Zupełnie nowy Roger Federer – historia sezonu, który odmienił grę Szwajcara

Ksawery Styka , foto:

Ksawery Styka

Czy można wejść na kort po półrocznej przerwie i wygrać turniej wielkoszlemowy, pokonując po drodze swojego największego rywala? I to w wieku, w którym większość zawodników jest już na sportowej emeryturze? Sezon 2017 w wykonaniu Rogera Federera udowodnił, że czas da się oszukać.

W 2016 roku niefortunny uraz kolana podczas kąpania córek wymusił pierwszą operację w karierze Federera. Gdy kilka miesięcy później na Wimbledonie kolano znów zawiodło w starciu z Milosem Raoniciem, Szwajcar przedwcześnie zakończył sezon. Wypadł z czołowej dziesiątki rankingu po raz pierwszy od 2002 roku. Zaledwie pięć miesięcy przed Australian Open Federer i Nadal spotkali się na Majorce, obaj utykający i niepewni przyszłości. Sam Roger wspominał ten moment z niedowierzaniem: „Nie sądzę, by którykolwiek z nas myślał, że spotkamy się w finale w Australii, kiedy widzieliśmy się w jego akademii pięć miesięcy temu”. Do turnieju w Melbourne przystępował rozstawiony dopiero z numerem siedemnastym, szczerze przyznając przed imprezą, że ćwierćfinał uznałby za wielki sukces.

Najlepszy możliwy powrót

Tymczasem wydarzenia w Australii zaskoczyły wszystkich. Kluczem okazało się nowe nastawienie. Dziennikarz David Law, który rozmawiał z Federerem tuż przed pierwszym meczem, wspominał: „Był wyluzowany jak nigdy dotąd. Zagrał z taką swobodą, jakiej nigdy wcześniej u niego nie widzieliśmy”.

Szwajcar zaprezentował tenis szybszy i bardziej ryzykowny. W drodze do finału przetrwał pięciosetowe boje z Keim Nishikorim i Stanem Wawrinką. O swoim ówczesnym, bardzo otwartym podejściu mówił wprost: „Zostało mi w sobie już tylko trochę tenisa. Nigdy nie wiesz, kiedy nadejdzie twój kolejny Wielki Szlem, o ile w ogóle. Przychodzi taki etap, że nie masz pewności, czy jeszcze kiedykolwiek dostaniesz taką szansę”.

Ta zmiana na korcie miała solidne fundamenty. Były trener Szwajcara – Paul Annacone tak tłumaczył wymianę rakiety na większą: „Rozumiał plusy i minusy. Był bardzo otwarty na rozmowy i z chęcią to przetestował, kwestią było tylko to, kiedy nadejdzie odpowiedni moment”. Z kolei nowy szkoleniowiec – Ivan Ljubicić, pomógł dopracować płaski, bity z wznoszącej piłki bekhend.

Te poprawki pozwoliły odwrócić losy finałowego maratonu z Rafaelem Nadalem. Mecz trwał ponad trzy i pół godziny. Gdy w piątej partii Hiszpan prowadził już 3:1, wszystko wskazywało na wygraną Nadala. Federer zagrał jednak wtedy bezbłędnie, wygrywając od tego czasu pięć kolejnych gemów. Sam Szwajcar tak tłumaczył swój zryw w decydującym secie: „Powiedziałem sobie: graj na luzie. Skup się na piłce, a nie na rywalu. Oczyść głowę, nie wstrzymuj ręki, po prostu zaryzykuj. Odwaga zawsze popłaca. Nie chciałem po prostu przegrać, biernie przyglądając się, jak Rafa zasypuje mnie swoimi forhendami.”

Wygrał kluczową, 26-uderzeniową wymianę, przejął inicjatywę i sięgnął po 18. wielkoszlemowy puchar. Odbierając trofeum, zwrócił się do rywala: „W tenisie nie ma remisów, ale gdyby istniały, z przyjemnością podzieliłbym się dzisiaj tym pucharem z Rafą”. Z kolei Nadal z wielką klasą odpowiedział wtedy Federerowi: „Prawdopodobnie Roger zasłużył na to trochę bardziej niż ja, więc po prostu będę próbował dalej”.

Nowa taktyka

Melbourne nie było jednorazowym zrywem. Szwajcar wygrywał kolejne turnieje, skracając wymiany i wybijając rywali z rytmu. Stosował m.in. SABR (Sneak Attack By Roger), czyli błyskawiczne wejście w kort przy serwisie przeciwnika. Sparingpartner Szwajcara – Benoit Paire, opowiadał o kulisach powstania tego zagrania: „Na początku to był po prostu żart, robiliśmy to na treningu dla śmiechu. Ale skoro zaczęło przynosić punkty, Roger stwierdził, że użyje tego w oficjalnym meczu”. Z kolei znany trener Patrick Mouratoglou dodawał: „SABR mówi wiele o podejściu Rogera. To, że chciał cały czas chodzić do siatki i grać w stu procentach ofensywnie jest po prostu spektakularne”.

Całe środowisko przecierało oczy ze zdumienia, obserwując, z jaką lekkością Szwajcar wymyślił siebie na nowo. Lawina zachwytów ruszyła zresztą już po samym Australian Open, kiedy to Juan Martin del Potro apelował do obu legend w mediach społecznościowych: „Dziękuję wam obu, błagam, nie przestawajcie grać w tenisa!”. Z biegiem sezonu i kolejnymi zwycięstwami ta fascynacja tylko rosła. Jim Courier świetnie podsumował nową aurę otaczającą mistrza: „Roger nosi ciężar bycia Federerem tak, jakby to było piórko. Zapewniam was, w tym człowieku nie ma absolutnie nic normalnego”.

Najdobitniej nową formę Szwajcara opisał jednak sam Rafael Nadal:

„Na koniec kariery zrobił krok do przodu. Zaczął grać znacznie agresywniej. Wcześniej, na początku naszej rywalizacji, próbował grać bekhendem z dużą rotacją, co dawało mi szansę na ciągłe atakowanie go moim forhendem. Później zaczął wchodzić w kort i podejmować dużo większe ryzyko. Szczerze mówiąc, przez pewien czas w 2017 roku to była najlepsza wersja Federera, jaką kiedykolwiek widziałem. Czułeś, że jesteś całkowicie w jego rękach”.

Sportowy ewenement

Statystyki z tamtego sezonu mówią same za siebie. Federer wygrał 54 z 59 meczów (co daje dokładnie 91,52% skuteczności) i zgarnął siedem tytułów. Co więcej, triumfował na Wimbledonie bez straty seta. Z Nadalem zmierzył się w 2017 roku czterokrotnie i wygrał wszystkie z tych spotkań.

Istotne było też chłodne kalkulowanie sił. Federer zrezygnował wówczas z morderczego sezonu na kortach ziemnych. Mouratoglou trafnie to ocenił: „Roger nie bał się pomyśleć: 'OK, chcę pograć jeszcze kilka lat, nie jestem już młody, a moje ciało nie może sobie pozwolić na to samo, co wtedy, gdy miałem 20 lat, więc bądźmy mądrzy i grajmy mniej”. Boris Becker poparł go i dodał: „Wszystko kręciło się wokół jego planowania kalendarza i w tym był sprytniejszy od innych. Doskonale wiedział, które turnieje są dla niego ważne, a kiedy lepiej zrobić przerwę”.

Federer w 2017 roku udowodnił jedną bardzo ważną rzecz. Pokazał, że gdy ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa, wcale nie trzeba składać broni. Zamiast tego całkowicie przebudował swój tenis i udowodnił, że na korcie nie zawsze wygrywa ten, kto biega najszybciej i uderza najmocniej. Czasami wygrywa ten, kto potrafi po prostu wymyślić siebie na nowo.

 

Ksawery Styka