Polskie gwiazdy w światowej konstelacji

Jakub Karbownik, foto: AFP / East News

Jakub Karbownik

W sierpniu 2019 roku mija 46 lat od publikacji pierwszego rankingu ATP. Od tej pory przez czołową setkę przewinęły się tysiące tenisistów, ale Polaków nadal można policzyć na palcach jednej ręki: Wojciech Fibak, Łukasz Kubot, Michał Przysiężny, Jerzy Janowicz i Hubert Hurkacz. Druga dłoń niech będzie w pogotowiu – do setki powoli zbliża się Kamil Majchrzak.

Dziś jedynym reprezentantem polskiego tenisa w światowej czołówce jest Hubert Hurkacz. Magiczną barierę wrocławianin przekroczył we wrześniu 2018 roku, mając dokładnie 21 lat i 31 tygodni. Tym samym wyprzedził dotychczasowego rekordzistę, Jerzego Janowicza, który wchodząc do setki był starszy o pięć tygodni.

Hurkacz to obecnie jeden z czołowych tenisistów świata młodego pokolenia. Krok po kroku awansuje w hierarchii i pokonuje coraz wyżej notowanych rywali. Pozytywnych nie szczędzi mu Wojciech Fibak, pierwszy Polak, który znalazł się wśród najlepszych.

– Hubert już gra na poziomie zawodników z top 10. Aby z nim wygrać, rywale muszą się naprawdę postarać – komplementował go podczas marcowych turniejów w Miami Open i Indian Wells.

O jeden wywiad za daleko

W top 100 rankingu Fibak zadebiutował dokładnie 5 marca 1975 roku i pozostał w czołówce przez rekordowe, jeżeli chodzi o Polaków, 603 tygodnie. Awans o 25 miejsc – na 68. – dał mu wówczas finał turnieju w Shreveport.

Na czele zestawienia znajdowali się wówczas Jimmy Connors, Bjoern Borg, Illie Nastase, Rod Laver i Manuel Orantes. Czyli zawodnicy, z którymi w późniejszych latach przecierający polski ślad na tenisowych salonach Fibak mierzył się wielokrotnie. Z Orantesem, wówczes pierwsą rakietą Hiszpanii, rozegrał jedno z najbardziej pamiętnych spotkań w historii nie tylko naszego tenisa, ale i całego sportu zawodowego. W grudniu 1976 roku, w finale rozgrywanego w Houston turnieju Masters, Fibak prowadził w 2-1 w setach i 4:1 w czwartym.

W przerwie meczu o komentarz poproszono siedzącego w loży honorowej Kirka Douglasa. W rozmowie, którą mogli usłyszeć wszyscy obecni na korcie i trybunach, słynny aktor uznał, że wynik jest już przesądzony. Hiszpan co prawda przegrał tę partię w tiebreaku, ale w piątej oddał Polakowi jedynie gema.

– Kirk zmotywował Manuela do walki w praktycznie już przegranym meczu – wspomina po latach Fibak, który sięgnął po 67 tytułów mistrzowskich: 15 w singlu i 52 w deblu (w tym Australian Open w 1978 roku w parze z Kimem Warwickiem).

Nie taka dycha straszna

Hurkacz ma na koncie jak na razie jeden tytuł mistrzowski. W 2018 roku wygrał challengera w Poznaniu, czyli rodzinnym mieście Fibaka. Podczas tegorocznego turnieju wielokrotnie można było dostrzec rozmowy między dawnym mistrzem a wschodzącą gwiazdą światowego tenisa.

Młody wrocławianin w top 100 zadebiutował tuż po US Open 2018, kiedy po raz drugi w karierze dotarł do drugiej rundy turnieju Wielkiego Szlema. W walce o awans do trzeciej uległ Marinowi Cziliciowi, który po tych zawodach był szóstym tenisistą świata. Na czele zestawienia znajdowali się najwięksi mistrzowie naszych czasów: Rafael Nadal, Roger Federer i Novak Dżoković. Tuż za pierwszą dziesiątką był z kolei David Goffin, który podobnie jak Hurkacz pierwsze sukcesy odnosił na kortach Parku Tenisowego Olimpia w Poznaniu (2014).

Od wielu lat mówi się o zmianie warty w tenisie. O tym, że Nadala, Federera, Dżokovicia i Andy’ego Murraya zastąpią nowi, młodzi mistrzowie. Jak na razie jednak stara gwardia trzyma się mocno, poza borykającym się z kontuzją biodra Szkotem. Młodzi jednak naciskają, a wśród tych, w których specjaliści widzą następców, wymienia się również Hurkacza. Polak już kilka razy pokazał, że nie są to słowa na wyrost. Ma już na koncie zwycięstwa nad Kei Nishikorim i Dominikiem Thiemem, czyli przedstawicielami czołowej dziesiątki rankingu ATP.

Na własnych warunkach

Najdłużej na debiut w czołowej setce czekał Łukasz Kubot. Mistrz dwóch turniejów Wielkiego Szlema w deblu (i były lider rankingu ATP w grze podwójnej) w gronie najlepszych singlistów świata pojawił się równo pół roku po 27. urodzinach. Stało się to za sprawą bardzo dobrego występu w hali Bercy. Po przejściu kwalifikacji Polak dotarł do drugiej rundy turnieju ATP Masters 1000, w której w trzech setach uległ Marinowi Cziliciowi. W nagrodę w notowaniu z 16 listopada 2009 roku znalazł się na 89. pozycji. W top 100 był notowany z kilkoma przerwami aż do początku lipca 2014. Wypadł, gdy nie obronił punktów za ćwierćfinał Wimbledonu.

Jak wysoko sięgały jego możliwości w singlu? – Nigdy poważnie się nad tym nie zastanawiałem. Robiłem dwa, trzy świetne wyniki w ciągu roku, ale nigdy nie było wiadomo, kiedy to się stanie. Nawet dla mnie były one zaskoczeniem. Nigdy też nie miałem super wydolności; nie byłem w stanie wybiegać zwycięstwa i dlatego musiałem grać ofensywnie, przy każdej okazji chodzić do siatki. Dlatego często odbijałem się od ściany, ale gdy wygrywałem, to na własnych warunkach i wtedy satysfakcja była podwójna.

Obecnie Kubot skoncentrował się na karierze deblowej, w której ma na koncie 24 tytuły mistrzowskie, w tym Australian Open 2014 i Wimbledon 2017.

Nierówna walka

Najwyżej notowanym Polakiem w rankingu ATP był Wojciech Fibak, który doszedł do dziesiątej pozycji. Tytuł wicemistrza można przyznać Jerzemu Janowiczowi, który blisko 36 lat później wspiął się na 14. pozycję.

Wyprawa łodziana zaczęła się 16 lipca 2012 roku od wygrania challengera w holenderskim Sheveningen i awansu na 87. miejsce. Na czele rankingu znajdowali się wówczas ci sami tenisiści, którzy przewodzili stawce, gdy do top 100 wskoczył Hurkacz, czyli Federer, Dżoković i Nadal.

Janowicz, który do niedawna był najmłodszym Polakiem notowanym kiedykolwiek w top 100 rankingu ATP, błyskawicznie piął się w górę. Największym sukcesem łodzianina jest półfinał Wimbledonu 2013 przegrany z Andy’m Murrayem. Wcześniej, wraz z Kubotem, Janowicz rozegrał pojedynek, który na długo zapadł w pamięć polskich kibiców. Nigdy wcześniej ani później dwóch polskich tenisistów nie walczyło o awans do najlepszej ósemki singlistów podczas turnieju Wielkiego Szlema.

Z top 100 Janowicz pożegnał się 21 marca 2016 roku. Teraz trapiony kontuzjami walczy o powrót na korty, ale wciąż nie wiadomo, czy i kiedy ponownie wystąpi w meczu o punkty rankingowe.

Nierówną walkę nie tylko z przeciwnikami, ale także z kontuzjami toczy także Michał Przysiężny. Trzeci w kolejności Polak, który dostał się do czołowej setki ATP, jak bumerang pojawia się na zawodowych kortach i znika. Obecnie jest notowany na 608. miejscu. W czołowej setce zadebiutował 19 kwietnia 2010 roku, a najwyżej był blisko cztery lata później, gdy w styczniu 2014 roku został 57. tenisistą świata. Na czele, łatwo zgadnąć, wciąż był Hiszpan, Serb i Szwajcar, ale tym razem miejsce Federera, jak się okazało czasowo, zajął Stan Wawrinka.

Pięciu, sześciu…

Przez ponad 40 lat, gdy najlepsi tenisiści świata są notowani w rankingu ATP, polski tenis doczekał się pięciu, którzy na krócej lub dłużej dostali się do czołowej setki. Jedni odgrywali znaczące role i niejednokrotnie dali się we znaki rządzącym w ich czasach rywalom, inni osiągnęli nieco mniej, chociażby za sprawą kontuzji.

Dziś polscy kibice trzymają kciuki nie tylko za Huberta Hurkacza, który wyznacza sobie kolejne granice. Powoli do czołowej setki zbliża się Kamil Majchrzak. Obaj są jeszcze młodzi, najlepsze lata przed nimi!