Tenisklub pyta, Iga odpowiada: Przyjemność do czasu

/ Artur St. Rolak , źródło: Korespondencja ze Stuttgartu, foto: Peter Figura

Najpierw wspomijmy o dziennikarzu z Rumunii, który podziękował Idze Świątek, że w ogóle przyszła na konferencję prasową po porażce z Mirrą Andriejewą. Bo wcale nie musiała, ale chciała. Jest jedną z niewielu w tym sporcie, które rozumieją, że sport nie polega wyłącznie na przyjmowaniu gratulacji. Podziękowania Mircei Mestera przyjęła z wdzięcznością.

Nasze amerykańsko-włosko-niemiecko-rumuńskie koleżeństwo pomogło polskiej tenisistce rozebrać mecz na czynniki pierwsze na tyle, na ile dało się to zrobić niecałą godzinę po meczbolu:

– oczywiście nie na taki wynik liczyłam

– starałam się, ale to nie wystarczyło

– Francisco dawał mi pewne rady, ale dopiero się poznajemy

– jeśli zapamiętam z tego meczu coś pozytywnego, to chyba te momenty, kiedy grałam naprawdę dobrze i wszystko miałam pod kontrolą, ale tylko do czasu

– nie jestem osobą, która wstaje z łóżka i wmawia sobie, że dziś będę pewna siebie; pewność siebie zdobywa się, wygrywając mecze.

Podczas poprzednich konferencji prasowych pytano Świątek głównie o zmianę trenera. W odpowiedziach podkreślała, że robi to bardzo rzadko i tylko wtedy, kiedy jest to już naprawdę koniecznie. Dziś zapytaliśmy, jakich cech – oczywiście poza najwyższymi kwalifikacjami – szuka u szkoleniowców.

– Sezon trwa 11 miesięcy, więc spędzamy ze sobą naprawdę mnóstwo czasu. Dobrze więc, jeśli jest to osoba z poczuciem humoru; po prostu taka, w której towarzystwie dobrze się czuję.

W Stuttgarcie ciągu dalszego w tym roku niestety już nie będzie. Najbliższą okazję, aby zapytać o docieranie się znajomości z Francisco Roigiem jako trenerem i człowiekiem, będziemy mieli chyba dopiero na Roland Garros.