Elena Baltacha

Anna Niemiec, foto: AFP

Anna Niemiec

Śmierć w rodzinie, to zawsze dla bliskich wielka tragedia. Tym razem cios spadł na tenisową rodzinę. Podczas turnieju Mutua Madrid Open do całej tenisowej braci doszła smutna wiadomość o śmierci Eleny Baltachy.

Tenisiści, trenerzy, sędziowie i organizatorzy – wszyscy oddali hołd zmarłej koleżance .Cisza na korcie centralnym Caja Magica, na moment rozpędzony tenisowy cyrk się zatrzymał. Zawodnicy przypomnieli sobie, że punkty i olbrzymie pieniądze, przegrany lub wygrany mecz, to wszystko nie jest najważniejsze. Jest jeszcze bliskość, przyjaźń, solidarność i wspólnota ludzi którzy ze wszystkich rzeczy nieważnych najbardziej kochają tenis.

Elena Baltacha na światowych kortach reprezentowała Wielką Brytanię, ale urodziła się na Ukrainie. Jako mała dziewczynka, wraz z rodziną przeprowadziła się do Ipswich. „Bally” pochodziła ze sportowej rodziny. Ojciec Sergiej był piłkarzem. Mama Olga trenowała pięciobój i siedmiobój. Robiła to tak dobrze, że reprezentowała ZSRR na Igrzyskach Olimpijskich. Brat poszedł w ślady taty i postawił na piłkę nożną.

W wieku 15 lat występem w turnieju w Szkocji, Brytyjka rozpoczęła profesjonalną karierę. W wieku 18 lat pokazała jaki potencjał w niej drzemie. W drugiej rundzie Wimbledonu pokonała Amandę Coetzer. Wyspiarze uwierzyli wtedy, że doczekają się następczyni Jo Durie, piątej zawodniczki rankingu WTA, dwukrotnej zwyciężczyni turniejów wielkoszlemowych w grze mieszanej oraz półfinalistki tych imprez w singlu.

Jo Durie, obecnie komentatorka telewizyjna, razem ze swoim partnerem Alanem Jonesem przez wiele lat była tenisową opiekunką i przewodniczką Baltachy. Durie w artykule opublikowanym przez Daily Mail wspomina moment, gdy po raz pierwszy „Bally” pojawiła się u niej w Akademii. – Była pełna energii i entuzjazmu, ale też trochę „surowa”, miała bardzo dobry, naturalny serwis. Głównym zadaniem, które stało przed nami, było ukierunkowanie energii, którą posiadała we właściwą stronę, ponieważ miała jej aż za dużo. Czasami musieliśmy ją uspokajać, bo zbyt podekscytowana, aż za bardzo zmotywowana przed meczami, nie mogła pokazać swojego najlepszego tenisa.

Niedługo po zwycięstwie nad Coetzer, gdy wydawało się, że drzwi do wielkiej kariery stoją otworem, na tenisistkę ukraińskiego pochodzenia spadł ciężki cios. Lekarze zdiagnozowali u niej pierwotne stwardniające zapalenie dróg żółciowych. Jej wątroba była w tak złym stanie, że jeden z badających ją lekarzy, zapytał wprost czy jest alkoholiczką. To ciężka, przewlekła choroba, która wymaga codziennego leczenia i podawania leków. – Byliśmy z nią kiedy została zdiagnozowana. Alan pojechał z nią i jej mamą do specjalisty, bo według niego to wyglądało na poważną sprawę – wspomina Durie ten przykry moment. – Odkąd miała 19 lat, wiedzieliśmy, że to nieuleczalna choroba, ale przez pewien czas, jakoś sobie z tym radziliśmy. Byliśmy pewni, że ma przed sobą jeszcze dużo więcej czasu.

""
[Blatacha po porażce w drugiej rundzie Australian Open 2005]

Baltacha razem z inną Brytyjką w pierwszym pokoleniu, Anne Keothavong, wyciągnęły wyspiarski tenis z nad przepaści. Obie zdobyły tenisowy święty graal – awansowały do czołowej setki rankingu. Złamały również następną barierę, przez pewien czas były zawodniczkami Top 50. Tenisistka urodzona w Kijowie w karierze wygrała 11 turniejów rangi ITF. Trzykrotnie dochodziła do trzeciej rundy turniejów wielkoszlemowych. Reprezentowała Wielką Brytanię na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Judy Murray, kapitan drużyny w Pucharze Federacji, zawsze mogła na nią liczyć przy powołaniach. „Bally’ przez kilka lat była numerem jeden brytyjskiego tenisa. Na rozkładzie miała takie zawodniczki jak Li Na czy Francesca Schiavone. Chinkę pokonała dwukrotnie i obie znajdowały się wtedy w pierwszej dziesiątce rankingu.

W listopadzie 2013 roku Elena Baltacha ogłosiła zakończenie kariery z powodu m.in. ciągłych kontuzji stawu skokowego. Brytyjska tenisistka przyznała, że lata kariery tenisowej nie były łatwe i zostawiły wiele śladów w jej ciele. Nie zamieniłaby jednak tenisowej przygody, na nic innego. Teraz jednak przyszedł czas na nowy rozdział w życiu. Nie zmierzała jednak porzucić tenisa. Razem ze swoim trenerem Nino Severino w 2012 roku otworzyła tenisową akademię. Jej marzeniem było stworzenie ośrodka, w którym dzieci mogłyby trenować bez względu na to skąd pochodzącą i zamożność rodziców. Rok temu zorganizowała charytatywną imprezę pod hasłem „Rally for Bally”, której celem było zebranie pieniędzy na jej akademią i fundację The Royal Marsden Cancer Charity. W czerwcu 2014 roku miała się odbyć druga edycja tej imprezy, podczas której miała nastąpić zbiórka pieniędzy na leczenie Baltachy i innych osób zmagających się z chorobą nowotworową. Niestety druga edycja „Rally for Bally” odbędzie się ku czci tej zawodniczki. Swój udział zapowiedziało już wiele byłych i obecnych gwiazd tenisa. Eleny uratować się nie udało, ale być może dzięki niej, uda się pomóc komuś innemu.

""
[Ostatni występ Baltachy w Wimbledonie; porażka w pierwszej rundzie z Pennettą, w 2013 r.]

W grudniu 2013 roku Elena poślubiła Nino Severino, byłego karatekę, który przekwalifikował się na tenisowego szkoleniowca i przez wiele lat zajmował się karierą Eleny. Dwa miesiące później, rutynowy skan wykazał nowotwór wątroby u tenisistki. Baltacha o swojej chorobie poinformowała za pośrednictwem Twittera, na którym lubiła utrzymywać kontakt z fanami. Brytyjska tenisistka, tak jak na korcie, walczyła do końca z całych sił, ale niestety 4 maja przegrała ten pojedynek.

Centrum touru znajdowało się akurat w Madrycie, gdy tragiczna wiadomość dotarła do tenisowej rodziny. Jedni znali „Bally” lepiej, inni troszkę gorzej, ale wszyscy byli bardzo poruszeni wiadomością o jej śmierci. Serwisy społecznościowe zapełniły się wspomnieniami o brytyjskiej tenisistce. Każdy miał inne wspomnienia, ale w większości wypowiedzi szczególnie często przewijały się dwie opinie. Koleżanki Eleny i równocześnie jej rywalki przyznały, że nigdy nie zapomną jaką waleczną i nieustępliwą zawodniczką była na korcie. Zawsze była gotowa „gryźć’ kort, żeby wyszarpać zwycięstwo. Nigdy się nie poddawała. Z drugiej strony poza kortem była niezwykle sympatyczną i powszechnie lubianą dziewczyną. Te opinie potwierdza Joanna Sakowicz-Kostecka, która pamięta Elenę Baltachę z czasów, gdy jeszcze sama jeździła na turnieje. – Po raz pierwszy spotkałam ‘Bally” na jednym z turniejów ETA, teraz Tennis Europe, do lat 14. Już wtedy była wielką nadzieją Brytyjczyków, ale nigdy nie zadzierała nosa. Zawsze mówiła „cześć” i zagadywała w szatni. Taka równa dziewczyna. Na pewno nie należała do tych, co im się w głowach przewraca, bo są trochę wyżej w rankingu – wspomina koleżankę z kortów była Mistrzyni Polski. – Równo rok temu zaczepiła mnie na Twitterze. Tak po prostu, żeby zapytać co słychać. Na korcie była jak lwica, a poza nim do rany przyłóż dziewczyna. Sprawiała wrażenie bardzo silnej osoby. Gdy usłyszałam o jej chorobie, byłam o nią spokojna. Byłam pewna, że nawet z tym sobie poradzi. Nie mogę uwierzyć, że już jej nie ma wśród nas.

Nie łatwo pogodzić się z tym, że odeszła osoba tak młoda, która jeszcze kilka miesięcy temu uprawiała sport na najwyższym światowym poziomie. Tenisiści, tak jak przedstawiciele innych dyscyplin, nie są przyzwyczajeni do bezsilności. Przez większość życia rywalizują z przeciwnikami i własnymi słabościami. Łamią kolejne bariery. Nie zdają się na łaskę losu, tylko walczą o to, czego pragną. Niestety czasami zdarza się tak, że najsilniejsi i najbardziej waleczni przegrywają z chorobą.

W tej smutnej historii, jest jeden jasny punkt. Elena Baltacha, przez większość swojego o wiele za krótkiego życia robiła to, co kochała. Pomimo przeciwności losu, nie poddawała się tylko spełniała swoje marzenia. Dzięki życiowej postawie i wartościom, które wyznawała nie zostanie zapomniana. A co najważniejsze „Bally” odchodziła z tego świata otoczona kochającymi ją ludźmi.

 

Tekst: Anna Niemiec