Puchar Davisa. Kanada o krok od awansu. Francja pod ścianą po pierwszym dniu – korespondencja z Quebec City

/ Peter Figura , źródło: Korespondencja z Quebec City, foto: Peter Figura

Kanada nie była faworytem tego spotkania. Francuzi przyjechali do Québec City jako zespół zajmujący wyższe miejsce w rankingu Pucharu Davisa, a dodatkowo mieli po swojej stronie historię – Francja prowadziła z Kanadą w bezpośrednich spotkaniach 3:0. Ostatni raz obie reprezentacje spotkały się jednak dziesięć lat temu.

Po pierwszym dniu tegorocznego pojedynku sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Kanada prowadzi 2:0 i od awansu do turnieju finałowego Pucharu Davisa dzieli ją już tylko jedno zwycięstwo.

Wypełnione po brzegi Centre Vidéotron w Québec City najpierw przeżyło niespodziankę, a później prawdziwy thriller z udziałem największej gwiazdy gospodarzy.

 

Draxl rozpoczyna od niespodzianki

Pierwszy punkt dla Kanady zdobył Liam Draxl, który pokonał znacznie wyżej notowanego Arthura Rinderknecha 6:2, 7:5.

Draxl, zajmujący 205. miejsce w światowym rankingu, po raz pierwszy w karierze mierzył się z zawodnikiem z top 50. Rinderknech to 32. rakieta świata i to Francuz miał na papierze zdecydowanie więcej argumentów. Papier okazał się jednak niewiele wart.

Kanadyjczyk rozpoczął mecz bez kompleksów. Świetnie returnował, dobrze poruszał się po korcie i od początku zmuszał Rinderknecha do gry pod presją. Pierwszego seta wygrał 6:2, a w drugiej partii Francuz próbował odwrócić losy spotkania.

Przy stanie 5:4 Rinderknech miał nawet piłkę setową. Draxl odpowiedział jednak asem serwisowym. Chwilę później przełamał Francuza, a następnie zakończył mecz gemem wygranym do zera i wygrał cały mecz 6:2, 7:5, zdobywając pierwszy punkt dla Kanady.

Nie mogłem gorzej rozpocząć meczu. Później była walka, ale nic nie ułożyło się po mojej myśli. On wykorzystał swoje szanse i bardzo często mnie zaskakiwał. Zasłużył na zwycięstwo” – przyznał po meczu Rinderknech.

 

Félix robi swoje

Po pierwszej niespodziance na kort wyszedł Félix Auger-Aliassime. Dla kanadyjskiej publiczności był to moment szczególny. Pochodzący z Québecu zawodnik pojawił się przed ponad 10 tysiącami kibiców jako zdecydowany faworyt swojego pojedynku, ale Quentin Halys nie zamierzał odgrywać roli statysty.

Francuz postawił liderowi Kanady bardzo trudne warunki. Pierwszy set rozstrzygnął dopiero tie-break. Auger-Aliassime zachował więcej spokoju w końcówce i wygrał 7-5. Halys odpowiedział w drugiej partii. Przełamał Kanadyjczyka i tym razem to on zachował więcej zimnej krwi, wygrywając seta 6:4.

W decydującej partii wszystko mogło się jeszcze wydarzyć. Przy stanie 1:1 Halys dwukrotnie popełnił podwójny błąd i stracił serwis. Był to jedyny moment, w którym Francuz pozwolił przeciwnikowi na zbyt wiele. Auger-Aliassime wykorzystał prezent, a później już nie dał się dogonić.

Wygrał 7:6(5), 4:6, 6:3 po 2 godzinach i 21 minutach i zdobył drugi punkt dla Kanady.

 

Francja pod ścianą

Po pierwszym dniu sytuacja jest więc jasna: Kanada prowadzi 2:0 i potrzebuje już tylko jednego zwycięstwa, aby awansować do finałowej ósemki Pucharu Davisa w Bolonii.

Francuzi natomiast znaleźli się w sytuacji, w której nie mają już marginesu błędu. W sobotę muszą wygrać debla, a następnie oba mecze singlowe, jeśli chcą odwrócić losy rywalizacji.

Jako pierwsi na kort wyjdą Auger-Aliassime i Duncan Chan, którzy zmierzą się z Benjaminem Bonzim i Pierre-Huguesem Herbertem. Później zaplanowano dwa spotkania singlowe. Jeśli Kanada zdobędzie trzeci punkt wcześniej, ostatni mecz nie będzie potrzebny.

Kanada przyjechała do tego spotkania bez statusu faworyta. Po piątkowym wieczorze to jednak Francuzi muszą szukać sposobu na zatrzymanie gospodarzy, a Québec City już wie, że w Pucharze Davisa papierowe rankingi mogą bardzo szybko stracić znaczenie.