Nie czujemy się już tak bezpieczne jak wcześniej – rozmowa z Jelizawietą Kuliczkową

Antoni Cichy , foto: AFP

Antoni Cichy

Jelizawieta Kuliczkowa w przegranym meczu z Dominiką Cibulkovą znów zaprezentowała nieprzeciętne możliwości. Rosjanka w rozmowie z Tenisklubem mówi o brakującym elemencie tenisowej układanki, debiucie w Fed Cup i strachu przed zagrożeniem terrorystycznym.

Kuliczkowa to jedna z przedstawicielek nowego, zdolnego pokolenia rosyjskich tenisistek. W Katowicach wszyscy ją dobrze znają. Grała tu także przed rokiem, ale polskim kibicom nie zapadła miło w pamięci – w pierwszej rundzie rozbiła 6:0, 6:1 Urszulę Radwańską. Do turnieju głównego przedzierała się przez kwalifikacje, a dopiero w ćwierćfinale zatrzymała ją etatowa finalistka Katowice Open – Camila Giorgi.

12 kwietnia Kuliczkowa skończy 20 lat. Brakuje jej jeszcze stabilizacji na poziomie, który co jakiś czas pozwala jej zaimponować. W turnieju WTA nigdy nie przekroczyła progu ćwierćfinału, ale w tegorocznym Australian Open doszła do trzeciej rundy, pokonując Andreę Petkovic i Monikę Niculescu. Melbourne kojarzy jej się szczególnie przyjemnie, bo w 2014 roku zdominowała rywalizację w juniorskim Australian Open. Wygrała i w singlu, i w deblu.

Z Jelizawietą Kuliczkową rozmawia Antoni Cichy

Zagrała pani zacięty mecz z Dominiką Cibulkovą. W drugim secie była pani bardzo blisko Słowaczki.
Generalnie cały ten mecz w moim wykonaniu składał się z małych wzlotów i upadków. Momentami grałam dobrze, ale momentami już nie. To odegrało kluczową rolę. Traciłam rytm, a ona przez całe spotkanie utrzymywała ten sam poziom.

Na Australian Open pokonała pani Andreę Petkovic, grała w trzeciej rundzie. Tu walczyła jak równa z równą z Cibulkovą. Czego brakuje pani, żeby grać tak regularnie?
Niektóre elementy techniczne nie są rewelacyjne w moim przypadku. Są dni, kiedy wszystko funkcjonuje, jak należy, ale potem przychodzi dzień i nie działa to już tak dobrze. Podejrzewam, że w pewnym stopniu odpowiadają za to także aspekty psychologiczne. Tak właściwie to wszystko razem się na to składa.

Katowice opuszcza pani chyba z miłymi wspomnieniami. Zresztą nie po raz pierwszy, rok temu był ćwierćfinał.
To sympatyczny turniej. Lubię tu przyjeżdżać, podoba mi się organizacja. Generalnie, lubię tu wszystko. Miło było wrócić. Polskę odwiedzam jednak tylko przy okazji tego turnieju. Rok temu byłam w ogóle po raz pierwszy w waszym kraju.

""
Jelizawieta Kuliczkowa, mistrzyni juniorskiego Australian Open 2014 (Fot. AFP)

W przyszłym tygodniu zagra pani w Pucharze Federacji. Co znaczy dla pani powołanie?
Oczywiście, to bardzo przyjemne grać dla kraju. Dla mnie będzie to debiutancki występ w Pucharze Federacji. Nie mam żadnego doświadczenia, nie wiem, czego się spodziewać. Ale już za tydzień się przekonam.

Mecz z Białorusią, jeszcze o Grupę I Światową jest chyba wyjątkowy? To takie wschodnie derby.
Nie sądzę, by jakiekolwiek znaczenie miało to, przeciwko jakiemu krajowi się gra. Mamy przyjaciół w Białorusi, w różnych innych krajach. Kiedy wychodzimy na kort, przestaje być ważne, kto z jakiego kraju pochodzi.

Czy wciąż pani mieszka i trenuje w Tajlandii?
Tak, ale przez pół roku. Nie jest to łatwe. Przez drugie pół roku nie mam stałej bazy, przemieszczam się z miejsca na miejsce, z turnieju na turniej. Myślę, że to także wpływa na wzrost kosztów… Właściwie… tak, koszty przez to rosną.

Nie brała pani pod uwagę Tajlandii jako całorocznej bazy?
Druga część sezonu to głównie rozgrywki w Europie albo w Stanach Zjednoczonych. Nie miałabym szans, żeby wrócić do Tajlandii. Nie miałoby to po prostu sensu ze względu na odległość.

Jakie są pani kolejne plany?
Oczywiście Fed Cup, potem zagram w Stambule, a pod koniec kwietnia w Maroko.

Nie boi się pani wyjazdu do Stambułu? Jest zagrożenie atakami terrorystycznymi, kilka zawodniczek się wycofało.
Czuję się tym zaniepokojona. Z moim rankingiem trudno się jednak dostać do głównej drabinki turniejów WTA. A w Stambule się dostałam, więc niejako po prostu muszę tam pojechać.

Sytuacja na świecie nie jest spokojna. Jak wyglądają nastroje wśród zawodniczek, boją się?
Myślę, że tak. Ja się boję. Nie rozmawiałam o tym z wieloma tenisistkami, ale te, z którymi rozmawiałam, też się boją. Wszystkie jesteśmy zaniepokojone, nie czujemy się już tak bezpieczne jak wcześniej. Ale cóż możemy zrobić? Podróże to część naszej pracy.