Chwalińska: Zawsze będę związana z tenisem

Maciej Mikołajczyk , foto: Antoni Cichy/Tenisklub.pl

Maciej Mikołajczyk

Rozmowa z czołową polską juniorką Mają Chwalińską, która w tym roku triumfowała w rozgrywkach Fed Cup Junior.

Maciej Mikołajczyk: Czemu postawiłaś właśnie na tenis, a nie na przykład na popularną w Polsce siatkówkę?
Majka Chwalińska: W tenisie bardzo podoba mi się odpowiedzialność za swój los na korcie. Jest to sport bardzo indywidualny, a oprócz tego gra w tenisa po prostu sprawia mi ogromną radość.

Z którym tenisistą najchętniej zagrałabyś w mikście i dlaczego akurat z nim?
– Marzę o tym, aby zagrać z Rogerem Federerem, ponieważ od dawna jest moim idolem. Cenię go za to jakim jest tenisistą i jak zachowuje się poza kortem. Oprócz tego kocham jego grę, więc zdecydowanie wybrałabym Szwajcara.

Pamiętasz swoje pierwsze kroki na korcie?
– Oczywiście. W Dąbrowie Górniczej powstała sekcja tenisowa i razem z mamą poszłyśmy tam dla zabawy. Dostałam się do najlepszej „50”, później „10”, aż w końcu zostałam sama.

Jak podsumujesz kończący się powoli 2016 rok?
– Sezon letni był dla mnie udany. Zadebiutowałam w rankingu WTA jako najmłodsza zawodniczka, mocno polepszyłam ranking juniorski, ale najbardziej cieszy mnie progres w grze i to jest najważniejsze.

Oglądasz czasem tenis przed ekranem telewizora? Który z graczy ATP i WTA robi na tobie największe wrażenie?
– Jeżeli mam wolną chwilę, a nie mam ich za wiele, to najbardziej lubię oglądać tenis w wykonaniu Federera, a wśród kobiet najmocniej kibicuję Karolinie Woźniackiej i oczywiście Agnieszce Radwańskiej.

Masz swoją ulubioną nawierzchnię? Hard, clay, a może trawa?
– Nie grałam dotychczas na trawie – w przyszlym roku będzie mój pierwszy raz. Jeżeli mam wybierać hard, czy mączkę, zdecydowanie wybieram korty twarde.

Jakie cele stawiasz sobie na przyszłoroczny sezon?
– Duży awans w rankingu WTA, czołówka juniorska i oczywiście progres w grze.

Nie mogłem nie zapytać o twój występ w Fed Cupie juniorów. Wielkie gratulacje! Jak wspominasz półfinałowy mecz z Rosjankami? Dołożyłaś do tego triumfu wielką cegłę.
– Dziękuję! Z Rosjankami zawsze jest bardzo ciężko, bo są niesamowicie waleczne, a poza tym to czołówka rankingu ITF. W swoim singlowym meczu miałam dwie piłki od wygranej przeciwko tegorocznej zwyciężczyni juniorskiego Wimbledonu, więc lekki niedosyt pozostał, ale w deblu razem z Igą zagrałyśmy świetne spotkanie i dobrze się uzupełniałyśmy – Iga z tyłu, ja przy siatce i to dało nam wygraną.

Po zwycięskim półfinale, przyszedł mecz o tytuł z niemniej utytułowanymi Amerykankami.
– Zawsze będę to mile wspominać. Były niesamowite emocje, szczególnie na decydującym deblu, ale ponownie zagrałyśmy dobry mecz i wygrałyśmy cały turniej, co do tej pory udało się tylko raz – Agnieszce i Uli jedenaście lat temu, co daje też dużą motywację do jeszcze cięższej pracy. Najlepszym momentem była jednak dekoracja i hymn Polski.

Gdybyś nie została tenisistką, to co robiłabyś w swoim życiu?
– Zawsze będę już związana z tenisem. Jeśli nie wyszłoby mi jako zawodniczka, to mogłabym być trenerką.

I na koniec – jak wygląda typowy dzień Majki Chwalińskiej?
– Zazwyczaj idę do szkoły na kilka lekcji – od razu po szkole mam trening ogólnorozwojowy, potem tenis i oczywiście jakaś regeneracja, a po niej odrabianie lekcji. Co do diety, to nie stosuję żadnej specjalnej, choć staram się odżywiać zdrowo i nie jeść żadnych słodyczy ani fast foodów.