Houston. Tommy Paul triumfuje po obronie trzech piłek mistrzowskich

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Niezwykłe widowisko zafundowali nam dzisiaj panowie Paul i Burruchaga w finale turnieju ATP 250 w Houston. Po dwóch godzinach i czterdziestu minutach gry na najwyższym światowym poziomie po tytuł sięgnął reprezentant gospodarzy, który wygrywając w ojczyźnie skompletował tytuły na wszystkich trzech nawierzchniach – na kortach twardych, trawie i właśnie na mączce.

Zaczęło się jednak niezbyt dobrze, a przynajmniej z perspektywy Argentyńczyka, który w pierwszych gemach miał duży problem z regularną grą i nie radził sobie z presją pierwszego w karierze finału rangi ATP Tour. Z biegiem czasu natomiast wyraźnie się rozkręcał i w pewnym momencie dołączył do kapitalnie grającego Paula.

Obaj grali naprawdę fantastycznie, rozgrywali całe mnóstwo zaciętych gemów na przewagi, a do tego dużo ryzykowali. Kulminacją tego wspaniałego pojedynku była końcówka decydującego, trzeciego seta, w której to do pewnego momentu wszystko zmierzało w jedną stronę. Roman Andres Burruchaga pewnie szedł po pierwszy tytuł, a przynajmniej tak się wydawało. Już na samym początku trzeciej partii przełamał bowiem rywala i stosunkowo pewnie przechodził przez kolejne gemy serwisowe, broniąc tylko jednego break-pointa. Jednak do czasu. Okazje do zakończenia spotkania niespodziewanie pojawiły się przy podaniu Tommy’ego Paula, który to nie rozgrywał najlepszego gema. Psuł praktycznie co drugą piłkę i nie był w stanie wypracować sobie przewagi serwisem.

W momencie bezpośredniego zagrożenia natomiast wziął się w garść i zaczął grać o niebo lepiej. Odważnymi decyzjami i ofensywną grą obronił wszystkie trzy piłki mistrzowskie, które pojawiły się w tym gemie i utrzymał podanie wychodząc na 4:5.

I od tego czasu gra Argentyńczyka zaczęła się rozsypywać. Uderzenia, które w drugim secie były niemalże pewne, stały się teraz fabryką błędów. Amerykanin nie musiał czekać na nic więcej. Szybko wykorzystał swoje okazje na przełamanie Burruchagi, a następnie pewnie wygrał gema na 6:5, gwarantując sobie przynajmniej grę w tie-breaku.

Ostatecznie jednak do tie-breaka nie doszło, ponieważ tenisista z Ameryki Południowej podobnie jak na początku pierwszego seta, nie wytrzymał presji. W najważniejszym momencie meczu i całego turnieju w ogóle, dał odebrać sobie serwis, co dało zwycięstwo Paulowi.

Reprezentant USA sięgnął po piąty w karierze tytuł ATP Tour i zdobył ostatni element układanki, którego brakowało mu w jego tenisowym CV. Skompletował on bowiem triumfy na każdej z trzech głównych nawierzchni – hardzie, trawie i ceglanej mączce. Niewielu graczy może pochwalić się podobnym osiągnięciem, dlatego tym bardziej Paul ma powód do dumy.

A jeśli chodzi o Burruchagę, trzeba uczciwie powiedzieć, że zasługuje na duże słowa uznania. Rozegrał najlepszy turniej w zawodowej karierze i naprawdę niewiele zabrakło, żeby sięgnął dziś po trofeum. Tenis jednak jest brutalny – możesz grać najlepiej na świecie, ale na koniec i tak liczy się tylko to, kto wygrał ostatnią piłkę.

 


Wyniki

Houston, finał:

Tommy Paul (USA, 4) – Roman Andres Burruchaga (Argentyna) – 6:1, 3:6, 7:5