Felieton wimbledoński. Sztuka czytania
Artur St. Rolak, Londyn SW19
„Wimbledon uwielbia chwytające za serce historie wielkich powrotów – te opowieści o dawnych ulubieńcach, którzy mimo fizycznych trudności i psychicznych udręk wracają, by znów zachwycać nas grą na tych kojących kortach. Cóż, dziś mamy dla was kilka nowych, fascynujących rozdziałów tej historii” – tak w nieco egzaltowany sposób Ian Chadband zaczął w oficjalnym programie turnieju zapowiedź czwartego dnia.
Ludzie nie lubią czytać, o czym przekonujemy się na każdym kroku. Najlepiej wiedzą o tym wydawcy prasy, coś od siebie dorzuciliby wydawcy książek. A jak już czytają, to coraz częściej bez zrozumienia.
„Zacznijmy od inspirującego powrotu Karoliny Pliszkovej” – zachęcał Chadband, co stosownym zdjęciem wsparł fotoedytor. „Przez ostatnie lata wydawało się jednak niemożliwe, by kiedykolwiek jeszcze wystąpiła na Korcie Centralnym, doznała bowiem zerwania wszystkich więzadeł i obu ścięgien w lewej kostce, co wymagało dwóch operacji i w praktyce zmusiło ją do nauki chodzenia od nowa. Wydawało się, że wszystko stracone”.
Trzeba nie mieć serca, by mając dziś bilet na Kort Centralny, a w kieszeni paszport inny niż polski, nie opowiedzieć się po stronie Czeszki. Nauczyła się nie tylko chodzić, ale przypomniała sobie również, jak się gra w tenisa. Awansu z 1057. na 73. pozycję w rankingu nie dają za zasługi nawet byłym liderkom oraz finalistkom Wimbledonu i US Open. Każde miejsce trzeba przeskoczyć i wymachać rakietą.
Publiczność nie wsparła tenisistki, która dobrego słowa potrzebowała dużo bardziej niż rywalka. Pierwsze, strasznie nieśmiałe okrzyki, dało się słyszeć dopiero pod koniec czwartego gema, po którym Iga Świątek wyszła na prowadzenie 4:0. „Come on Karolina!” zostało natychmiast zagłuszone przez wielogardłowe „Dawaj Iga!”. Później było niewiele lepiej i było w tym więcej współczucia niż wiary, że to coś da.
W loży Czeszki siedziała jej siostra-bliźniaczka. Kristyna (mistrzyni Wimbledonu juniorek z 2010 roku) już wcześniej przegrała z kontuzjami, a czas zwolniony przez tenis poświęciła na ułożenie sobie życia osobistego. Za mąż nie wyszła, ale ma dwóch synów z Davidem Hanczko, 59-krotnym reprezentantem Słowacji w piłce nożnej. W tym roku stara się być na każdym turnieju, w którym gra Karolina. Do Londynu przyjechała ze starszym synkiem. Adaś był nawet na meczu pierwszej rundy, ale trochę przysypiał. Na drugą rundę na Korcie Centralnym mama już go nie zabrała. Chyba słusznie, bo czteroletnie dziecko nie powinno oglądać ukochanej cioci aż tak bezradnej.
O oglądaniu meczów siostry sporo wie także Agata Świątek. Dziś nie miała powodów do zmartwień.



