Puchar Davisa. Finały znów nie dla Amerykanów! Mensik i Leheczka bohaterami – korespondencja z Pragi
W piątek i sobotę praska O2 Arena po raz pierwszy od trzynastu lat gościła mecz drużyny narodowej w Pucharze Davisa. Tym razem ta liczba okazała się szczęśliwa dla naszych południowo-zachodnich sąsiadów. Po fenomenalnych meczach w wykonaniu Jakuba Mensika i Jirziego Leheczki Czesi odwrócili wynik spotkania z Amerykanami, zwyciężając 3:2 i drugi rok z rzędu awansując do finałów rozgrywek.
Debel rozegrany na początek drugiego dnia zmagań zrekompensował wszystkie braki w przeżytych emocjach wynikające z krótkich piątkowych meczów. Przed rokiem gra podwójna okazała się strategicznym chybieniem kapitana czeskiej drużyny w meczu przeciwko Amerykanom. Wówczas Tomasz Berdych w ostatniej chwili podjął decyzję o zmianie nominacji i wystawieniu Tomasza Machacza i Jakuba Mensika, co nie przyniosło pożądanego efektu. Tym razem Czesi postawili na specjalistów od debla – Adama Pavlaska i Patrika Rikla. Po przeciwnej stronie siatki stanęli Christian Harrison (czwarta „rakieta” świata) oraz Austin Krajicek.
Od początku meczu obie pary skutecznie utrzymywały serwis – wydawało się, że nieuniknionym rozstrzygnięciem będzie tie-break. Jednakże końcówka partii należała do gospodarzy. Za sprawą świetnego returnu Pavlasek i Rikl wyszli na prowadzenie 40-0 przy serwisie rywali. Czesi wykorzystali drugiego break pointa, a następnie zakończyli seta przy własnym serwisie. Znakomite dwa ostatnie gemy pierwszej odsłony meczu nieco rozprężyły Czechów. Harrison i Krajicek wykorzystali to, przełamując rywali już w drugim gemie, co zadecydowało o wyniku partii. Pavlasek i Rikl nie byli później w stanie zbliżyć się do przeciwników przy returnie, dzięki czemu tenisiści z Ameryki Północnej doprowadzili do decydującej partii.
Trzeci set był prawdziwym tenisowym spektaklem, który obserwowało ponad 13 tysięcy kibiców zgromadzonych w praskiej arenie. Partia trwała blisko półtorej godziny i zakończyła się w najbardziej dramatyczny sposób, jak tylko mogła – tie-breakiem granym na przewagi. Zanim doszło do dogrywki obserwowaliśmy jednak sporo akcji – zwłaszcza w końcówce. W dziewiątym gemie Amerykanie chcieli wykorzystać nienajlepszą dyspozycję przy serwisie Rikla, lecz Czesi wyszli ze stanu 15-40. Reprezentanci gospodarzy wywierali na rywalach ogromną presję w ostatnich gemach przy returnie – Pavlasek i Rikl wywalczyli dwie piłki na przełamanie równoznaczne z meczbolami, lecz nie byli w stanie ich wykorzystać.
W ten sposób doszło do tie-breaka. Jako pierwsi przewagę uzyskali Amerykanie, po tym jak piłka po jednym z uderzeń Czechów zatańczyła na taśmie i spadła po stronie miejscowych graczy. Zwycięzcy drugiego seta nie cieszyli się jednak długo z mini-przełamania – na tablicy wyników pojawił się rezultat 3-3 po tym, jak Harrison popełnił podwójny błąd serwisowy. 32-latek szybko przeszedł drogę od zmarnowania przewagi do bycia bohaterem. Jego lob zagrany z głębokiej defensywy uratował Amerykanów przed stratą serwisu. Dzięki temu niedługo później Harrison i Krajicek wywalczyli pierwszego meczbola, którego jednak nie wykorzystali.
Pavlasek i Rikl wyszli na prowadzenie 8-7, lecz wówczas wydarzył się zwrot. Czechów -znakomicie grających zarówno w końcówce partii, jak i w tie-breaku – ogarnęła olbrzymia niemoc. Duet gospodarzy przegrał dwa punkty serwisowe z rzędu, przez co na przewagę powrócili Amerykanie. Tego prowadzenia już nie oddali. Harrison i Krajicek zostali bohaterami, wygrywając spotkanie po wcześniejszej obronie czterech piłek meczowych. To był istny thriller, bez szczęśliwego zakończenia dla gospodarzy. Deblowe spotkanie zostało zakończone po 2 godzinach i 41 minutach gry – trwało dokładnie tyle samo, ile oba piątkowe single łącznie!
Wielki powrót Mensika
Jakub Mensik i Ben Shelton, którzy następnie pojawili się na korcie, pozwolili fanom na nieco oddechu po emocjonującej końcówce poprzedniej konfrontacji. Dla obu tenisistów spotkanie było okazją do rehabilitacji – zarówno 4. Jak i 24. Tenisista rankingu przegrali swoje piątkowe mecze. W przypadku Mensika presja była jeszcze większa – jego porażka eliminowała Czechów z walki o finały Pucharu Davisa.
Amerykanin nie najlepiej wszedł w mecz – już w pierwszej partii musiał bronić break pointów. Shelton w porę odnalazł dobrą dyspozycję przy serwisie, po czym mecz zaczął toczyć się w szybkim tempie. Gemy były pewnie wygrywane przez serwujących. Zmieniło się to pod koniec seta. W dziesiątym gemie Mensik ponownie wywalczył piłkę na przełamanie (równoznaczną z setbolem), lecz skuteczniejszy znowu okazał się Shelton. Następnie to reprezentant Stanów Zjednoczonych zaczął znakomicie prezentować się przy returnie. Błędne decyzje i niewymuszone błędy popełniane przez Czecha sprawiły, że został przełamany tuż przed tie-breakiem. Następnie Shelton w pewnym stylu wygrał gema serwisowego, przybliżając swoją drużynę na dystans jednego seta od triumfu nad naszymi południowo-zachodnimi sąsiadami.
Od początku drugiej partii tenisiści pewnie przechodzili przez gemy serwisowe. Z czasem Mensik zaczął jednak zyskiwać coraz większą pewność przy returnie. Choć Shelton udanie wychodził ze stanu 0-30, a w kolejnym gemie 15-30, za trzecim podejściem Czechowi udało się przebić przez serwisowy mur finalisty tegorocznego US Open. Dziesiąty gem przyniósł pierwsze break pointy w partii – tenisista z Prościejowa wykorzystał drugiego z nich wyrównując wynik spotkania.
Końcówka drugiej odsłony meczu wyraźnie ożywiła nieco zastygniętą publikę w Pradze. Kolejny powód do wzmożonego dopingu kibice mieli w szóstym gemie trzeciej partii, gdy 21-latek wywalczył break pointa. Shelton zdał jednak pierwszy poważny test w tym secie, utrzymując podanie. Mensik kontynuował jednak agresywną grę przy returnie, co przyniosło efekt – w kolejnym gemie udało mu się przełamać podanie Amerykanina, dzięki czemu serwował po mecz. Mimo naporu ze strony rywala, Czech nie dał ponieść się nerwom – zakończył mecz dwoma świetnymi serwisami, utrzymując swoją reprezentacje w grze o triumf.
Obrazki po piłce meczowej, które obiegły media społecznościowe, stanowią najlepszy dowód na to, gdzie tkwi sedno tenisa reprezentacyjnego. Jest ono zauważalne właśnie w takich chwilach – gdy reprezentant gospodarzy odwraca wynik i przy pomocy szalejącej z euforii publiczności wygrywa mecz. triumf Mensika oznaczał, że – tak jak przed rokiem – do wyłonienia zwycięskiej reprezentacji będzie potrzebne piąte spotkanie. Zmierzyli się w nim Jirzi Leheczka i Learner Tien, czyli tenisiści, którzy wygrywali w piątek.
Do czterech razy sztuka
Na początku decydującego pojedynku panowie wymienili się przełamaniem. Pierwszy set miał bardzo wyrównany przebieg – gracze często dochodzili do głosu przy returnie, idąc na wymianę tenisowych ciosów z rywalami. Od piątego do siódmego gema obserwowaliśmy łącznie cztery break pointy (trzy z nich były dla Tiena), lecz za każdym razem serwujący ratowali się przed stratą podania. Kluczowy okazał się ósmy gem, w którym Leheczka za drugim podejściem odebrał serwis Tienowi. 24-latek bez problemów zakończył partię przy własnym podaniu. Dzięki temu tym razem to Czesi znaleźli się o jeden wygrany set od awansu do najlepszej ósemki rozgrywek.
Drugą partię lepiej rozpoczął Amerykanin. Tien najpierw wytrzymał opór Leheczki w pierwszym gemie, po czym sam przełamał. Reprezentant gospodarzy szybko odpowiedział, wychodząc ze stanu 0:3 na 3:3. Kolejne gemy wygrywali serwujący, wydawało się że o losach partii rozstrzygnie tie-break. Jednakże gdy Tien serwował po zagwarantowanie sobie gry w dogrywce, Leheczka zaczął odpowiadać świetną postawą przy returnie. Dzięki znakomicie dysponowanemu forhendowi Czech w ostatniej chwili przełamał Amerykanina, umożliwiając sobie serwowanie po zwycięstwo. Zadanie przypieczętowania triumfu okazało się niezwykle trudne. Tenisista ze Stanów Zjednoczonych długo nie dawał za wygraną – obronił trzy meczbole, lecz za czwartym razem lepszy okazał się Leheczka, który po ponad ośmiu godzinach walki drugiego dnia meczu wprowadził swoją reprezentację do finałów Pucharu Davisa.
Czesi drugi rok z rzędu pokonali Amerykanów w kwalifikacjach do finałów Pucharu Davisa – Jirzi Leheczka jest bezsprzecznym bohaterem obu tych spotkań. Tenisista z Mlady Boleslav był niepokonany we wszystkich meczach przeciwko tenisistom zza Oceanu Atlantyckiego – przed rokiem pokonał Taylora Fritza i Francesa Tiafoe, tym razem okazał się natomiast lepszy od Bena Sheltona i Learnera Tiena. Leheczka ponownie okazał się niezastąpiony, dzięki czemu nasi południowo-zachodni sąsiedzie ponownie pojadą do Bolonii. Przed rokiem ekipa prowadzona przez Tomasza Berdycha zakończyła swój udział na ćwierćfinale – na co będzie ich stać w tym roku? Odpowiedź na to pytanie poznamy od 24 do 29 listopada.
Wyniki
C. Harrison, A. Krajicek – A. Pavlasek, P. Rikl 5:7, 6:3, 7:6(8)
Jakub Mensik – Ben Sheton 5:7, 6:4, 6:3
Jirzi Leheczka – Learner Tien 6:3, 7:5


