Korespondencja z Poznania. Daniel Michalski i Tomasz Berkieta bez zwycięstwa, polscy juniorzy zaskoczyli w deblu

/ Marek Golba , źródło: opr. własne, foto: Paweł Rychter

Zakończyły się mecze pierwszej rundy gry pojedynczej w Enea Poznań Open. Daniel Michalski i Tomasz Berkieta nie pokonali rozstawionych rywali, tym samym żegnając się z turniejem. Do dużej niespodzianki doszło w meczu deblowym z udziałem Aleksandra Błusia i Jana Sadzika.

Po nieznacznej porażce Alana Ważnego z Martinem Krumichem na kort centralny wszedł Daniel Michalski. Jego przeciwnikiem był Gustavo Heide, turniejowa „ósemka”. Na początku spotkania Polak miał trzy break pointy na przełamanie Bueno. Nie dość, że ich nie wykorzystał, to później pojawiły się u niego duże kłopoty. Brakowało mu pewności siebie, szybko przechodził do defensywy i popełniał dużo błędów. W drugim scenariusz gry się nie zmienił. Wciąż na korcie panował Bueno, który prowadził 4:1 z podwójnym przełamaniem. Jedyny powiew optymizmu nastąpił w szóstym gemie. Od stanu 40:0 dla Peruwiańczyka Michalski zdobył pięć punktów z rzędu. Na tym jednak plusy się kończą. Polak wciąż wyglądał na zrezygnowanego i pogubionego, a w spotkaniu nie wygrał już żadnego punktu.

Ostatnim meczem gry pojedynczej było spotkanie Tomasza Berkiety z Gonzalo Bueno. To Polak był w tym spotkaniu stroną ofensywną. Było dużo akcji pod dyktando Berkiety, czasem nawet widowiskowych, lecz pojawiało się więcej błędów po jego stronie. Po przełamaniu na 4:3 dla Bueno nastąpiła poprawa, a o losach seta rozstrzygnął tie-break. W nim nie wygrał żadnego punktu przy swoim podaniu i musiał odrabiać straty.

Drugi set przebiegał sprawnie. Żaden z nich nie wypracował sobie szansy na przełamanie aż do ósmego gema. Wtedy pojawiły się trzy proste błędy Berkiety i Bueno serwował na mecz. Miał już dwie piłki meczowe, lecz w obu z nich nie udały mu się dropszoty. Berkieta wyczuł szansę, lecz nie wytrzymał napięcia. Wynik 7:6(4), 6:3 dla notowanego w drugiej setce Peruwiańczyka i już tylko Maks Kaśnikowski został w singlu.

Jan Sadzik i Aleksander Błuś postawili się faworytom

Ostatnim meczem dnia był debel Aleksander Błuś/Jan Sadzik z Mario Mansillą Diezem i Benjaminem Winterem Lopezem. To był pierwszy mecz rywalizacji deblowej.

W obu setach Błuś i Sadzik ani trochę nie odstawali od faworyzowanych Hiszpanów. Najpierw wrócili ze stanu 3:5 i doprowadzili do tie-breaka po obronie trzech setboli. Co prawda go przegrali, ale to nie załamało młodych zawodników. W drugim secie także odrobili straty i to kilkukrotnie. Przegrywali 3:5 i byli dwa punkty od przegrania meczu, a co najlepsze wygrali tie-breaka, wracając ze stanu 1:4 z podwójnym mini-breakiem.

O wyniku zadecydował super tie-break. Błuś i Sadzik mocno atakowali swoich przeciwników i wyszli na prowadzenie jednego mini-breaka. Dopilnowali przewagi do końca, choć o wygraną ostatnich punktów łatwo nie było. Po ostatnim punkcie pojawiła się żywiołowa radość Błusia i Sadzika, dla których to pierwszy wygrany mecz w Challengerze. Ich kolejnymi rywalami będą duet Oskari Paldanius/Alan Ważny albo Alexander Donski/Andrew Paulson (nr 2).


Wyniki

Pierwsza runda singla:

Frederico Ferreira Silva (Portugalia, 5) – Mathys Erhard (Francja, Q) – 6:4, 6:3

Gonzalo Bueno (Peru, 7) – Tomasz Berkieta (Polska, WC) – 7:6(4), 6:3

Gustavo Heide (Brazylia, 8) – Daniel Michalski (Polska, WC) – 6:2, 6:2

Pierwsza runda debla:

A. Błuś, J. Sadzik (Polska, Polska, WC) – M. Mansilla Diez, B. Winter Lopez (Hiszpania, Hiszpania) – 6:7(3), 7:6(5), [10-8]