Korespondencja z Wimbledonu. Słaba pociecha

/ Artur Rolak , źródło: własne, foto: AFP

Kiedy rozmowa schodzi z Carlosa Alcaraza i Novaka Dźokovicia na turniej kobiecy, od razu pada pytanie, czy ósmy Wimbledon z rzędu będzie miał ósmą różną zwyciężczynię. Odpowiedź mogła paść już dzisiaj, ale zawisła w powietrzu.

Jedyną byłą zwyciężczynią The Championships, która przetrwała pierwszą rundę, jest Jelena Rybakina. Mistrzyni z 2022 roku – tego, w którym nie mogły wziąć udziału tenisistki z Rosji i Białorusi, i za który WTA nie przyznało punktów rankingowych – do tej pory nie napotkała na poważniejsze problemy. Set stracony na rzecz Laury Siegemund wygląda jedynie na wypadek przy pracy. Pierwszy prawdziwy test Rybakina miała zaliczyć dzisiaj.

Trawa dla Eliny Switoliny nie jest lądem nieznanym. Początki bywały wprawdzie trudne, ale po przeprowadzce do Londynu Ukrainka czuje się tu prawie jak w domu. W zeszłym roku, kilka miesięcy po urodzeniu dziecka, dotarła przecież aż do półfinału, po drodze eliminując Igę Świątek.

W meczu czwartej rundy wystąpiła z czarną kokardką na białym stroju. To była reakcja na kolejny akt barbarzyństwa kremlowskich kanalii, które wydały rozkaz zbombardowania szpitala dziecięcego w Kijowie. Świat z tymi zbrodniami powoli się oswaja i takie symbole już mało kogo wzruszają. Poza Londynem. Nad siedzibą władz Wandsworth, gminy sąsiadującej z Wimbledonem, od początku wojny – obok Union Jacka – wciąż dumnie powiewa niebiesko-żółta.

Rybakina jak ognia unika wypowiedzi na tematy rosyjsko-ukraińskie. Może się schować za paszportem Kazachstanu i skupić na robocie na korcie. Dziś Switolina szybko zrozumiała, że może pozostawić po sobie jedynie dobre wrażenie, bo nie ma takiej siły, aby rywalka przepuściła ją do drugiego półfinału z rzędu, a trzeciego w ogóle.

Jeśli można wróżyć z poprzednich porażek, to chyba i tym razem – jak w 2013 z Marion Bartoli, 2019 z Simoną Halep i 2023 z Marketą Vondrouszovą – Switolina przegrała z przyszłą zwyciężczynią The Championships. Słaba pociecha, ale zawsze…