Puchar Davisa. Dokonać (nie)możliwego – zapowiedź meczu Australia-Polska
Już w sobotę Polacy rozpoczną walkę o miejsce w elicie Pucharu Davisa. Przed naszymi reprezentantami niezwykle trudne zadnie – zmierzą się z Australijczykami, najlepszą ekipą spośród tych, które nie grają o tegoroczne finały. Czas zapowiedzieć spotkanie, które odbędzie się na Pat Rafter Arena w Brisbane – czy Polacy są skazani na porażkę?
Biało-czerwoni drugi rok z rzędu przystępują do meczu, którego stawką jest elita. We wrześniu 2025 roku w Gdyni nasi tenisiści w przetrzebionym kontuzjami składzie ulegli Brytyjczykom. Dzięki pokonaniu Egiptu na początku roku, Polacy znajdują się w identycznej sytuacji, jak 12 miesięcy temu. Niestety, los ponownie nie okazał się łaskawy dla naszej reprezentacji. Na drodze do grona najlepszych ekip globu stoją bowiem Australijczycy – najmocniejsi rywale, na jakich mogliśmy trafić (jest to ósma drużyna światowego rankingu).
Tenisiści z Antypodów grają we wrześniowych barażach jako spadkowicze z wyższej dywizji. W lutym ekipa prowadzona przez Lleytona Hewitta sensacyjnie uległa reprezentacji Ekwadoru, co uniemożliwiło Australijczykom walkę o tegoroczne finały. W zamian zmierzą się z Polakami o utrzymanie się w elicie po „wpadce” sprzed siedmiu miesięcy. Do jedynego meczu obu drużyn doszło w 2013 roku. Dzięki zwycięstwom Hewitta, Kyrgiosa i Tomica, drużyna grająca w charakterystycznych żółto-zielonych strojach pokonała wówczas Polaków. Ponieważ konfrontacja odbywała się na warszawskim Torwarze, tym razem rola gospodarzy spotkania przypadnie pięciokrotnym uczestnikom finałów Pucharu Davisa (po reformie rozgrywek w 2019 roku).
Ponownie bez Hurkacza
Nasza kadra nie wystąpi w najmocniejszym możliwym składzie. Na podróż do Brisbane nie zdecydował się bowiem Hubert Hurkacz, będący najwyżej notowanym Polakiem w rankingu ATP. Pod jego nieobecność liderem biało-czerwonych będzie Kamil Majchrzak. Rola „drugiej rakiety” przypadnie natomiast Maksowi Kaśnikowskiemu, odbudowującemu ranking po kłopotach zdrowotnych z zeszłego sezonu. Mocnym punktem drużyny prowadzonej przez Mariusza Fyrstemberga będą debliści. Karol Drzewiecki i Jan Zieliński niejednokrotnie udowadniali, że znakomicie rozumieli się na korcie, jak choćby przed rokiem, gdy w Gdyni pokonali liderów rankingu – Juliana Casha i Lloyda Glasspoola. Skład biało-czerwonych uzupełni 18-letni Jan Sadzik.
Konieczność dalekiej podróży jest jednym z aspektów wpływającym negatywnie na szanse reprezentacji Polski – ale czy największym? Znacznie poważniejszym zmartwieniem dla naszych tenisistów wydaje się być skład, w jakim miejscowi przystąpią do meczu. Australijczycy będą prowadzeni przez Alexa De Minaura – dziewiątego tenisistę świata. Oprócz niego w meczu wystąpią także James Duckworth, Rinky Hijikata, Adam Walton i Max Purcell – specjalista od debla.
Gdyby brać pod uwagę wyłącznie ranking, szanse Polaków na końcowy triumf należałoby określić jako niewielkie. Obaj Australijczycy, których najprawdopodobniej zobaczymy w singlu (De Minaur i Duckwort) zajmują w zestawieniu wyższą lokatę niż Majchrzak (73). Jednakże w przypadku Pucharu Davisa rankingi często okazują się być mylące, o czym Australia przekonywała się boleśnie na przestrzeni ostatniego roku.
Australijski kryzys?
Minione miesiące nie były dobrym czasem dla męskiego tenisa drużynowego na Antypodach. Jesienią 2025 roku podopieczni Lleytona Hewitta po raz pierwszy nie zakwalifikowali się do turnieju finałowego po tym, jak w Sydney ponieśli nieoczekiwaną porażkę przeciwko Belgom. Gospodarzom nie pomogła nawet obecność De Minaura, który nie zdołał poprowadzić swoich rodaków do zwycięstwa. Belgowie reprezentowani w meczach singlowych przez Zizou Bergsa i Raphaela Collignona (odpowiednio 38. i 72. tenisistę globu) niespodziewanie zwyciężyli, docierając później do półfinału rozgrywek.
Kontynuacją złej passy dla reprezentantów Australii był wyjazd do Ekwadoru w lutym. W Ameryce Południowej Hewitt nie mógł liczyć na pomoc najlepszego tenisisty kraju. Niedogodny termin i miejsce rozgrywania meczu sprawiły, że o sile Australijczyków w Quito stanowili notowany na końcu dziewiątej dziesiątki rankingu Duckworth i będący poza najlepszą setką Hijikata. Jednakże nawet to nie usprawiedliwia porażek w meczach przeciwko Alvaro Mezzie, czy Andresowi Andrade – tenisistom z trzeciej setki zestawienia! Mecz Ekwadoru z Australią udowodnił, że w Pucharze Davisa mogą dziać się cuda.
Szanse Polaków
Jednakże czy na taki cud mogą liczyć Polacy w nadchodzącej konfrontacji? O to może być trudno. Podstawowym warunkiem, aby sprawić olbrzymią niespodziankę, jaką byłoby zdegradowanie Australii do Grupy Światowej I, byłaby świetna forma naszych tenisistów. Ostatnie występy lidera polskiej drużyny. Majchrzak w tym sezonie udowodnił, że Alex De Minaur jest w jego zasięgu, pokonując 27-latka w finale turnieju na trawiastych kortach w s’Hertogenbosch. Jednakże od wielkiego triumfu w Holandii Polak wygrał łącznie… trzy mecze. W ostatnich miesiącach Piotrkowianin nie prezentował się najlepiej – jednym powodem do optymizmu był mecz pierwszej rundy US Open przeciwko Hamadowi Medjedoviciowi. Aby postawić się w Brisbane tenisistom, takim jak De Minaur, Majchrzak z pewnością będzie musiał odzyskać dyspozycję z wcześniejszej części sezonu. Niemniej jednak, gdyby Polakowi przyszło zmierzyć się z tenisistami zajmującymi podobne miejsca w rankingu (np. Duckworth, czy Hijikata), nasz tenisista z pewnością nie byłby w nich bez szans.
Z kolei Kaśnikowski, po porażce w pierwszej rundzie kwalifikacji do nowojorskiego turnieju wielkoszlemowego, powrócił do solidnego grania w challengerach. 23-latek dotarł w ubiegłym tygodniu do półfinału imprezy w Stambule. O ile Majchrzak, jako lider kadry, będzie musiał zmagać się z większą presją, ewentualny punkt zdobyty Kaśnikowskiego możnaby było uznać za miłą niespodziankę. Tenisista z Warszawy nie będzie faworytem w żadnym ze swoich meczów. Pojedynek z Australijczykami będzie dla niego przede wszystkim okazją do konfrontacji z tenisistami z poziomu, do którego aspiruje.
Choć wciąż nie znamy obsady sobotnich meczów, wydaje się, że pierwszy dzień polsko-australijskiego starcia będzie kluczowy. Jeśli bowiem Majchrzak lub Kaśnikowski zdobyliby punkt w pierwszych meczach singlowych, w niedzielę Polacy mogą realnie myśleć o drugim „oczku”. Drugi dzień otworzy spotkanie gry podwójnej, która wydaje się być największą bronią biało-czerwonych. Jan Zieliński i Karol Drzewiecki niejednokrotnie sprawdzali się na daviscupowej scenie. Gra dla reprezentacji wywołuje w nich dodatkowe pokłady energii – miejmy nadzieję, że zobaczymy ich w dobrej dyspozycji w Brisbane.
Puchar Davisa = dodatkowa motywacja
Gospodarze z pewnością także będą dodatkowo zmotywowani – dla nich stawką meczu jest uniknięcie wstydliwej degradacji na zaplecze elity. Spotkanie, które odbędzie się w dniach 19-20 września zapowiada się jako trudny sprawdzian dla naszej reprezentacji. Szanse Polaków nie pozostają wyłącznie teoretyczne, lecz w większości zależą od dobrej postawy naszych singlistów, co do której nie możemy mieć pewności. Za sukces naszych rodaków z pewnością będzie można uznać każdy wygrany mecz. Wygranie dwóch pojedynków, doprowadzenie do decydującego spotkania (jak Belgowie przed rokiem), wydaje się mało prawdopodobne do realizacji. Lecz tenis reprezentacyjny bywa mocno nieprzewidywalny, dlatego oczekiwanie nieoczekiwanego powinno kierować tymi, którzy postanowią spędzić nadchodzące poranki z Pucharem Davisa.



