Miami. Amerykanie odpadają. Sen młodego Hiszpana trwa w najlepsze

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: East News

Za nami pierwsza połowa kolejnego już dnia Miami Open. Emocji nie brakowało, jednak gospodarze nie mogą być do końca zadowoleni, ponieważ z turniejem pożegnało się kilku ich reprezentantów. Wśród nich był również Sebastian Korda, który przecież dwa dni temu wyeliminował z imprezy lidera światowego rankingu – Carlosa Alcaraza.

Zacznijmy właśnie od Amerykanina, który podejmował dzisiaj 151. rakietę świata: Martina Landaluce, który już w poprzednich rundach zaskakiwał kibiców, pokonując takich zawodników jak: Marcos Giron, Luciano Darderi, czy nawet rozstawiony z “czternastką” Karen Chaczanow. Teraz jednak miał zadanie arcytrudne, ponieważ po drugiej stronie siatki stał pogromca jego rodaka (Alcaraza) – Sebastian Korda.

I powiedzieć, że panowie rozegrali fantastyczne spotkanie to tak jakby nic nie powiedzieć. Było w nim tyle zwrotów akcji, świetnych zagrań i kapitalnych decyzji, że bez wątpienia można postawić je na szczycie, jeśli chodzi o dzisiejsze pojedynki na Florydzie. Pierwszą partię dość pewnie wygrał reprezentant USA, ale od tego momentu Landaluce zaczął grać na najwyższym poziomie, pokazując poziom z poprzednich starć, kiedy to właśnie wygrywał mecze będąc w roli “underdoga”.

W tie-breaku drugiego seta Hiszpan mistrzowskim winnerem z returnu obronił piłkę meczową dla Kordy, a następnie zapisał tę partię na swoje konto, wykorzystując już pierwszego set-balla. Trzecia odsłona również padła jego łupem, kiedy to przełamał rywala w decydującym momencie, pieczętując zwycięstwo po prawie dwóch i pół godzinie gry.

Tym samym został on trzecim najniżej notowanym ćwierćfinalistą w historii imprezy w Miami. Przed nim plasują się tylko Jim Grabb (185. miejsce w 1994 roku) oraz Patrick McEnroe (180. pozycja w roku 1993). Sam Landaluce natomiast jest teraz dokładnie 150. tenisistą świata. A w ramach ciekawostki można dodać jeszcze, że Hiszpan jest pierwszym graczem urodzonym w 2006 roku, który osiągnął ćwierćfinał turnieju rangi ATP Masters 1000.

Porażka Fritza

Powody do zadowolenia ma także rozstawiony z numerem dwudziestym drugim – Jiri Lehecka, który to podobnie jak Martin Landaluce wyrzucił dziś z imprezy jednego z tenisistów amerykańskich. Pokonał on Taylora Fritza, sprawiając dużą niespodziankę na oczach zgromadzonych na trybunach kibiców, w większości wspierających oczywiście swojego gracza.

Czech był od rywala skuteczniejszy i koniec końców lepiej wytrzymywał presję w najważniejszych momentach spotkania. Po przegranym tie-breaku drugiej partii, był on w stanie się podnieść i bardzo pewnie sięgnął po zwycięstwo w decydującym secie. Fritz z kolei popełnił w nim całe mnóstwo niewymuszonych błędów, a do tego korzyści nie przynosił mu własny serwis, po którym wygrał zaledwie 62 procent punktów, co przy 87 procentach po stronie Lehecki jest wynikiem fatalnym.

Po dwóch godzinach i dwudziestu siedmiu minutach Czech awansował do najlepszej ósemki florydzkiego mastersa. A tam zmierzy się właśnie ze wspominaną już sensacją tegorocznej edycji imprezy – Martinem Landaluce.

Fils idzie za ciosem

Po niezwykłym zwycięstwie nad Stefonosem Tsitsipasem, kiedy to Arthur Fils stracił zaledwie jednego gema, Francuz poszedł o krok dalej i zameldował się dzisiaj w ćwierćfinale, pokonując świetnie dysponowanego w ostatnim czasie Valentina Vacherota. Podobnie jak w dwóch opisywanych wcześniej pojedynkach, tak i tutaj były trzy zacięte seta. Pierwszy padł łupem reprezentanta “trójkolorowych”, który w kluczowym momencie (dziesiątym gemie) przełamał Monakijczyka i po czterdziestu minutach wyszedł na prowadzenie.

Druga odsłona była nieco dłuższa i dla odmiany – nie doszło w niej do ani jednego breaka. Mało tego, żaden z tenisistów nie miał nawet bezpośredniej okazji na jego zdobycie, ponieważ serwujący bardzo pewnie przechodzili przez kolejne gemy, nie pozostawiając returnującym żadnych złudzeń.

Tym sposobem doszło do tie-breaka, a w nim podobnie jak w całym secie, trudno było znaleźć sposób na wygranie punktu przy serwisie rywala. Ostatecznie jednak po jednym jedynym mini-breaku seta zapisał na swoje konto Vacherot, doprowadzając do remisu 1-1.

W decydującej partii natomiast ponownie Arthur Fils okazał się lepszy, przełamując Monakijczyka w piątym gemie. Mistrz z Szanghaju nie zdołał już do końca odrobić strat i tym samym to Francuz awansował do najlepszej ósemki w Miami, notując jedenaste zwycięstwo w tym sezonie przeciwko zawodnikom spoza najlepszej dziesiątki światowego rankingu.

Jest to dla niego piąty w karierze ćwierćfinał turnieju Masters 1000 i jeśli uda mu się podtrzymać wyżej wspomnianą serię, to na pewno znajdzie się w finale, ponieważ pozostali tenisiści w jego połówce drabinki nie znajdują się w czołowej dziesiątce światowego rankingu.

Szybki awans Paula

Zdecydowanie najszybszym meczem pierwszej połowy dzisiejszego dnia było starcie Tommy’ego Paula z Argentyńczykiem – Tomasem Martinem Etcheverrym. Amerykanin od samego początku dyktował warunki na korcie i tracąc tylko cztery gemy zameldował się w ćwierćfinale turnieju w Miami.

Jego rywalem w walce o najlepszą czwórkę będzie Arthur Fils. Ich jedynym pojedynkiem jest ich mecz z Szanghaju sprzed dwóch i pół roku, kiedy to po trzech zaciętych setach wygrywał Paul. Czy reprezentant USA zdoła to powtórzyć i zatrzyma będącego w kapitalnej dyspozycji Francuza?


Wyniki

Miami Open, 1/8 finału:

Martin Landaluce (Hiszpania) – Sebastian Korda (USA, 32) – 2:6, 7:6(6), 6:4

Jiri Lehecka (Czechy, 21) – Taylor Fritz (USA, 6) – 6:4, 6:7(4), 6:2

Arthur Fils (Francja, 28) – Valentin Vacherot (Monako, 28) – 6:4, 6:7(4), 6:4

Tammy Paul (USA, 22) – Tomas Martin Etcheverry (Argentyna, 29) – 6:1, 6:3