Być jak Maja Chwalińska, czyli przepis na wygrywanie

/ Jakub Wojtczak , źródło: , foto: Olga Pietrzak

Podczas tegorocznego Roland Garros, Polka pokazuje, że w tenisie można wygrywać sprytem, cierpliwością i różnorodnością. Dla amatorów jej gra jest znacznie lepszą lekcją, niż popisy choćby takiego Carlosa Alcaraza.

Alcaraz to dla mnie najpiękniej grający tenisista świata. Ma wszystko, siłę, kondycję, szybkość, technikę, sportową charyzmę i przekłada to na nieziemskie zagrania. Oglądanie go w akcji to najczystsza tenisowa przyjemność. Czy chciałbym grać jak Hiszpan? Oczywiście. Problem w tym, że nie mam jego szybkości, siły ani talentu. Mimo to często próbuję kopiować jego tenis podczas meczów. Efekt? Oddaję wymiany, gemy, sety i całe mecze. Przegrywam już na poziomie wyborów taktycznych.

A co robi Maja? Coś wspaniałego! Ale jednocześnie nic, czego by nie radzono nam, jeśli tylko kiedykolwiek pracowaliśmy z instruktorem lub trenerem. A więc, pracuj dobrze na nogach, staraj się nie oddawać punktów za darmo, zmieniaj rotację, kontroluj rytm gry, nie bój się skrótów, patrz co robi przeciwnik, przewiduj jego ruchy. I być może najważniejsze, graj to, co potrafisz. Gra o punkty to nie konwencja do nauki nowych zagrań, czy szlifowania tych, których nie mamy opanowanych.

I właśnie dlatego warto patrzeć na Maję Chwalińską.

W kobiecym tenisie taki styl sprawdza się znakomicie, bo większość zawodniczek preferuje bardziej bezpośrednią, siłową grę, przeplataną jedynie slajsami i skrótami. Maja robi to inaczej, ona nie zmienia sposobu gry, żeby przełamać schemat, jej schematem jest brak schematu. Stoisz po drugiej stronie siatki i nie wiesz, co zagra. A nawet jeśli wiesz, to często nie potrafisz odpowiedzieć na zagrania teoretycznie nie najtrudniejsze. Niby proste, ale mieszające w głowie, wywołujące frustrację. Moja ulubiona kombinacja to gra wysokim topspinem długiej piłki raz, drugi, trzeci… Ktoś powie, że to archaiczny tenis i Maja cofa dyscyplinę o 30 lat. Nic bardziej mylnego. Ona gra pod górkę, ale jak tylko przeciwniczka próbująca odegrać to samo pośle piłkę krótszą, Maja wchodzi błyskawicznie w kort i albo gra woleja driv’em, albo po uderza agresywnie płasko po koźle. Totalnie z zaskoczenia. Tego nie widuję u innych,a więc jest to bardziej innowacja, niż uwstecznienie. A serwis? Wprowadzać piłkę do gry 140 km/h to wstyd? Absolutnie nie i już wyjaśniam dlaczego. W meczu z E. Mertens Maja nie miała żadnego asa. Ale trafiła pierwsze podanie w 81% przypadków, z czego wygrała 64% punktów. Liczyło się umiejscowienie piłek i jeszcze raz – skuteczność trafiania pierwszego serwisu. To tenis sprytny, błyskotliwy, a przez to, że skuteczny to jeszcze tak bardzo imponujący.

Na koniec najlepsze. Taki tenis jest w naszym (amatorów) zasięgu, oczywiście po zbudowaniu mocnych podstaw. Dla mnie to więcej, niż wystarczająco, żeby podjąć ważną decyzję. Po Roland Garros zamiast marzyć o tym, by grać jak Alcaraz, wolę nauczyć się wygrywać jak Maja Chwalińska.

 

Jakub Wojtczak