Iga Świątek o odwróceniu meczu z Collins oraz o muzyce na korcie

/ Łukasz Duraj , źródło: https://www.ausopen.com, własne , foto: AFP

Iga Świątek awansowała do trzeciej rundy Australian Open. W meczu z Danielle Collins Polka była w dużych tarapatach, ale zdołała odwrócić przebieg spotkania i zwyciężyć. Nasza reprezentantka wzięła już udział w tradycyjnej konferencji prasowej i miała dziennikarzom sporo do opowiedzenia.

Mecz z Danielle Collins można było nazwać rewanżem za potyczkę obu pań z Australian Open 2022. W półfinale tamtego turnieju górą była Amerykanka, ale tym razem to Iga schodziła z kortu jako zwyciężczyni. Droga do tego sukcesu była jednak długa, a Polka omówiła ją następująco:

– Miałam w głowie wiele myśli i nie czułam, że kontroluję to starcie. Jednocześnie chciałam walczyć do końca, bo wiedziałam, że trudno utrzymać taki poziom, jaki Danielle pokazała w drugim i na początku trzeciego seta. Musiałam być zatem gotowa na szanse, które się pojawią. Ona grała bardzo agresywnie w wielu wymianach i ja też chciałam prezentować się podobnie, ale w drugiej partii jakość jej gry była po prostu wyższa. Cieszę się, że pozostałam solidna i nie straciłam wiary w końcowy sukces.

Kolejne pytanie dotyczyło tego, jakie pozytywy i lekcje na przyszłość niósł ze sobą tak trudny mecz:

– Zawsze staram się poprawiać, ale nie wiem na ile naprawdę można coś zmienić, mając do dyspozycji godzinę treningu, która mnie jutro czeka. W tym spotkaniu chodziło o zmianę momentum. W drugim secie ona była po prostu bardzo dobra i powiedziałabym to samo, nawet gdybym przegrała. Nowy mecz to nowy początek. Będę walczyć bez względu na wszystko.

Iga została również zapytana o muzykę, której słuchała między gemami:

– Tym razem słuchałam The Rolling Stones. Zwykle nie zmieniam piosenki podczas meczu, bo jestem zbyt skupiona. Muzyka dodaje mi energii i pomaga jeszcze lepiej się skoncentrować. Podczas przerw DJ włącza za każdym razem inny utwór, a to rozprasza mój mózg. Nie powiem jednak, która to była piosenka, bo znowu ktoś wybierze ją na nieoficjalny hymn turnieju (śmiech). Po tym, jak zdradziłam, czego słuchałam na Roland Garros, ta piosenka była wszędzie i nie chciałam już jej słuchać, więc tym razem nic nie powiem.

Kolejny z dziennikarzy zwrócił uwagę na to, jak Świątek pokonała swoje problemy z forhendem, znacznie podnosząc jakość tego uderzenia w końcowym fragmencie spotkania:

– Starałam się wykonywać właściwe ruchy i dbać o to, by moja ręka pozostała szybka. Czasem wyszło, a innym razem nie trafiałam. Wiem, że wciąż mogę poprawić to uderzenie i dotyczy to także innych zagrań. Trudno powiedzieć, dlaczego nastąpiła zmiana i forhend zaczął działać. Składa się na to wiele czynników. Być może ona zaczęła grać nieco wolniej. Czasami momentum po prostu się zmienia. W drugim secie byłam nieco sfrustrowana, a to nie pomaga. W decydującej partii moje skupienie znów było właściwe.

Następne pytanie było związane z powrotem Igi w trzecim secie. Polka opowiedziała o tym, co kłębi się w głowie w takiej sytuacji:

– Przy wyniku 1:4 raczej się nie okłamujesz i zdajesz sobie sprawę ze swojego położenia. Można jednak zrobić tylko jedno – próbować dalej. To, że przegrywasz wysoko, może też pomóc się zrelaksować i nieco rozluźnić, bo nie ma już niczego do stracenia. Czasem ta strategia działa, ale nie zmienia to głównego założenia. Po prostu wciąż się starałam i zaakceptowałam to, że nachodzą mnie nie tylko pozytywne myśli. W każdej wymianie dążę do tej samej, wysokiej intensywności. Rywalka grała bardzo szybko, czasem zdawało się, że zamyka oczy i po prostu trafia w linię. Wtedy niewiele można zrobić, ale byłam pewna, że będzie jej ciężko utrzymać ten poziom do końca rywalizacji – podsumowała raszynianka.

W kolejnej rundzie Australian Open Iga Świątek zagra z Czeszką Lindą Noskovą.