Zapowiedź i analiza finału US Open: Zverev – Shelton
W finale ostatniego wielkoszlemowego turnieju sezonu zagrają Alexander Zverev i Ben Shelton. Rok miał przebiegać pod dyktando rywalizacji Jannika Sinnera i Carlosa Alcaraza, tymczasem obaj znaleźli się w finale tylko po razie: Alcaraz wygrał w Australii, Sinner Wimbledon.
Nowojorska drabinka okazała się wyjątkowo otwarta, a kontrast z turniejem kobiet jest wyraźny: tam do ćwierćfinału dotarło sześć z ośmiu najwyżej rozstawionych zawodniczek, tutaj poza Alexandrem Zverevem i Benem Sheltonem dobrnął do tego etapu tylko Carlos Alcaraz. Obaj finaliści spędzili na korcie nieco poniżej dwudziestu godzin w sześciu meczach, ale ten sam nakład pracy rozłożył się u nich odwrotnie. Zverev najcięższe chwile miał na samym początku, a decydujące fazy przeszedł suchą stopą, bez straty seta. Shelton od pierwszej rundy dostał trudniejsze losowanie i z każdą kolejną trafiał na mocniejszego rywala, aż po Alcaraza w ćwierćfinale i Francesa Tiafoe w półfinale.
Zverev: sezon, w którym stanął na czele kolejki
Zverev udowodnił w 2026 roku swoją klasę w turniejach wielkoszlemowych. W Paryżu po latach sięgnął wreszcie po upragniony pierwszy tytuł, na Wimbledonie doszedł do finału, a teraz gra trzeci finał z rzędu w sezonie, w którym dwaj dominatorzy, Jannik Sinner i Alcaraz, mierzą się z własnymi problemami. Niemiec pokazał, że jest gotów z tego korzystać i stanąć pierwszy w kolejce po najwyższe laury. Symboliczną nagrodą było rozstawienie z numerem jeden, po raz pierwszy w karierze w wielkoszlemowym turnieju, właśnie w Nowym Jorku. Wątpliwości budziła jedynie jego dyspozycja na twardej: przed US Open ani razu w tym sezonie nie dotarł na niej do finału, a w dwóch ostatnich startach, w Montrealu i Cincinnati, nie przebrnął nawet ćwierćfinału.
Te wątpliwości potwierdziły się od pierwszego meczu. Spośród nierozstawionych rywali Zverev trafił na Lorenza Sonego i Quentina Halysa, czyli losowanie mógł mieć wyraźnie trudniejsze, a mimo to męczył się od początku. Z Sonego potrzebował niemal pięciu godzin, żeby wyszarpać wygraną. Włoch był w czwartym secie praktycznie dwa gemy od sensacji, ale to Niemiec przechylił tę partię na swoją stronę od stanu 5:5 i wyszedł z pierwszych dużych kłopotów, wygrywając 6:4 w decydującym secie. Kolejna pięciosetówka czekała go z Halysem. W pomeczowych wywiadach Zverev pół żartem, ale jednak zwracał uwagę na presję pierwszego w karierze rozstawienia z jedynką w wielkim szlemie. Do tego pierwsi rywale bardzo agresywnie atakowali jego drugie podanie, co przy niskiej płynności uderzeń ewidentnie spiętego Niemca generowało seryjne błędy.
Paradoksalnie właśnie te dwie rundy były dla turniejowej jedynki najtrudniejsze, bo w kolejnych meczach Zverev nie stracił już ani jednego seta. Otwarta drabinka okazała się dla niego bonusem: na drodze do trzeciego w tym sezonie wielkoszlemowego finału najgroźniejszym na papierze rywalem był Karen Khachanov. Niemiec wyciągnął wnioski z dwóch pierwszych spotkań, grał dużo mniej pasywnie, bliżej linii końcowej, i dyktował warunki. Zbił liczbę błędów w wymianach i wykazał się chłodną głową w tie-breakach: z Sonego i Halysem przegrał po jednym decydującym gemie, od tamtej pory wygrał wszystkie cztery, w tym dwa bardzo ciasne z Khachanovem w ostatnich dwóch setach półfinału.
Shelton: pierwszy finał po najlepszym sezonie w karierze
Dla Sheltona pierwszy w karierze awans do wielkoszlemowego finału jest zwieńczeniem świetnego sezonu. Amerykanin sięgnął w tym roku po cztery tytuły, wygrywając turnieje na wszystkich trzech nawierzchniach, a do Nowego Jorku przystąpił świeżo po największym sukcesie w karierze, czyli triumfie w turnieju ATP 1000 w Montrealu, gdzie rozbił konkurencję i nie stracił po drodze seta. Wcześniej był dwukrotnie w półfinale wielkiego szlema, w US Open 2023 i Australian Open 2025.
Zaczynał od meczu z Tallonem Griekspoorem, a w drugiej rundzie rozegrał spektakularne spotkanie z Hubertem Hurkaczem, w którym Polak zaprezentował się naprawdę dobrze mimo porażki w czterech setach. Mimo to awans Amerykanina w pierwszych rundach nie podlegał wątpliwości. Serwis rzadko dawał rywalom szanse na przełamanie, a Shelton kontrolował przebieg spotkań, choć czasem dawał się wciągnąć w nieco zbyt widowiskowy sposób prowadzenia wymian, jak właśnie w meczu z Hurkaczem.
O ile Zverev w decydujących fazach musiał głównie pilnować, żeby nie przydarzyła się niespodzianka, o tyle Sheltonowi w ćwierćfinale stanął na drodze Alcaraz. Amerykanin zdał ten test, wygrywając morderczy bój z obrońcą tytułu, który wrócił do gry po ponad czterech miesiącach przerwy spowodowanej kontuzją nadgarstka. Rozstrzygnięcie przyniósł super tie-break piątego seta, a mecz skończył się o 3:30 nad ranem czasu nowojorskiego. Shelton imponował cierpliwością, selekcją uderzeń i zdolnością pozostawania w długich wymianach mimo swojego wybuchowego stylu. Amerykanin po meczu podkreślił, że to było to najważniejsze jak dotąd zwycięstwo w jego karierze.
Poszedł za ciosem w amerykańskim półfinale z Tiafoe. Przetrwał drobne chwile przestoju i nie pozwolił rodakowi powtórzyć tego, czego Tiafoe dokonał rundę wcześniej przeciwko kolejnemu z Amerykanów, Alexowi Michelsenowi. 22-latek prowadził wtedy po dwóch setach i serwował po zwycięstwo przy stanie 5:4 w trzecim, ale Tiafoe odwrócił losy spotkania, zapewniając sobie najlepszy w karierze wielkoszlemowy wynik i pierwszy awans do czołowej dziesiątki rankingu. W półfinale argumentów mu jednak zabrakło.
Dwa potężne serwisy i różnica przy returnie
Obaj finaliści bazują na mocnym i skutecznym serwisie. W całym okresie rankingowym na kortach twardych tylko Sinner i Alcaraz notują wyższy odsetek wygranych gemów serwisowych. Shelton ma niewielką przewagę w punktach po drugim podaniu i znacznie skuteczniej broni break pointów, 69,2 do 62,6 procent, a także nieco lepiej wykorzystuje je przy returnie. To jednak Zverev wygląda na zawodnika bardziej kompletnego, z ogólnie lepszymi liczbami przy odbiorze, i kreuje trochę więcej pressure points na gem returnowy od młodszego rywala.
W samym US Open Zverev zaserwował aż 87 asów, o 16 więcej od Sheltona. Niemiec stracił podanie dziewięć razy, ale w trzech ostatnich meczach został przełamany tylko raz, co pokazuje, jak rosła jego forma w trakcie turnieju. Shelton oddał dotąd czternaście gemów serwisowych. Obaj za to przez te dwa tygodnie przełamywali rywali częściej niż przez cały ostatni rok: Zverev wygrał 25 procent gemów returnowych wobec 19 procent w okresie rankingowym na twardej, Shelton 24 procent wobec 17 procent. Amerykanin z kolei dużo skuteczniej wykorzystuje swoje szanse – 45% wykorzystanych breakpointów przy 33% Zvereva.
Bilans: pięć spotkań, pięć zwycięstw Zvereva
Historia dotychczasowych pojedynków jest dla Sheltona wybitnie niekorzystna. Grali ze sobą pięć razy i pięć razy wygrywał Zverev. Wszystkie te mecze odbyły się stosunkowo niedawno: pierwszy dwa lata temu w Cincinnati, ostatni podczas zeszłorocznych ATP Finals. Amerykanin urwał rywalowi jak dotąd tylko jednego seta, właśnie w Cincinnati, gdzie Zverev wyciągnął wygraną w trzech setach, a kolejne cztery pojedynki rozstrzygnął stosunkowo gładko.
Publiczność i pamięć 2020 roku
Atutem Sheltona będzie za to publiczność. Widownia Arthur Ashe Stadium wielokrotnie pokazywała, że w meczach pod wysokim napięciem, gdy ma swojego wyraźnego faworyta, potrafi przede wszystkim utrudniać grę jego rywalowi i próbować zachwiać jego pewnością. Nie zawsze jest to jednak czynnik decydujący, gdy po drugiej stronie siatki stoi zawodnik zaprawiony w bojach i odporny psychicznie. Przykładem był półfinał kobiet, w którym cała widownia stała za Coco Gauff i przeciwko Elenie Rybakinie, a Kazaszka utrzymała nerwy na wodzy i awansowała do finału. Innym jest słynny finał Daniiła Miedwiediewa z Novakiem Djokovicem w 2021 roku: Serb był na najlepszej drodze do klasycznego wielkiego szlema w jednym sezonie, publiczność próbowała czasem w karykaturalny wręcz sposób przeszkadzać Rosjaninowi, a i tak nie powstrzymało go to przed dość niespodziewanie łatwym zwycięstwem w trzech setach i pierwszym wielkoszlemowym tytułem w karierze.
Zverev ma z kolei doświadczenie w grze o tytuł na Flushing Meadows, ale to gorzkie wspomnienie sprzed sześciu lat. Był wtedy faworytem do pierwszego w karierze wielkoszlemowego triumfu w meczu z Dominikiem Thiemem i prowadził 2:0 w setach. Austriak odwrócił jednak losy spotkania, które w decydujących partiach było wojną nerwów i stało na absurdalnie niskim poziomie. Zverev tej próby nie wytrzymał, miał ogromne problemy z utrzymaniem piłki w korcie i zmarnował swoją szansę. Dla Thiema był to niespodziewanie ostatni duży sukces w karierze, a Niemiec, mimo regularnej obecności w decydujących fazach wielkich szlemów w kolejnych sezonach, potrzebował kilku lat, by jako doświadczony już zawodnik sięgnąć po pierwszą koronę w Roland Garros.
Teraz staje przed szansą na drugą, a Shelton przed pierwszą. Jeden ma bilans bezpośredni pięć zwycięstw w pięciu spotkaniach i pamięć przegranego finału na tym samym korcie, drugi trybuny po swojej stronie i turniej, w którym wygrał już największą batalię, jaką doświadczył w karierze.
Maciej Myrta





