Terczyński: jestem stworzony do agresywnej gry
Mateusz Terczyński wygrał m.in. mistrzostwa Polski w singlu do lat 18. Miniony 2016 rok zakończył na 948. miejscu w rankingu ATP, ale celuje w najlepszą "400". Zapraszamy do lektury wywiadu "Tenisklubu" z dobrze zapowiadającym się zawodnikiem.
Maciej Mikołajczyk: Jak rozpoczęła się twoja przygoda z tenisem? Pamiętasz swoje pierwsze kroki na korcie?
Mateusz Terczyński: Od najmłodszych lat spędzałem czas na kortach tenisowych, ponieważ mój brat grał profesjonalnie i zawsze chciałem grać tak jak on. Był moim idolem. Z kolei mój tata jest trenerem tenisa, więc miałem w każdej chwili rakietę w ręku. Szczerze mówiąc, to od małego traktowałem to wszystko poważnie, oglądałem Wielkie Szlemy w telewizji i moim marzeniem od dawna jest wygranie Wimbledonu.
Jak wykorzystałeś przerwę między sezonami – wybrałeś odpoczynek czy jednak postawiłeś na ostry trening?
– Szczerze mówiąc, to grałem do samego końca sezonu, bo aż do połowy grudnia. Postawiłem sobie cel, żeby zakończyć 2016 rok w najlepszym „1000” rankingu ATP. Ostatecznie udało mi się to osiągnąć, kończąc rok na 948. pozycji, choć zaczynając bez rankingu. Po ostatnim turnieju miałem raptem tydzień przerwy, ale potem od razu ruszyłem do pracy. Na stałe trenuję w Belgii pod okiem Dawida Zwyrtka. Miałem w tym czasie 4-5 tygodni ciężkich treningów ogólnorozwojowych i tenisowych.
Nad jakim elementem gry musisz najbardziej popracować? Co jest twoją piętą Achillesa?
– Myślę, że mogę poprawić każdy element mojej gry. Tenis polega na ciągłym polepszaniu się i skupieniu się na szczegółach. W trakcie okresu przygotowawczego dużo czasu poświęciłem z moim teamem na graniu bliżej linii końcowej i braniu piłki na wznoszącą, żeby dawać mniej czasu moim przeciwnikom. Przez okres świąteczny byłem przez tydzień we Wrocławiu i tam pomagał mi Filip Kańczuga, po czym wróciłem do Belgii, gdzie jest moja baza treningowa.
W 2013 roku postanowiłeś przejść na zawodowstwo i w pełni poświęcić się grze w tenisa. Co skłoniło Cię do podjęcia takiej decyzji?
– Od zawsze chciałem być najlepszym tenisistą na świecie. Mogę powiedzieć, że tę decyzję podjąłem wiele lat temu. To było zawsze moje marzenie i mój ukochany sport. Wierzę, że w życiu trzeba robić to, co się kocha najbardziej i nigdy się nie poddawać. Chciałbym bardzo podziękować moim rodzicom i sponsorom, którzy mnie wspierają w każdej sytuacji i dają mi możliwość spełniania moich marzeń.
Co uważasz obecnie za swój największy sukces?
– Trudno jest mi wybrać jeden sukces. Na pewno jestem dumny ze zdobycia Mistrzostwa Polski w singlu do lat 18, ale generalnie cała moja kariera jest sukcesem. Dotarłem do 126. miejsca na ITF Juniors, brałem udział w dwóch juniorskich Wielkich Szlemach. Dodatkowo osiągnąłem w jeden rok 948. lokatę w rankingu ATP, zaczynając od zera i to wszystko bez pomocy Polskiego Związku Tenisowego i nie dostając dzikich kart do turniejów, w przeciwieństwie do wielu moich rówieśników.
Gdyby nie tenis to kim byłby Mateusz Terczyński?
– Szczerze mówiąc, to nigdy nie miałem w głowie innego scenariusza niż tenis. Od zawsze był tylko tenis, tenis i jeszcze raz tenis. Nic innego mnie nie interesowało. Poza tenisem bardzo lubię Formułę 1, więc może byłbym kierowcą bolidu.
Co porabiasz w wolnym czasie? Masz jakieś swoje hobby?
– Wolny czas staram się spędzać z moimi najbliższymi, ponieważ czasami tęsknie za rodziną. Poza tym lubię czytać, szczególnie książki, które rozwijają mnie pod kątem mojego tenisa, uczę się też języka francuskiego.
Jakie jest twoje motto życiowe?
– „Żyj tak każdego dnia, jakby był twoim ostatnim.”
Masz swojego sportowego idola? Kto jest dla Ciebie wzorem do naśladowania?
– Moim idolem jest Roger Federer – jest profesjonalistą, ma klasę i ogromne serce do gry.
Jak wygląda twoje codzienne menu? Co jesz na śniadanie, obiad i kolację?
– Na śniadanie jem zazwyczaj musli z miodem, orzechami , owocami i mlekiem roślinnym. Na turniejach czasami jest jednak ciężko trzymać się diety, bo w hotelach nie ma takiego wyboru. Na obiad zazwyczaj zjadam makaron albo ryż, generalnie dużo węglowodanów w ciągu dnia. Z kolei wieczorem białko np. kurczak lub ryba. Staram się nie jeść za dużo słodyczy, za to więcej owoców.
Jaka nawierzchnia pasuje Ci najbardziej – hard, clay, a może trawa?
– Myślę, że najlepiej się czuję na hardzie, ale równie dobrze umiem grać na ziemi. Na hardzie bardzo pomaga mi mój serwis, dzięki czemu mogę grać bardzo agresywnie blisko od linii końcowej. Na ziemi trzeba być trochę bardziej cierpliwym i grać bardziej taktycznie. Na mączce radzę sobie coraz lepiej, ponieważ w ostatnim czasie bardzo wzmocniłem się fizycznie. Z kolei trawa jest dla mnie trochę tajemnicza gdyż zagrałem dotychczas tylko dwa mecze na tej nawierzchni.
Jakie masz cele na tegoroczny sezon?
– Na ten sezon moim celem jest zakończenie 2017 roku w czołowej „400” zestawienia ATP – przede mną jeszcze bardzo dużo pracy i wiele meczów.
Jakie są twoje warunki fizyczne? Jesteś stworzony bardziej do biegania po korcie czy do serwowania asów?
– Mam 191 centymetrów i ważę 83 kilogramy. Jestem stworzony do agresywnej gry z końcowej linii, ale umiem poradzić sobie także w innych stylach. Moją bronią jest mój serwis, a moje ulubione uderzenie to bekhend.
Jeśli miałbyś zagrać w mikście, to którą tenisistkę byś wybrał?
– Miksta najchętniej zagrałbym z Sereną Williams, ponieważ jest dla mnie największą mistrzynią w historii tenisa.
Czego życzyć na koniec Mateuszowi Terczyńskiemu?
– Zdrowia, sukcesów i szczęścia.
Wywiad z Mateuszem Terczyńskim przeprowadził Maciej Mikołajczyk.



