Przysiężny już w nowej roli. Za nami uroczyste otwarcie jego akademii

Piotr Dąbrowski, foto: AFP

Piotr Dąbrowski

Kilkaset osób odwiedziło klub tenisowy Timing na warszawskim Wilanowie, aby uczestniczyć w oficjalnym otwarciu Michał Przysiężny Tennis Academy. To autorski pomysł byłego reprezentanta Polski Michała Przysiężnego, który zdobyte przez lata tenisowej kariery doświadczenie chciałby przekazać kolejnym pokoleniom tenisowych mistrzów.

W samo południe na kort numer jeden wyszedł główny organizator wydarzenia oraz jego wieloletni kolega z kortu oraz reprezentacji Polski Jerzy Janowicz. Łodzianin na otwarcie akademii kolegi wybrał się z całą rodziną: partnerką Martą Domachowską, ojcem, mamą oraz 10-miesięcznym synkiem Filipem, który z fascynacją przypatrywał się jak jego utalentowany tata rywalizuje na korcie. Maluch w tenisowym środowisku czuł się jak ryba w wodzie. Natomiast na korcie tata z wujkiem w atmosferze tenisowego święta raczyli licznie zgromadzonych kibiców luźną rozmową między sobą. Kiedy z dużą dozą humoru wymieniali się zabawnymi, a zarazem ironicznymi „szpileczkami” wszyscy zgromadzeni śmiali się do rozpuku. Panowało rozluźnienie, ale na korcie było wyraźnie widać, że obaj panowie chcą pokazać kibicom, że nie bez powodu znaleźli się w czołówce rankingu ATP. Grali trzy sety, jednak zaledwie do 11 punktów. Zwycięzca w tym pojedynku nie był najważniejszy. Istotne, że mogliśmy raz jeszcze podziwiać mistrza jednoręcznego backhandu w akcji. Przysiężny świetnie wybierał kierunki i cały czas był bardzo ofensywnie nastawiony. – Miałem bogatą karierę. Wiele było pięknych chwil, na czele z meczami Pucharu Davisa. Przez lata zebrałem wielkie doświadczenie. Wygrywałem, przegrywałem, popełniałem błędy, z których później wyciągałem wnioski. Teraz sam chciałbym przykazać młodym zawodnikom to, czego sam musiałem nauczyć się przez wiele lat gry na własnej skórze – powiedział założyciel akademii.

Sam Janowicz, przecież niedawno 14. tenisista świata, biegał od jednego narożnika do drugiego, aby nadążyć za kąśliwymi piłkami posyłanymi przez starszego kolegę, co czynił z niesamowitą lekkością i świetnym wyczuciem. Ten krótki sparing pokazał też, że o formę Jerzego Janowicza w nowym sezonie możemy być spokojni, bowiem to jak poruszał się po korcie i z jaką siłą i precyzją posyłał piłki tylko utwierdza w przekonaniu, że do rywalizacji powróci, by walczyć o najwyższe cele. Pojawił się także Paweł Ostrowski, były trener m.in. Marty Domachowskiej, który nie mógł nachwalić się dyspozycji obu zawodników i był pod wrażeniem poziomu, który zaprezentowali w tym spotkaniu. Przysiężnego, jak sam podkreśla, od dłuższego czasu ciągnęło do pracy trenerskiej i kiedy pomysł zaczął nabierać realnych kształtów długo się nie zastanawiał. Na brak zainteresowania na pewno nie będzie narzekał, bowiem niespełna dwadzieścia lat mierzył się ze wszystkim tym, z czym wiąże się życie zawodowego tenisisty. Osiągnął w tenisowym życiu wiele. Wspiął się na 57. miejsce w rankingu ATP, rywalizował z najlepszymi tenisistami świata. Z jego wiedzy i obycia w tenisowym świecie będzie z pewnością chciało skorzystać wiele osób, które w swoich pociechach widzą przyszłe gwiazdy światowych kortów.

– Ja już miałem w głowie dużo wcześniej, że będę przekazywać swoją wiedzę i z czasem powstał pomysł, żeby na warszawskim Wilanowie otworzyć akademię . Myślę, że dużo ostatnio trenowałem, z pewnością grałem lepiej niż w swoich ostatnich dwóch turniejach pożegnalnych.  Myślę, że ten trzysetowy sparing mógł się podobać. To, że pojawiło się aż tyle osób jest na pewno bardzo miłe. Jak na małe wydarzenie to myślę, że było bardzo fajnie. Nieźle to wyglądało i bardzo fajnie grało się tak blisko ludzi – opowiadał po ,,pokazówce” Przysiężny.

Jak podkreślił były reprezentant Polski, na razie jeszcze nie myśli o trenowaniu tenisisty zawodowego i kilkumiesięcznych wyjazdów na turnieje, ale daje sobie czas na odpoczynek, a na innego rodzaju przygodę przyjdzie jeszcze czas: – Na razie nie chciałbym jeszcze trenować nikogo z kim musiałbym jeździć full time po turniejach. Na razie wolałbym jeszcze posiedzieć w domu i pracować spokojnie na miejscu. Otrzymałem też propozycję jazdy po turniejach z jednym z zawodników, ale odmówiłem, bo wolę się skoncentrować na pracy na miejscu i chcę trochę odpocząć od wyjazdów, hoteli i po prostu pobyć z rodziną. Lubię trenować z dziećmi i pewnie tym będzie na razie wypełnione moje życie w najbliższych miesiącach, a może nawet latach.

To z jaką pasją i zaangażowaniem podszedł do pracy z młodymi adeptami tenisa po meczu sparingowym pozwala z optymizmem patrzeć na trenerską przyszłość głogowianina i pewnie nie zdążymy się obejrzeć, a podopieczny trenera Michała Przysiężnego podbijać będzie najważniejsze tenisowe korty.

Piotr Dąbrowski