Jannik Sinner z historycznym osiągnięciem
Wygrywając turniej ATP Masters 1000 w Madrycie Jannik Sinner w szczególny sposób zapisał się w annałach tenisa. Lider światowego rankingu może pochwalić się zwycięską serią, jakiej dotychczas nie miał jeszcze żaden z zawodników.
24-latek z San Candido kontynuuje niesamowitą passę w imprezach rangi Masters 1000. Triumf w stolicy Hiszpanii był już jego piątym z rzędu w zmaganiach cyklu, który pod różnymi nazwami jest obecny w rozgrywkach ATP od 1990 roku. Włoch dokonał tego jako pierwszy gracz w historii. Wcześniej, oprócz niego, trzykrotnie cztery kolejne takie imprezy wygrywał Novak Dźoković i raz Rafael Nadal.
Sinner po raz ostatni przegrał mecz w „tysięczniku” na początku października w Szanghaju, gdy problemy zdrowotne uniemożliwiły mu dokończenie pojedynku z Tallonem Greikspoorem. Od tamtej pory odnosił sukcesy w Paryżu, Indian Wells, Miami, Monte Carlo i ostatnio w Madrycie, tracąc podczas wszystkich rozegranych potyczek zaledwie dwa sety.
Reprezentant Italii jest również bliski pobicia rekordu Dźokovicia w liczbie zwycięskich meczów z rzędu w zawodach Masters 1000. Aktualnie wynosi on 31 spotkań i został ustanowiony przez Serba w 2011 roku. Włoch ma na ten moment 28 wygranych pojedynków, więc by zostać numerem jeden pod tym względem, musi dotrzeć w turnieju w Rzymie co najmniej do półfinału.
W zmaganiach przed własną publicznością będzie mógł w jeszcze inny sposób przejść do historii tenisa. Triumfując na kortach Foro Italico może skompletować tytuły we wszystkich imprezach Masters 1000. Byłby zaledwie drugim takim zawodnikiem po Dźokoviciu, ale osiągnąłby to będąc od niego siedem lat młodszym.
Sinner po madryckim finale z Alexandrem Zverevem opowiadał o swoich niezwykłych osiągnięciach, podejściu do nich oraz wysiłku, który musi włożyć, aby były możliwe. – Oczywiście te liczby znaczą bardzo wiele, są imponujące, ale za nimi kryje się ogromna dyscyplina i mnóstwo wyrzeczeń. Bardzo się cieszę, że ciągle wierzyłem w siebie. Codziennie pojawiam się na treningu, starając się wykonać właściwą pracę z odpowiednią dyscypliną. Żeby to robić, trzeba mieć za sobą odpowiedni zespół i ja taki posiadam. Jestem bardzo zadowolony z siebie, ale także z niego. To bardzo wiele znaczy dla nas wszystkich.
– Zawsze mówiłem, że nie mogę porównywać się z Rafą, Rogerem czy Novakiem. To, czego dokonali, jest czymś niesamowitym. Nie gram dla rekordów, ani w ogóle nie gram z myślą o rekordach. Gram dla siebie, dla mojego zespołu, bo oni wiedzą, co za tym wszystkim stoi. Gram też dla mojej rodziny, bo mimo sukcesów, które odniosłem, oni nigdy nie zmienili swojego podejścia do mnie – oznajmił.
Włoski tenisista podkreślił także różnorodność okoliczności, w jakich rywalizuje oraz poświęcił kilka słów pojawiającym się nowym konkurentom. – Warunki cały czas są inne. Paryż jest halowy. Potem jedzie się do Indian Wells, gdzie piłka odbija się bardzo wysoko. Miami jest z kolei szybsze. Później zmieniamy nawierzchnię i lecimy do Monte Carlo, w którym jest trochę wolniej. Następnie trafiamy do Madrytu, gdzie gra się na dużej wysokości i jeśli dobrze serwujesz, możesz zrobić naprawdę dużo.
– Jest wielu świetnych zawodników. Takich których znamy, ale też tych, którzy dopiero wkraczają do czołówki. Rafaela Jodara sześć miesięcy temu nikt nie widział w walce o trofea, a teraz jest już tutaj, obok znanych nazwisk. Może za kilka miesięcy pojawi się kolejny nowy zawodnik. Alexander Blockx dotarł właśnie do półfinału, czym wyszedł z cienia – powiedział.