Anastazja Szoszyna: Chciałabym reprezentować Polskę. Czekam na obywatelstwo

, foto: LOTOS PZT Polish Tour, Kozerki Open,

Anastazja Szoszyna z ostatnich halowych mistrzostw Polski przywiozła dwa złote medale. Łącznie, jeśli weźmiemy pod uwagę również czempionaty w niższych kategoriach wiekowych, ma ich kilkadziesiąt. To był jednak tylko punkt wyjścia w naszej rozmowie. Później poruszyliśmy tematy ksenofobii, zmiany obywatelstwa czy panującej pandemii koronawirusa. Na koniec musiało paść klasyczne pytanie: mecz Polska – Ukraina, komu wtedy kibicujesz? Odpowiedź wcale nie była już jednak klasyczna ani wymijająca. 

***

Szymon Adamski: Liczysz medale przywiezione z mistrzostw Polski?

Anastazja Szoszyna: Nie. Każdy turniej jest ważny, a o poprzednich wynikach po prostu się zapomina. Liczy się  ten turniej, który w danej chwili się odbywa.

– Tylko w hali zdobyłaś osiem złotych medali. Nie myślałaś o tym, żeby odpuścić kolejny występ, skoro już tyle razy udowadniałaś, że jesteś najlepsza.

– Mogę się tylko z tego cieszyć. Z takim celem przyjeżdżam na turnieje, więc jestem szczęśliwa, jeśli je wygrywam. Dla mnie mistrzostwa w Bydgoszczy były pierwszym turniejem po okresie przygotowawczym. Chciałam się rozegrać, zagrać przy okazji kilka sparingów. Trzeba też pamiętać, że to nie jest pierwszy lepszy turniej, tylko jednak mistrzostwa Polski – wyniki z takich zawodów są dla mnie cenne. Lubię w nich występować.

– Przez jakiś czas twoją zmorą była w nich Magdalena Fręch.

– Jesteśmy z tego samego rocznika, więc nie raz ze sobą grałyśmy. Fajnie, kiedy jest taka rywalizacja, bo wtedy rośnie poziom. Patrząc na drabinkę z ostatnich mistrzostw, można uznać, że za łatwo przyszło mi zwycięstwo.

– Zdarzało się, że w całych mistrzostwach traciłaś 11 gemów.

– Pamiętam te mistrzostwa – w Opolu, do 18 lat. Prawie ze wszystkimi wygrywałam rowerami. Były takie czasy. To też jest sztuka, bo takie mecze mogą przytrafić się również na zawodach ITF. Słabsza przeciwniczka z drugiej strony i trzeba umieć skoncentrować się i zmusić do jak najlepszej gry.

– Wykroczmy poza granice Polski. Startowałaś kiedyś w mistrzostwach Ukrainy?

Tak, ale to już było dawno temu. Miałam wtedy 13 lat. Rok później przeprowadziłam się do Polski. Teraz teoretycznie też mogłabym wystąpić w mistrzostwach, bo wciąż jestem obywatelką Ukrainy, ale to w Polsce czuję się jak w domu. Od 14 roku życia mieszkam tutaj na co dzień.

(Anastazja Szoszyna zdobyła kilkadziesiąt medali mistrzostw Polski. Kiedyś startowała też w mistrzostwach Ukrainy; fot: Sandra Kalinowska).

– Spotkały cię kiedyś nieprzyjemności w związku z tym, że jesteś z Ukrainy? Nawiązuje tutaj do historii z zeszłego roku, kiedy podczas jednego z turniejów do lat 14 ofiarą ksenofobicznego ataku była Mołdawianka Anastazja Bozowa.

– Mnie nic takiego nie spotkało. Wydaje mi się, że jestem dobrze odbierana i traktowana jak swoja. Zresztą byłam chyba pierwszą zawodniczką, która przeprowadziła się z innego kraju i występowała w polskich turniejach. Nie przypominam sobie zawodniczek z Ukrainy czy Rosji. Dopiero teraz się zaczęły pojawiać. O sytuacji z Bozową słyszałam , bo na tych mistrzostwach grała też moja siostra. Do zamieszania doszło pomiędzy Bozową i ojcem Malwiny Rowińskiej, a partnerką deblową mojej siostry była właśnie Rowińska.

– I on wykrzykiwał, że Polska dla Polaków?

– Tak, to dziwne. Na pewno przykra sytuacja, która nie powinna mieć miejsca.

– Jakie jest twoje podejście do tego, co dzieje się obecnie w świecie sportu? Mam na myśli problemy związane z koronawirusem.

– Źle się dzieje. Mamy teraz ciężki okres. Musimy się wspierać nawzajem i być dobrej myśli. Mam nadzieję, że wkrótce zakończy się ta pandemia i uda nam się wyjść z niej z jak najmniejszymi stratami.

– Dostałaś jakieś maile od Międzynarodowej Federacji Tenisowej?

– Otrzymaliśmy informację, że zostają odwołane wszystkie turnieje (ITF,WTA,ATP) wstępnie do 20 kwietnia.

– Jak oceniasz tę decyzję i jakie masz plany na ten czas? 

 – Uważam, że decyzja jest oczywiście słuszna, patrząc na cała sytuację związaną z pandemią. Trzeba poczekać zanim ustabilizuje się sytuacja z wirusem . Niestety w tenisa grać już nie możemy ze względu, że hale są zamknięte, ale fizyczną formę trzeba i można podtrzymywać. Będę ćwiczyć w domu albo na dworze, jeśli będzie można. Musimy to przetrwać.

– Trudno przewidzieć co przed nami, więc porozmawiajmy o twoich ostatnich występach. Z Egiptu wróciłaś w dobrym humorze?

– Tak, chociaż chciałabym oczywiście, żeby lepiej mi się powiodło w singlu. Cieszę się natomiast z dobrych wyników w deblu. Nigdy nie uważałam się za deblistkę. Z Paulą Kanią zagrałyśmy tylko jeden trening w Warszawie przed wyjazdem, a w Egipcie awansowałyśmy do finału w turnieju ITF 60  i półfinału w turnieju ITF 100. Dobrze czułyśmy się razem na korcie.

– Kto wyszedł z inicjatywą?

Paula zapytała mnie, czy razem zagramy i bardzo chętnie się zgodziłam. Okazało się, że charakterami pasujemy do siebie. Walczyłyśmy do końca, broniłyśmy piłek meczowych, sporo rozegranych super tie-breaków – dużo się działo. Po wszystkim rozmawiałyśmy ze sobą i ustaliłyśmy, że jeszcze nie raz wspólnie zagramy.

(Anastazja Szoszyna zajmuje aktualnie 430. miejsce w rankingu WTA. Celuje jednak znacznie wyżej i myśli o występach w turniejach wielkoszlemowych; fot. Warsaw Sports Group).

– Tym razem lepiej spisałaś się w deblu, ale rozumiem, że to singiel wciąż pozostaje ważniejszy.

– Singiel to priorytet. W pierwszym turnieju w Egipcie poszło mi gorzej, bo nie zdążyłam się jeszcze przestawić na grę na otwartym korcie. W drugim poszło mi lepiej, pokonałam dobrą Włoszkę w walce o awans do turnieju głównego, ale nie miałam szczęścia w losowaniu. Trafiłam na Alionę Bolsovą Zadoinov, która zajmuje miejsce w okolicach pierwszej setki, a w tym turnieju dotarła do finału. Mogłam wylosować lepiej, ale trudno, takie życie. Z drugiej strony można pomyśleć, że gdybym ją pokonała, to sama mogłabym zagrać w finale.

– Niedawno grałaś też z Oceane Dodin. Zdarza się, że rywalizujesz z naprawdę mocnymi tenisistkami o znanych nazwiskach.

– Tak, dobry mecz z nią zagrałam. To fajne doświadczenia. Tak jak powiedziałam, często nie mam szczęścia w losowaniu. Grałam też z Aną Bogdan, która później wygrała cały turniej w Dubaju. To były mecze na styku, w których nawet prowadziłam. Mam nadzieję, że doświadczenia nazbierałam już tyle, że w końcu zacznie się to obracać w moje zwycięstwa.

– To dobre prognostyki na przyszłość.

– Trzeba być dobrej myśli. Mam nadzieję, że przyjdzie czas sukcesów.

– Tylko przyglądaj się losowaniom, żeby wszystko odbywało się sprawiedliwe.

– Nie no, tak naprawdę losowania nie mają nic do rzeczy. Trzeba przede wszystkim dobrze grać. Jak jesteś dobry, to będziesz zwyciężać.

– Jakie cele stawiasz sobie na ten sezon?

– Mam nadzieję, że będziemy mogły w ogóle grać. Myślę o występach w Wielkich Szlemach, żeby móc się dostawać do kwalifikacji. Później na bieżąco będę wymyślać kolejne cele. Step by step.

– Którędy prowadzi droga do ich realizacji? Ostatnio występowałaś w dużych turniejach: dwa razy ITF 100 i raz ITF 60.

Uważam, że nie najgorzej mi idzie na tych większych turniejach. Zupełnie inne punkty do zdobycia, a tak naprawdę takie same obsady są w turniejach ITF 25, co w ITF 100. Jeśli przypatrzeć się rankingom i nazwiskom, nie ma żadnej różnicy. To są pozory, że jeden turniej jest większy, a drugi mniejszy. Dlatego próbuje swoich sił w ITF 60 i 100. Do lipca nie bronię żadnych punktów, zobaczymy jak będzie.

(Anastazja Szoszyna wygrała 5 zawodowych turniejów w singlu i 10 w deblu. Ostatni tytuł zdobyła wspólnie z Anną Hertel w Kozerkach; fot. Kozerki Open).

– Jak wygląda tenis na Ukrainie? Anna Poznichirenko, również trenująca w Polsce, żaliła się kiedyś, że związek przypomina sobie o zawodnikach tylko przy wysyłaniu powołań do reprezentacji, natomiast na co dzień w ogóle ich nie obchodzi los zawodników. Podzielasz jej zdanie?

– Nie mogę się wypowiadać na ten temat. Nie mam żadnej styczności z ukraińskim związkiem, nie przebywam tam, nie mam żadnego kontaktu. Sama zdecydowałam się opuścić kraj, bo wyjechałam trenować do akademii w Puszczykowie, gdzie spędziłam sześć lat. Otrzymałam dobre warunki i jestem wdzięczna za ten czas. Później życie potoczyło się tak, że przeprowadziłam się do Warszawy.

– Nie żałujesz żadnej z tych decyzji o przeprowadzkach?

– Nie, obie były słuszne. Ale generalnie nie lubię myśleć, o tym co było i gdybać. Jest, jak jest.

– Twoja młodsza siostra też gra w tenisa. Nie namawiałaś jej na przeprowadzkę do Polski?

Siostra mieszka z rodzicami i trenuje na Ukrainie. Na razie gra w turniejach Tennis Europe. To też jest inaczej, jak trenujesz w wieku 14 lat, a w tym wieku jest teraz moja siostra. Na pewno nie zamierzam jej do niczego namawiać. Niech sama z rodzicami zadecyduje. Ja w jej wieku byłam już w Polsce.

– Krążą legendy, że to młodsi z rodzeństwa są zdolniejsi. Co ty na to?

– Trudne pytanie. Niektórzy rzeczywiście tak mówią. To się dopiero okażę. Chciałabym, żeby moje wyniki pomogły jej zmotywować się do pracy. Skupiam się na sobie, a to na pewno pozytywnie na nią wpłynie, jeśli zobaczy, że osiągam dobre wyniki.

– Kto w takim razie namówił siostrę na tenis? Ty nie maczałaś w tym palców?

– Ja nie. Nasi rodzice grali też w tenisa, więc to było z góry wiadomo, że my też będziemy grać (śmiech). Tu nie było innej opcji. Chociaż siostra od szóstego roku życia jeździła na łyżwach, to w końcu postawiła na tenis.

– Ty też masz za sobą przeszłość łyżwiarską?

– Nie, nie. Miałam co prawda zajęcia z innych dyscyplin sportu, ale uczestniczyłam w nich z myślą o tenisie. Gimnastyka, akrobatyka, pływanie… – chodziło o to, żeby być jak najsprawniejszą na korcie.

Teraz to procentuje?

– Oczywiście, jestem bardzo sprawna fizycznie. Potrafię zrobić wiele rzeczy i odnajduje się w każdym sporcie.

– Jakie pytanie najczęściej słyszysz od kibiców?

– O obywatelstwo.

– No właśnie. To jak to jest?

Ja już zrobiłam co trzeba. Złożyłam papiery i czekam na nie od maja ubiegłego roku. Trochę czasu już minęło. Chciałabym reprezentować Polskę. Tutaj czuję się jak w domu i chciałabym grać dla tego kraju. Próbuję przyspieszyć procedurę, ale nie jest to łatwe. Non stop coś w kraju się dzieje i niestety trzeba czekać. Prezydent nie ma określonego okresu, w którym musi wydać decyzję. Były pisma z prośbą o przyspieszone rozpatrzenie, ale na razie nic nie dały.

– Ty wysyłałaś?

– I ja, i związek.

– Prezydent wiele rzeczy podpisuje, ale tego akurat nie chce.

– Pewnie tak. Czytałam, ale już nie pamiętam, co podpisał ostatnio.

– Coś na peronie.

Tak, widziałam memy (śmiech). Może tam się muszę przejść z wnioskiem o obywatelstwo. W każdym razie podjęłam tę decyzję o zmianie obywatelstwa w zeszłym roku i teraz już tylko czekam.

– Trudna decyzja?

– Na pewno. Mam coś w rodzaju sentymentu do Ukrainy, bo przecież tam mieszka cała moja rodzina. W Polsce jestem kompletnie sama. Ale tak już postanowiłam. Rodzice powiedzieli mi, że to moja decyzja i zależy od tego, z którym państwem wiążę swoją przyszłość. Dobrze czuję się w Polsce. Gdyby było inaczej, już by mnie tutaj nie było (śmiech).

– Często się jednak przeprowadzałaś.

– Jak to?

– Najpierw z Charkowa do Puszczykowa, później z Puszczykowa do Warszawy.

– To dużo?! Według mnie właśnie mało. Niektóre zawodniczki cały czas zmieniają miejsce trenowania. Uważam, że w moim przypadku jest właśnie na odwrót. W Puszczykowie byłam sześć lat, tutaj już jestem ponad dwa lata. Dobrze się czuje, wyniki idą w dobrą stronę, polepszam ranking. Wcześniej miałam drobne problemy czy to ze skręconą kostką, czy to z nadgarstkiem, a teraz zdrowie jest, więc powinno być jeszcze lepiej.

– Wyobraź sobie, że dochodzi do meczu Polska – Ukraina. Komu kibicujesz?

– Skoro zdecydowałam się na polskie obywatelstwo, to Polsce.

 

Rozmawiał Szymon Adamski.