Byłam o krok od skończenia z tenisem – rozmowa z Alize Cornet

Antoni Cichy , foto: AFP

Antoni Cichy

Z Alize Cornet rozmawiał podczas BNP Paribas Katowice Open Antoni Cichy.

Tenisklub: Udział w zeszłorocznym turnieju w Katowicah zakończyła pani na pierwszej rundzie, a teraz zdobyła tytuł. Czy ten wynik dowodzi, że obecny sezon – na tym etapie – jest dużo lepszy od poprzedniego?

Alize Cornet: Początek tego roku był rzeczywiście dobry. Wydaje mi się, że jestem w lepszej formie niż przed rokiem. Nie da się jednak porównać tych dwóch turniejów. Wtedy wracałam z Miami, czułam się nieco zmęczona. Całkiem inne okoliczności. Teraz grałam z Dziką Kartą. Nie miałam przyjeżdżać, ale w ostatniej chwili Jacob powiedział mi, że otrzymałam Dziką Kartę. Byłam bardzo szczęśliwa i wielce zmotywowana. Uwielbiam tam grać. Lubię tych fanów, są naprawdę mili.

Początek sezonu układa się dla pani wyjątkowo. Tytuł w Katowicach, finał w Dubaju i półfinał w Paryżu. Co się zmieniło i sprawiło, że rozpoczęła pani ten rok tak znakomitymi rezultatami?

Miałam już kilka dobrych wyników w zeszłym sezonie i bardzo ciężko przepracowałam okres przygotowawczy. Zwycięstwo w Pucharze Hopmana z Jo-Wilfriedem Tsongą, które bardzo miło wspominam, niezwykle udanie otworzyło sezon. Czułam się świetnie na korcie, byłam przygotowana fizycznie, więc te występy to po prostu logiczna kontynuacja mojego sezonu. Nie wiem, jak to wytłumaczyć, ale uważam, że wszystko funkcjonuje, jak należy. Chcę tak grać przez cały czas. Jestem naprawdę zmotywowana na każdym turnieju i myślę, że właśnie dlatego gram dobrego tenisa.

Czy zwycięstwo w Pucharze Hopmana upewniło panią, że stać ją na wiele? Zadziałało jak zastrzyk pewności siebie?

Tak, to prawda. Rozegrałam na Pucharze Hopmana kilka bardzo dobrych spotkań. Przegrałam trzysetowe mecze z Petrą Kvitovą i Agą Radwańską. To był dla mnie udany turniej. Przegrywałam, ale miałam pozytywne odczucia. Następnie całkiem nieźle spisałam się na Australian Open. Styczeń był więc udany. Czułam, że gram naprawdę bardzo dobrze, a mogę jeszcze lepiej. Później w Paryżu przeżyłam niesamowity tydzień. Wiesz, Puchar Hopmana był tylko dobrym otwarciem sezonu. Następnie wykorzystałam ten rezultat, żeby pójść jeszcze dalej i jeszcze bardziej uwierzyć w siebie. Myślę, że to ważne.

""

Znakomite czasy swojej kariery przeżywała pani w wieku 18-19 lat. Top 20, w najlepszym momencie 11. pozycja – to robi wrażenie. Kolejne lata nie były pasmem sukcesów, ale teraz mamy do czynienia z pani wielkim „comebackiem”. Jakie to uczucie, kiedy wraca się i ponownie ma szanse na Top 10?
Tak naprawdę to najpierw muszę wrócić do Top 20. Po raz pierwszy znalazłam się w Top 20 w bardzo, bardzo młodym wieku, mając 18 lat. Później zmagałam się z kontuzją ramienia. Miałam też problemy z motywacją. Te lata były dla mnie wyjątkowo trudne. Spadłam w rankingu i nie czułam się dobrze na korcie. Musiałam później ciężko pracować, żeby wrócić. Jestem z siebie niezwykle dumna, ponieważ nie jest to łatwe po takim załamaniu. Byłam o krok od skończenia z tenisem. Odczuwam ogromną dumę, bo nie poddawałam się i nie przestałam pracować. A teraz znowu cieszę się tenisem. Pobyt na korcie po prostu sprawia mi przyjemność.

Musiało być pani ciężko, kiedy dostała się prawie na sam szczyt w tak młodym wieku i spodziewano się, że z roku na rok będzie coraz lepsza, ale nie szło już tak dobrze.
Tak, wiesz, to część tej gry. To był niezwykle udany pierwszy rozdział mojej kariery. Niewiele zawodniczek może się pochwalić obecnością w Top 20 w wieku 18 lat. Nikt mi tego nie zabierze. Miałam bardzo dobry początek kariery, a teraz czas na jej drugą część. Myślę, że to będzie ta najlepsza, ponieważ wiem, że przede mną jeszcze kilka lat. Wiesz, może nie umiałam sobie poradzić z presją. Nie wiem za bardzo, co się stało, ale nie chcę o tym nigdy więcej myśleć. To było cenne doświadczenie, dobra lekcja. Jestem teraz w stanie grać dojrzalej, korzystać ze swoich doświadczeń. Uważam, że stałam się teraz lepszą zawodniczką.

""

Po wygranym meczu z Sereną Williams powiedziała pani: „to niewątpliwie największe zwycięstwo w całej mojej karierze”. Czy taka wygrana dała jeszcze większą pewność i pokazała, że wkrótce może się pani znaleźć w Top 10?
Ten znakomity rezultat niewątpliwie dodał mi pewności, ponieważ zobaczyłam, że jeżeli gram swój tenis, mogę być najlepsza na świecie. Serena udowodniła, że jest zdecydowanie najlepsza, najlepsza nawet w całej historii tenisa. Właśnie dlatego to zwycięstwo było dla mnie tak wielkie. Teraz już wiem, że mogę pokonywać zawodniczki z Top 10 czy Top 20 na każdym turnieju. W tym momencie za cel stawiam sobie awans do Top 20, a następnie do Top 10. Oczywiście, taka wygrana pokazała, że stać mnie na to i znalazłam się na odpowiednim poziomie, żeby wejść do Top 10. Motywuje mnie to do jeszcze cięższej pracy i ma mnie doprowadzić do realizacji tego celu. Ale zobaczymy, mam jeszcze czas.

Mamy jeszcze kwiecień, ale w głowie już świta myśl „Roland Garros”?
Nie, jeszcze nie. Teraz Katowice, a potem mecz w Saint Louis z USA w ramach Fed Cup. Gramy, żeby wrócić do Grupy Światowej, więc to bardzo ważne dla Francji, naszej federacji oraz zawodniczek. Chcę być gotowa na ten pojedynek. Następnie czeka mnie cały sezon na mączce, czyli Madryt i Rzym, a na sam koniec Roland Garros. To moja najważniejsza impreza w tym roku. Nie chcę jeszcze o tym myśleć, wcześniej czeka mnie trochę rzeczy. Ale… przyjemnie byłoby wystąpić w drugim tygodniu Rolanda Garrosa, u siebie w domu. To byłoby coś wspaniałego.

Miano najwyżej rozstawionej francuskiej tenisistki podczas Rolanda Garrosa wiąże się z presją?
To prawda, znalazłam się teraz sporo przede pozostałymi zawodniczkami. Wydaje mi się, że kolejna tenisistka jest mniej więcej siedemdziesiąta na świecie. Znajduję się na czele, ale to raczej honor, a nie presja. Takie coś daje mi dodatkową motywację, żeby dobrze zagrać. Nie ma mowy o presji. To będzie mój dziesiąty Roland Garros. Uważam, że przyzwyczaiłam się już do tego i potrafię sobie po prostu poradzić z presją. Moja rodzina i przyjaciele wybierają się, żeby mnie dopingować. Mogę mówić tylko o szczęściu.

""


Skoro to jubileuszowy dziesiąty Roland Garros, zamierza pani w jakiś szczególny sposób uczcić tę rocznicę?

Mam nadzieję. Mam nadzieję, że zostanie mi wręczony tort na środku Kortu Centralnego! (śmiech) Nie, tylko tak żartuję. Ale dlaczego nie uczcić dziesiątej rocznicy wielkim zwycięstwem i znakomitym rezultatem na Rolandzie Garrosie? Zajdę tak daleko, jak tylko będzie to możliwe. Myślę, że mój styl gry pasuje do nawierzchni ceglanej i stać mnie na wielki wynik. Najpierw muszę być jednak zdrowa. Występ w kilku spotkaniach w Madrycie i Rzymie również byłby korzystny dla przygotowań do Rolanda Garrosa.

Jaki jest pani główny cel na Rolanda Garrosa?
Mój cel to awans do drugiego tygodnia zmagań, czyli co najmniej czwarta runda. A później czemu nie pójść jeszcze dalej? Byłoby miło. Oczywiście, wyznaczam sobie realny cel, ale chcę zobaczyć samą siebie dobrze grającą w turnieju. Dlatego też nie stawiam sobie limitu.

Wydaje się, że jest pani jedyną francuską zawodniczką z większymi szansami na sukces. Czy to sprawia różnicę?

W turnieju Wielkiego Szlema zawsze może dojść do niespodzianek i zawodniczki, które są za mną, mogą spisać się bardzo dobrze i również grać w drugim tygodniu. Życzę im wszystkiego najlepszego. Jeśli w drugim tygodniu mogłybyśmy wystąpić we dwie lub trzy, byłoby wspaniale. Nie czuję presji. Chcę po prostu dobrze grać i nie przejmuję się tym, co powiedzą dziennikarze i francuska prasa. Wykonuję swoją robotę i robię to, najlepiej jak tylko potrafię.

""


Prawdopodobnie nie dałoby się żyć przez całą dobę tylko i wyłącznie tenisem. Lubi pani między innymi piłkę nożną, a zbliża się Mundial 2014. Może to nieco zdradliwe pytanie, bo jeden słynny zawodnik miał niegdyś pewne problemy z powodu żartu na temat kibicowania reprezentacji. Ma pan jakieś przewidywania? Chyba nie ma wątpliwości, którą drużynę będzie dopingować.

Oczywiście Francję! (śmiech)
Mogę powiedzieć, że mieliśmy trochę szczęścia przy losowaniu grup i, jeśli dobrze policzyłam, mamy niewątpliwie szanse na awans do ćwierćfinału, a przynajmniej na wyjście z grupy. Byłoby dobrze. A potem? Z Francją zawsze było tak, że jak wygraliśmy kilka meczów, graliśmy coraz lepiej. Wierzę w ten zespół. Chcę kibicować mojej reprezentacji i mojemu krajowi. Oczywiście, są też takie drużyny jak Hiszpania czy Brazylia. Również je lubię, ale naprawdę chciałabym, żeby Francja zaszła daleko i spełniła nasze marzenia.

Jednym słowem, jeśli Francja osiągnie dobry wynik, pojedzie pani na Wimbledon jeszcze bardziej zmotywowana?

Nie wiem, czy to wpłynęłoby na moją motywację, jeśli chodzi o tenis, ale na pewno dałoby mi wiele, wiele radości. Uwielbiam piłkę nożną. To były niezwykle emocjonalne chwile, kiedy w 1998 roku, w czasach mojego dzieciństwa, wygraliśmy mistrzostwo świata. Jeśli dokonamy tego ponownie, będę najszczęśliwszą dziewczyną na świecie! Przyjemnie byłoby doświadczyć takich emocji przed swoim telewizorem.

""

Czy są jeszcze jakieś sporty, które pozwalają pani odpocząć od tenisa?
Takie, które oglądam, czy takie, które uprawiam?

I te, i te.
Lubię oglądać piłkę ręczną i rugby. Uwielbiam rugby, a we Francji to wielka sprawa. Właściwie to lubię oglądać wszystkie sporty. A uprawiać? Chodzi o to, że lubię robić wiele rzeczy, ale tak dużo trenuję tenisa, że później nie mam już na nic siły. (śmiech) Czasami lubię sobie pograć w piłkę nożną z przyjaciółmi. Takie mecze towarzyskie, zawsze dają sporo frajdy. Wszystko lubię! Lubię spacery, wspinaczkę. Nie mogę jednak pozwalać sobie na ryzyko, czyli np. na jazdę na nartach. Muszę uważać, żeby nie doznać kontuzji. Dlatego jestem zmuszona wybierać bezpieczniejsze dyscypliny – koszykówkę, piłkę nożną. To sprawia mi przyjemność.

Ma pani jeszcze jakieś inne sposoby na odpoczynek?
Tak. A robię to wszystko, żeby odciąć się od tenisa. Myślę, że podobnie jak każdy inny zawodnik, mam w głowie tenis przez większość czasu. Chcąc się od tego oderwać, słucham muzyki. Uwielbiam muzykę. Przyjemność sprawia mi także czytanie. Pełno książek, przez cały czas, cokolwiek – wszystko mi odpowiada. Czytanie sprawia mi przyjemność przede wszystkim podczas podróży, kiedy przemieszczam się z miejsce na miejsce samolotem, pociągiem czy samochodem. Dzięki temu moje wyjazdy to nie tylko tenis. Kiedyś, jak byłam młodsza, grałam również na pianinie. Później nie miałam już na to czasu i kompletnie wyszłam z wprawy. (śmiech) Powinnam znowu zacząć grać. Byłoby przyjemnie.

Nie stroni pani od książek, o czym powiedziała. Zdarza się zasiąść do lektury biografii czy autobiografii tenisistów?

Tak! Przeczytałam książki Andre Agassiego i Francuza Fabrice’a Santoro, a teraz zamierzam przeczytać tę o Rafaelu Nadalu. To mój ulubiony zawodnik, uwielbiam go. Myślę, że jest najlepszy zarówno na korcie, jak i poza nim. Słyszałam, że jego biografia jest całkiem niezła. Podobnie jak Sereny z tego, co wiem. Z drugiej strony, jeśli chce się uciec od tenisa, czytanie o tenisistach to chyba nie do końca dobry pomysł. (śmiech)

""

Wróciliśmy do tematu tenisa. Wspominała pani, że lubi Katowice. To oznacza kolejną wizytę za rok?
Mam taką nadzieję, byłoby dobrze. Wystąpiłam w Katowicach drugi raz z rzędu. A teraz zagrałam bardzo dobry turniej, więc to oczywiste, że chcę wrócić. Uwielbiam polską publiczność. Jest wspaniała, bardzo nas wspiera i zachowuje się fair. To mi się podoba, a sama hala jest przepiękna. Przyszły rok – dlaczego nie?

Na kolejny turniej w Katowicach musimy jednak poczekać kolejne dwanaście miesięcy. A czego powinniśmy pani życzyć na te najbliższe miesiące?
Po prostu żebym była zdrowa i dobrze się bawiła na korcie. Żeby gra i tenis sprawiały mi przyjemność, podobnie jak prezentowanie moich umiejętności.