Berliński comeback musi poczekać

, foto: AFP

W związku z pandemią koronawirusa na całym świecie zawieszono cykle kobiecego i męskiego tenisa na każdym szczeblu rozgrywkowym. Niewątpliwie najgłośniejszym echem odbiła się decyzja o odwołaniu tegorocznej edycji najbardziej prestiżowego turnieju na świecie – Wimbledonu. Na długiej liście imprez tenisowych, których nie uda się rozegrać (w ustalonym terminie bądź wcale) znajduje się także wracający do kalendarza WTA jeden z najstarszych turniejów kobiecych na Starym Kontynencie – otwarte mistrzostwa Niemiec w Berlinie.

Tegoroczna odsłona berlińskiego turnieju zapowiadała się w sposób szczególny z co najmniej kilku powodów. Niegdyś jedna z głównych imprez podprowadzających pod paryską lewę Wielkiego Szlema ponownie znalazła zaszczytne miejsce w kalendarzu WTA – zawody w stolicy Niemiec miały się odbyć na 2 tygodnie przed rozpoczęciem Wimbledonu (tj. w dniach 13-21 czerwca). Bett1open 2020 uzyskał prestiżowy status turnieju rangi WTA Premier, a spotkania tenisowe po raz pierwszy w historii miały być tu rozgrywane na nawierzchni trawiastej. Swój udział w imprezie zapowiedziały najlepsze w ostatnich latach reprezentantki gospodarzy – półfinalistka Wimbledonu 2018 Julia Görges oraz mistrzyni londyńskiego turnieju z tego samego roku Angelique Kerber. Niedługo po zakończeniu Australian Open do listy zawodniczek dopisano również dwie amerykańskie gwiazdy młodego pokolenia – sensacyjną zwyciężczynię z Melbourne Sofię Kenin oraz wielką nadzieję tenisowego świata Cori Gauff.

O wyjątkowości berlińskiego turnieju świadczy również fakt, iż w jego organizację zaangażowały się osobistości powszechnie znane w kraju naszych zachodnich sąsiadów. Imprezę swoim patronatem objęła sama kanclerz Angela Merkel. Rolę ambasadora przyznano byłemu wicekanclerzowi Sigmarowi Gabrielowi, a dyrektorem turnieju została Barbara Rittner, szefowa kobiecego tenisa w Niemieckiej Federacji Tenisowej (DTB). Kapitan krajowej drużyny Pucharu Federacji nie kryła entuzjazmu podczas jednej z konferencji prasowych w związku z „fantastycznym powrotem turnieju w Berlinie, z którym ma tak wiele wspaniałych wspomnień motywujących ją do powierzonych zadań”. Zgodnie z zaleceniami WTA 1 kwietnia ogłoszono jednak odwołanie imprezy z powodu zagrożenia zdrowia publicznego związanego z pandemią koronawirusa.

Od Thomsen aż po Safinę

Otwarte mistrzostwa Niemiec to jeden z najstarszych turniejów tenisowych kobiet w Europie. Pierwsza edycja imprezy odbyła się jeszcze w XIX wieku (w 1896 roku), a jej zwyciężczynią została reprezentantka gospodarzy Maren Thomsen. Co ciekawe, pierwotnie przez blisko 80 lat zawody tenisowe pod szyldem German Open rozgrywano w innej niemieckiej aglomeracji, Hamburgu. Wygrywały tam takie tuzy jak Australijka Margaret Smith czy Amerykanka Billie Jean King.

W latach 70. w związku z rozkwitem amerykańskiej ligi World Team Tennis słabiej dofinansowane turnieje europejskie straciły na popularności, a część z nich znalazła się nawet na skraju upadku. W obliczu tej sytuacji utrzymano w Hamburgu jedynie turniej mężczyzn, a rozgrywki kobiece przeniesiono do stolicy Niemiec (w 1979 roku). Tam też odbywały się niemal nieprzerwanie aż do 2008 roku. Na miejsce rywalizacji czołowych tenisistek świata wybrano znajdujący się w zachodniej części miasta Lawn Tennis Turnier Club „Rot-Weiß“. Kort centralny kompleksu położonego nad jeziorem Hundekehlesee nazwano imieniem najbardziej utytułowanej niemieckiej tenisistki Steffi Graff, która triumfowała w Berlinie aż dziewięciokrotnie (rekordowa liczba zwycięstw). Na liście mistrzyń turnieju widnieją nazwiska wybitnych specjalistek gry na kortach ziemnych, takich jak Hiszpanka Arantxa Sánchez Vicario, Belgijka Justine Henin czy Francuzka Amelie Mauresmo. Ostatnia edycja turnieju German Open rozgrywana na nawierzchni ceglanej zakończyła się zwycięstwem późniejszej liderki rankingu WTA Rosjanki Dinary Safiny.

(Photo by CARL DE SOUZA / AFP)

Bett1open 2021?

Organizatorzy imprezy poinformowali w oficjalnym komunikacie o możliwym przesunięciu rozgrywek na późniejszy termin w tym roku, o ile pozwoli na to sytuacja epidemiologiczna. Najbardziej prawdopodobny wydaje się jednak scenariusz, w którym zawody odbędą się dopiero w przyszłym roku. Niemieccy fani tenisa z pewnością liczą na powtórkę tak wspaniałych pojedynków jak ten rozegrany pomiędzy Nadieżdą Pietrową i Justine Henin-Hardenne – pamiętny mecz finałowy stojący na wybitnym poziomie sportowym i uznany za jedno z najlepszych spotkań kobiecych w 2006 roku.

Jak ujął to dyrektor zarządzający turnieju pozostaje nadzieja, że „nawet jeśli potrwa to nieco dłużej, światowej klasy tenis kobiecy wróci do Berlina na długie lata”. Tymczasem pozostaje uzbroić się w cierpliwość i oczekiwać dalszych informacji od organizatorów co do faktycznego terminu imprezy.

Kamil Kłos