Geometria bólu

Ksawery Styka , foto: Freepik

Ksawery Styka

Od lat w światowym tenisie mamy do czynienia z podziałem sezonu na trzy nawierzchnie. Rok zaczynamy od kortów twardych, po kilku miesiącach przenosimy się na ziemne, następnie przez kilka tygodni rywalizujemy na trawie i znowu wracamy na beton. Zarówno kibice, jak i sami zawodnicy wiedzą, co może zdarzyć się w poszczególnych częściach sezonu, jednak to właśnie ceglana mączka niezmiennie pozostaje najtrudniejszym sprawdzianem w całym tourze. To jedyny moment w roku, kiedy największe gwiazdy muszą całkowicie zresetować swoje nawyki i przygotować się na fizyczne cierpienie.

 

To właśnie ta nawierzchnia, jak żadna inna, weryfikuje przygotowanie motoryczne i umiejętność dostosowania się do trudnych, czasami wręcz ekstremalnych realiów. To nawierzchnia, która potrafi brutalnie ukarać za najmniejszy brak cierpliwości lub ułamek sekundy spóźnienia do piłki, zamieniając każdy mecz w wyczerpującą, fizyczną wojnę na wyniszczenie. Na cegle nie wygrywa bowiem ten, kto uderza piłkę najmocniej, nie ten, kto najlepiej serwuje, a ten, kto ma w sobie wystarczająco dużo siły i sprytu, aby powoli i cierpliwie budować kolejne akcje i szukać okazji.

 

Buntownik z Antypodów

Nie każdemu się to oczywiście podoba. Są tenisiści, którzy regularnie krytykują korty ziemne lub po prostu wycofują się z imprez na mączce. Wychowani na hardzie, na przykład Amerykanie czy Australijczycy, takie tenisowe podchody traktują właśnie bardziej jako karę niż grę w tenisa. – Tenis na mączce to dla mnie w ogóle nie jest tenis. Nie ma w tym żadnej kreatywności. Wszystko sprowadza się do przygotowania fizycznego i przetrwania na korcie. Nie ma tu za grosz tych umiejętności, których wymaga chociażby gra na trawie – mówił w 2018 roku Nick Kyrgios.

O nienawiści do kortów ziemnych wie on naprawdę sporo, ponieważ ostatni raz wystąpił na europejskiej mączce aż siedem lat temu. Jeśli chodzi bowiem o najważniejszy sprawdzian w tej części sezonu, czyli Roland Garros, to Australijczyk regularnie bojkotuje go od 2018 roku. Nie kryje się z tym, że jego ulubioną nawierzchnią jest trawa, i uważa, że właśnie tam rzeczywiście można pokazać światu czysty talent i tenisowy instynkt, które na mączce są bezlitośnie tłumione.

– Ludzie mówią, że we współczesnym tenisie nie ma już miejsca na trawę, ale to nieprawda. To czysty tenis w swoim najlepszym wydaniu. Trzeba mieć talent, żeby grać na trawie. Jeśli masz dobry serwis i świetny return, jesteś za to nagradzany. Kiedy ruszasz do siatki, czerpiesz z tego korzyści. Zrób to samo na jakiejkolwiek innej nawierzchni, a zostaniesz momentalnie skarcony – podkreśla Kyrgios.

 

Wymuszanie zmian

O ile jednak Australijczyk wybrał radykalne rozwiązanie i po prostu omija europejską mączkę szerokim łukiem, zawodnicy z czołówki nie mogą sobie pozwolić na tak luksusowy bojkot. Muszą wyjść na kort i cierpieć, co nierzadko kończy się spektakularnymi wybuchami frustracji. Twarzą tego ceglanego buntu stał się w ostatnich latach Daniił Miedwiediew. Dla Rosjanina, wychowanego na perfekcyjnie płaskim betonie, czerwona mączka to prawdziwy koszmar. – Szczerze mówiąc, nie ma w mączce niczego, co bym lubił – przyznawał wprost. – Zawsze zdarzają się jakieś złe odbicia piłki, a po meczu jestem cały brudny. Naprawdę nie czerpię żadnej przyjemności z gry na ziemi.

Frustracja to jedno, ale profesjonalizm i walka o najwyższe trofea wymagają poświęceń. Nawet tak zatwardziali krytycy cegły muszą wylewać siódme poty, aby dostosować się do tych ekstremalnych warunków. Jak tłumaczy Miedwiediew, kluczem jest drastyczna zmiana myślenia, taktyki i pohamowanie własnego instynktu: – Z mentalnego punktu widzenia najważniejsze jest dla mnie uświadomienie sobie, że niektóre uderzenia, które na twardych kortach byłyby winnerami i dałyby mi punkt, na mączce zdecydowanie nimi nie są. Pracuję nad nadawaniem piłce większej rotacji i nieco wyższej trajektorii lotu. To wszystko jest bardzo trudne, ponieważ przez dziewięć czy dziesięć miesięcy w roku gram w sposób, do którego jestem przyzwyczajony, a potem muszę to zmienić na zaledwie dwa miesiące, starając się jednocześnie nie zatracić tych elementów, w których jestem dobry.

Narzekania Rosjanina jasno pokazują, że na kortach ziemnych po prostu nie ma drogi na skróty. Gra na mączce wymusza drastyczną zmianę nawyków, co na przestrzeni lat wielokrotnie podkreślali najwięksi mistrzowie tenisa. Wystarczy przypomnieć sobie, jak do tej nawierzchni podchodzili Roger Federer, Novak Dźoković czy sam Rafael Nadal. Dla każdego z nich wiosenna część sezonu wiązała się z zupełnie innymi trudnościami. Od konieczności hamowania własnego instynktu przez ogromne obciążenie psychiczne aż po czyste, fizyczne cierpienie.

 

Wielka trójka na ziemi

– Powodem, dla którego mączka nigdy nie była dla mnie łatwa, jest to, że na innych nawierzchniach mogę grać bez myślenia, czysto instynktownie. Wszystko dzieje się naturalnie. Tutaj musiałem nauczyć się kontrolować swoją agresję, ponieważ uwielbiam kończyć punkty szybko. Jeśli grasz na mączce w niewłaściwy sposób, to nawet uderzając świetnie, i tak przegrasz. Tu musisz grać mądrze – mówił o grze na kortach ziemnych szwajcarski maestro.

Jego podejście do różnic wydaje się o wiele dojrzalsze niż to prezentowane przez Miedwiediewa czy Kyrgiosa. Federer nie narzeka on na brudne ubrania i nieregularne, wysokie kozły ani nie obraża się na nawierzchnię. Zamiast tego wolał rozłożyć specyfikę gry na mączce na czynniki pierwsze, traktując ją nie jak karę, lecz jak fascynującą, sportową łamigłówkę. – Na mączce nie musisz mieć woleja. Prawie nie potrzebujesz serwisu. Wszystko, czego potrzebujesz, to nogi, niesamowity forhend i bekhend oraz bieganie do każdej piłki. Musiałem się nauczyć, jak grać głęboko z tyłu kortu, jak lepiej wykorzystywać kąty i kiedy atakować. To była dla mnie prawdziwa lekcja geometrii.

Opanowanie tej ceglanej geometrii” jest jednak dopiero połową sukcesu. Na kortach ziemnych nawet najlepsza taktyka na nic się zda bez wybitnego przygotowania fizycznego. O tym, jak wiele sił kosztuje gra na mączce, doskonale wie Dźokovic. Dla Serba, który przecież od lat słynie z doskonałej kondycji, wiosenna część sezonu to zawsze czas najcięższej, fizycznej harówki. – Wszyscy doskonale wiemy, że mączka wymaga od zawodnika znacznie więcej energii fizycznej, ale moim zdaniem pochłania też mnóstwo energii mentalnej i emocjonalnej. Myślę, że aby poczuć się na niej komfortowo, trzeba trenować na cegle znacznie więcej niż na jakimkolwiek innym korcie – powiedział pięć lat temu.

Wielokrotnie potwierdzał też to, co o mączce mówił Federer. – To nawierzchnia niezwykle wymagająca pod względem samej taktyki i konstruowania punktów. Czasami to prawdziwa gra w kotka i myszkę, gdzie trzeba po prostu walczyć o lepszą pozycję. Zdarza się, że musisz używać zagrań, po które normalnie byś nie sięgnął, takich jak wyżej grane, topspinowe forhendy czy bekhendy, tylko po to, by utrzymać się w wymianie i odbudować swoją pozycję na korcie. Mówiąc krótko: to prawdopodobnie ta nawierzchnia, która jak żadna inna wymaga od tenisisty perfekcyjnej gry w defensywie.

 

Sztuka cierpienia

I teraz warto zastanowić się chwilę nad tym, że skoro zawodnik o tak znakomitym przygotowaniu i świetnej defensywie, jak Dźoković, otwarcie mówi o gigantycznym zmęczeniu, to jak wytłumaczyć fenomen kogoś, kto zdominował grę na mączce na blisko dwie dekady? Odpowiedź kryje się w nastawieniu. Większość tenisistów, niezależnie od tego, czy mączki nie znoszą, czy z pokorą akceptują jej warunki, traktuje ten fizyczny trud jako przeszkodę do pokonania. Z kolei Rafael Nadal z morderczej pracy i cierpienia na korcie uczynił swój największy atut.

Kiedy w 2013 roku, po wyniszczającym, niemal pięciogodzinnym półfinale z Dźokoviciem na paryskiej mączce, zapytano go, jak wytrzymuje tak gigantyczny wysiłek na tej nawierzchni, Nadal odparł niezwykle szczerze. – Przez całą karierę uczyłem się czerpać radość z cierpienia. Takie mecze są bardzo wyjątkowe, nie masz okazji grać ich każdego dnia. Kiedy to się dzieje, oczywiście cierpisz, ale ja naprawdę uwielbiam te momenty. Naprawdę czerpię z tego radość, ponieważ znacznie trudniej było mi rok wcześniej, kiedy siedziałem kontuzjowany na Majorce i musiałem oglądać takie mecze w telewizji.

I to prawdopodobnie najlepsze podsumowanie dyskusji o kortach ziemnych. Tam, gdzie Miedwiediew narzeka na brud i źle odbijające się piłki, a inni dostrzegają tylko fizyczne cierpienie, najwięksi mistrzowie widzą po prostu kolejny sprawdzian swoich umiejętności. Trudny, męczący, czasami nawet morderczy, ale bezlitośnie weryfikujący prawdziwą klasę zawodnika.

Na koniec warto przypomnieć jeszcze jedną, niezwykle trzeźwą myśl hiszpańskiej legendy. – Jeśli grasz źle, przegrasz na hardzie, na mączce, na lodzie czy na plaży – mówił kiedyś Rafa. Bo choć specyfika nawierzchni zmienia wiele, to wciąż nie wymyślono takiej, na której można by wygrywać, grając po prostu słaby tenis.

 

Ksawery Styka