.

Wynik: 6-2, 6-3, 6-2 dla Francuza.

To nie było zwycięstwo „na styku”. To była demonstracja siły. Tsonga dotarł do finału (przegrał z Novakiem Djokoviciem), ale jego półfinał z Nadalem pozostaje jedną z najbardziej szokujących jednostronnych batalii z udziałem hiszpańskiego mistrza w Wielkim Szlemie.

 

2017: Djoković odpada z Istominem

 

Druga runda Australian Open 2017. Novak Djoković, sześciokrotny mistrz turnieju, przegrywa z Denisem Istominem 7-6, 5-7, 2-6, 7-6, 6-4.

Istomin był wówczas sklasyfikowany poza pierwszą setką (około 117. miejsca). To jedna z najbardziej sensacyjnych porażek Djokovicia w turniejach wielkoszlemowych.

 

2018: Hsieh wytrąca Muguruzę

 

W drugiej rundzie Australian Open 2018 Hsieh Su-wei pokonała Garbiñe Muguruzę 7-6, 6-4. Muguruza była świeżo po triumfie w Wimbledonie (2017) i należała do grona głównych faworytek.

Styl Tajwanki – pełen skrótów, slajsów i nieprzewidywalnych rotacji – kompletnie zburzył rytm Hiszpanki. To był pokaz, że tenisowa inteligencja potrafi wygrać z fizycznością.

 

2020: Kenin pisze własną historię

 

Australian Open 2020 wygrała 21-letnia Sofia Kenin. W finale pokonała Garbiñe Muguruzę 4-6, 6-2, 6-2.

W półfinale wyeliminowała Ashleigh Barty (liderkę rankingu WTA) 7-6(6), 7-5. To był turniej, który całkowicie zmienił postrzeganie Kenin – z obiecującej zawodniczki w mistrzynię Wielkiego Szlema.

 

2022: Nadal od 0:2 do legendy

 

Finał 2022 przeciwko Daniłowi Miedwiediewowi to jeden z najbardziej dramatycznych meczów w historii Australian Open. Nadal przegrywał 0:2 w setach (2-6, 6-7), by ostatecznie wygrać 2-6, 6-7, 6-4, 6-4, 7-5.

To był pierwszy w jego karierze finał AO wygrany po stracie dwóch pierwszych setów. I jeden z najbardziej symbolicznych comebacków w historii tenisa.

 

Australian Open 2026: świeże, potwierdzone niespodzianki

 

Tegoroczna edycja również przyniosła realne wstrząsy.

Jedną z największych niespodzianek było wyeliminowanie Stefanosa Tsitsipasa przez Tomáša Macháča. Czech, notowany znacznie niżej w rankingu, zagrał agresywnie i bez respektu, eliminując jednego z rozstawionych zawodników we wczesnej fazie turnieju.

Kolejnym zaskoczeniem była porażka Denisa Shapovalova z Marinem Čiliciem. Doświadczony Chorwat, który w poprzednich sezonach zmagał się z problemami zdrowotnymi i spadkiem w rankingu, pokazał w Melbourne tenis na poziomie, który przypomniał jego najlepsze lata.

To nie były medialne sensacje znikąd – to były mecze, w których ranking przegrał z dyspozycją dnia. I właśnie dlatego wpisują się w tradycję Australian Open jako turnieju, który regularnie wyłamuje się z przewidywalnych scenariuszy.

 

Dlaczego Melbourne sprzyja wstrząsom?

 

Australian Open otwiera sezon. Forma zawodników bywa zagadką. Jedni są po intensywnym okresie przygotowawczym, inni dopiero szukają rytmu meczowego. Dodatkowo turniej rozgrywany jest w ekstremalnych temperaturach, a pierwsze tygodnie sezonu często przynoszą niespodziewane eksplozje formy u zawodników spoza ścisłej czołówki.

Jednym z najbardziej niedocenianych czynników jest sama nawierzchnia. Australian Open przez lata zmieniał jej charakter. Do 2007 roku grano na Rebound Ace – podłożu, które w upale potrafiło stawać się lepkie i wolniejsze. W 2008 roku wprowadzono Plexicushion, a od 2020 roku turniej rozgrywany jest na GreenSet. Każda zmiana oznaczała inną dynamikę odbicia i inną reakcję piłki w wysokiej temperaturze. Dla zawodników oznacza to konieczność adaptacji – a adaptacja w pierwszym turnieju sezonu bywa loterią.

Drugi element to kalendarz. Australian Open jest pierwszym Wielkim Szlemem roku. Ranking ATP i WTA opiera się na wynikach z poprzednich 12 miesięcy, ale forma styczniowa nie zawsze ma z nimi wiele wspólnego. Zawodnik może być wysoko sklasyfikowany dzięki sukcesom z lata czy jesieni, a w Melbourne dopiero wchodzi w rytm meczowy. Z kolei ktoś z niższej pozycji, po mocnym okresie przygotowawczym w grudniu, potrafi zaskoczyć dynamiką i świeżością.

Nie można też pominąć warunków klimatycznych. Turniej regularnie mierzy się z ekstremalnymi temperaturami. Organizatorzy wprowadzili tzw. Extreme Heat Policy, która pozwala przerywać mecze przy przekroczeniu określonych wskaźników stresu cieplnego. W praktyce oznacza to, że niektóre spotkania są przerywane, przesuwane lub rozgrywane w zmienionych warunkach. Dla zawodników o mniejszym doświadczeniu może to być destabilizujące – dla innych szansa.

Do tego dochodzi kwestia podróży. Sezon rozpoczyna się w Australii, często po długiej przerwie i zmianie stref czasowych. Adaptacja do klimatu i czasu bywa równie trudna jak sam mecz. W pierwszym tygodniu turnieju różnice fizyczne są często bardziej widoczne niż w późniejszych Szlemach.

 

Niespodzianka to DNA tego turnieju

 

Australian Open bywał zdominowany przez Djokovicia czy Serenę Williams, ale jego tożsamość budowały również te momenty, gdy porządek się kruszył. Od Wilandera i Edberga w latach 80., przez Tsongę w 2008, po comeback Nadala w 2022 i świeże wstrząsy 2026 – Melbourne przypomina, że sport nie jest arkuszem kalkulacyjnym. I może dlatego co roku zarywamy noce, żeby oglądać mecze o świcie. Bo gdzieś w tle zawsze czai się pytanie: kto tym razem wywróci turniej do góry nogami? W efekcie Australian Open nie jest chaosem. Jest laboratorium początku sezonu. I właśnie dlatego tak często staje się sceną niespodzianek, które później definiują cały tenisowy rok.

Doha. Porażka Jannika Sinnera! Problemy miał również Carlos Alcaraz

/ Bartosz Bieńkowski , źródło: własne/atptour.com, foto: East News

Ćwierćfinały turnieju ATP 500 w Dosze przyniosły mnóstwo emocji. Wydarzeniem dnia jest z pewnością porażka Jannika Sinnera.

Wicelider światowego rankingu spotkał się z Jakubem Mensikiem. 20-letni Czech zaprezentował, jaki ma ogromny potencjał i po ponad dwóch godzinach walki mógł cieszyć się z największego zwycięstwa w karierze.

Na niespodziankę zanosiło się także w meczu lidera rankingu ATP. Carlos Alcaraz przegrał pierwszego seta, ale ostatecznie przechylił szalę zwycięstwa na swoją korzyść w starciu z świetnie dysponowanym tego dnia Karenem Chaczanowem.

W półfinałach Qatar ExxonMobil Open zameldowali się również Andriej Rublow i Arthur Fils. Pierwszy z nich ograł Stefanosa Tsitsipasa, natomiast Francuz okazał się lepszy od rodaka Jakuba Mensika, Jirziego Leheczki.


Wyniki

Ćwierćfinały:

Carlos Alcaraz (Hiszpania, 1) – Karen Chaczanow (7) 6:7(3), 6:4, 6:3

Jakub Mensik (Czechy, 6) – Jannik Sinner (Włochy, 2) 7:6(3), 2:6, 6:3

Andriej Rublow (5) – Stefanos Tsitsipas (Grecja) 6:3, 7:6(2)

Arthur Fils (Francja) – Jirzi Leheczka (Czechy, 8) 6:3, 6:3