Goliat w cieniu Dawida

Anna Niemiec , foto: AFP

Anna Niemiec

Lindsay Davenport w 2014 została przyjęta do Międzynarodowej Tenisowej Galerii Sław. Amerykanka była tenisowym „Goliatem”. Nad swoimi rywalkami górowała nie tylko wzrostem, ale i siłą. Jak biblijny olbrzym, spotkała na drodze swojego „Dawida”.

Trzy najcenniejsze klejnoty w koronie Lindsay Davenport to na pewno US Open 1998, Wimbledon 1999 i Australian Open 2000. Zwyciężyła również w kończącym sezon turnieju mistrzyń w 1999 roku. Jeśli dołożyć do tego złoty medal olimpijski, to kolekcja jej trofeów prezentuje się imponująco. Przez 98 tygodni była liderką światowego rankingu. Łącznie wygrała 55 turniejów rangi WTA. Po zakończeniu kariery też jej się dobrze wiodło. Od ponad 10 lat jest szczęśliwą mężatką. W 2003 roku wzięła ślub z byłym tenisistą Jonathanem Leachem. W 2014 roku na świat przyszło ich czwarte dziecko. W wolnych chwilach komentuje turnieje tenisowe w telewizji, grywa w imprezach zorganizowanych dla byłych mistrzów i od czasu do czasu występuje w popularnych amerykańskich serialach kryminalnych.

""
[Najmłodsze oraz najstarsze dziecko Davenport, wraz z mężem tenisistki; źróło: twitter.com]

Davenport swój pierwszy wielki sukces osiągnęła w 1996 roku. W Atlancie zdobyła złoty medal olimpijski. Imponowała potężnym serwisem i uderzeniami z głębi kortu. Przy siatce potrafiła popisać się efektownymi wolejami. Na pewno miała jednak duże zaległości jeśli chodzi o przygotowanie fizycznie. W tym samym roku coraz śmielej poczynała sobie również Martina Hingis. Jak się później okazało to właśnie Szwajcarka w przyszłości miała być najgroźniejszą rywalką Amerykanki. We dwie zdominowały kobiecy tenis w końcówce lat dziewięćdziesiątych. W 1998 i 1999 stanęły naprzeciwko siebie w finale kończącego sezon Turnieju Mistrzyń. Za pierwszym razem lepsza była Martina, za drugim Lindsay. Davenport swoje dwa z trzech tytułów wielkoszlemowych zdobyła, pokonując w finale właśnie Szwajcarkę. Ich mecze przypominały starcia Dawida z Goliatem, z tą różnicą, że wynik tej walki nigdy nie był przesądzony. Czasem to Szwajcarka potrafiła przechytrzyć i wymanewrować swoją silniejszą, ale wolniejszą rywalkę. Nie rzadko bywało jednak tak, że to Amerykanka dochodziła do głosu i swoją piekielną siłą uniemożliwiała techniczne popisy Hingis. Czasem górą była jedna, czasem druga, ale zawsze wygrywał tenis. Ich pojedynki rzadko kiedy były nudne. Przeciwstawienie dwóch tak skrajnie odmiennych stylów gry, prawie zawsze było gwarancją niezapomnianego widowiska.

 

 

Po pewnym czasie do rywalizacji włączyły się również siostry Williams. Z czasem zaczęły one sprawiać swojej starszej rodaczce coraz więcej problemów. Mecze z nimi wyglądały trochę inaczej, niż te przeciwko Szwajcarce. Davenport grało się ciężko, szczególnie przeciwko Venus która nie ustępowała jej warunkami fizycznymi i siłą, a przewyższała ją o kilka klas jeśli chodzi o poruszanie się po korcie. Lindsay w turniejach wielkoszlemowych trzykrotnie okazywała się najlepsza, ale oprócz tego jeszcze cztery razy była finale. Za każdym razem na drodze do tytułu stawały jej siostry Williams, trzykrotnie starsza, raz młodsza. Najbardziej dramatyczny na pewno był finał Wimbledonu z 2005 roku, w którym Williams pokonała swoją rywalkę 9:7 w decydującym secie.

Lindsay Davenport w turniejach na całym świecie toczyła zacięte boje z Martiną Hingis i siostrami Williams, ale poza kortem zawsze była w cieniu swoich rywalek. Media nie interesowały się nią nawet w połowie tak mocno jak innymi tenisistkami z czołówki. W kategorii ilości okładek magazynów czy wysokości kontraktów reklamowych przegrywała również z Anną Kurnikową. Davenport w przeciwieństwie do swoich rywalek była cicha zarówno na korcie jak i poza nim. Potrafiła obyć się bez bojowych okrzyków w czasie meczów. Podczas gdy Martina, Venus i Serena na konferencjach prasowych bawiły się w publiczne wymienianie „uprzejmości”, mistrzyni olimpijska z Atlanty unikała przechwałek i sztucznego podgrzewania atmosfery wokół własnej osoby. Bulwarowe gazety często rozpisywały się o bardziej lub mniej domniemanych romansach tenisistek. Podczas gdy wszyscy zastanawiali się czy Anna Kurnikowa umawia się z Markiem Philippoussisem i czy Martina Hingis wymknęła się przez hotelowe okno na randkę w tajemnicy przed mamą trenerką, o prywatnym życiu Lindsay wiadomo było niewiele.

""

Davenport na korcie osiągnęła nieporównywalnie więcej niż Anna Kurnikowa. Jednak z blondwłosą tenisistką nie miała szans w starciu o sympatię publiczności, szczególnie męskiej części. Inna sprawa, że w tej konkurencji mało kto mógł się równać z Rosjanką. Lindsay Davenport, szczególnie na początku kariery, miała na tym tle spore kompleksy. Wyjątkowo mało elegancka wypowiedź Richarda Krajicka na temat kobiecego tenisa, na pewno nie pomogła w ich pokonaniu. Komentatorzy tenisowi podejrzewali nawet, że mogły one nie być bez wpływu na kilka niespodziewanych porażek, które tenisistka ze Stanów Zjednoczonych poniosła m.in. z piękną Rosjanką.

Lindsay Davenport zawsze dużo i chętnie grała w debla. Z rezultatami nie gorszymi niż w singlu. W grze podwójnej również trzy razy triumfowała w turniejach wielkoszlemowych. Oprócz tego dziesięć razy grała w finałach najważniejszych imprez tenisowych na świecie. W 1998 roku w parze z Nataszą Zwieriewą cztery razy wystąpiła w pojedynkach decydujących o tytule. Za każdym razem na drodze do końcowego triumfu stawała im Martina Hingis, raz grając z Mirjaną Lucic, trzy razy w parze z Janą Novotną. W Wimbledonie w 1999 roku tenisistka ze Stanów Zjednoczonych triumfowała w parze z Coriną Morariu. Morariu była jedną najbliższych koleżanek Lindsay w tourze. Jej kariera została przerwana w 2001 przez ciężką chorobę-białaczkę. Po udanej terapii wróciła do gry. Lindsay bardzo wspierała przyjaciółkę w jej walce, najpierw o zdrowie, potem o powrót do formy.

Pod koniec grudnia 2006 roku trzykrotna triumfatorka turniejów wielkoszlemowych ogłosiła, że spodziewa się pierwszego dziecka. Na światowe korty powróciła w lipcu 2007 roku. Niedługo potem wygrała turniej na Bali, po drodze pokonując kilka niezłych tenisistek, m.in. Jelenę Janković. Dołączyła tym samym do grupy tenisowych mam, które na korcie radzą sobie niewiele gorzej niż przed urodzeniem dziecka. Przez dużą część 2008 roku tenisistka ze Stanów Zjednoczonych zmagała się w z kontuzją kolana. Musiała przez nią zrezygnować z występu między innymi w Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Planowała powrót na korty podczas Australian Open, ale w międzyczasie po raz drugi zaszła w ciążę. Do rywalizacji powróciła w 2010 roku. Wystąpiła w grze mieszanej w Wimbledonie oraz dwóch turniejach w grze podwójnej. W Standford z Liezel Huber zdobyła swój 38 tytuł deblowy.

Jedna z najlepszych tenisistek w historii amerykańskiego tenisa nigdy oficjalnie nie zakończyła kariery, ale od 2011 roku już nie grała w zawodowych turniejach.

Lindsay rok po swojej największej rywalce, Martinie Hingis w pełni zasłużenie dołączyła do Międzynarodowej Tenisowej Galerii Sław. Sukcesy na korcie to jedna z niewielu rzeczy, która łączy dwie wielkie mistrzynie. Szwajcarka z różnym skutkiem próbuje swoich sił jako trenerka. Nie może też chyba ostatecznie rozstać się z rywalizacją, bo i w zeszłym i w tym roku zagrała w kilku turniejach w grze podwójnej. Davenport wciąż jest blisko tenisa, ale już tylko w roli telewizyjnej komentatorki. Razem z Chris Evert i Justinem Gimelstobem wystąpiła w popularnym serialu kryminalnym CSI: Las Vegas. Podczas gdy Amerykanka jest szczęśliwą żoną i matką, prywatne życie Martiny nadal jest dosyć burzliwe. Niedawno za sprawą oskarżeń byłego męża o pobicie, po raz kolejny była bohaterką pierwszych stron gazet.

Jedno jest pewne, na sportowej emeryturze stosunki dwóch byłych liderek światowego rankingu na pewno uległy ociepleniu. Można powiedzieć, że „Goliat” z „Dawidem” zawarli rozejm i teraz razem wzbudzają strach w turniejach tenisowych legend.

 ""