Co z tą Rosją?

Dominika Opala, foto: AFP / East News i Adam Nurkiewicz / Mediasport

Dominika Opala

Poważny kryzys czy tylko chwilowy zastój? Na pewno rosyjski tenis przeżywa trudne chwile. W marcu Daria Kasatkina wypadła z czołowej „20” rankingu WTA i po raz pierwszy w bieżącym stuleciu Rosja nie ma swojej przedstawicielki notowanej tak wysoko.

Jeszcze nie tak dawno w drabinkach turniejowych pojawiało się kilkanaście tenisistek reprezentujących Rosję. Mało tego, one nie tylko się pojawiały, ale często solidnie zaznaczały swoją obecność i walczyły o najwyższe trofea. Nieprzerwanie od 1998 roku w Top 20 była przynajmniej jedna Rosjanka. Ta seria skończyła się po tym, jak Daria Kasatkina nie obroniła punktów za ubiegłoroczny finał w Indian Wells, czego skutkiem było wypadnięcie z czołowej „dwudziestki”. Jednak ranking to nie jedyny powód do zmartwień Rosyjskiej Federacji Tenisowej.

Era gwiazd

Rozkwit rosyjskiego tenisa kobiecego zapoczątkowała Anna Kurnikowa. W 1998 roku doszła do finału w Miami, po drodze pokonując między innymi Monikę Seles, Conchitę Martinez czy Lindsay Davenport. Przegrała tylko z Venus Williams, ale i tak był to ogromny sukces 17-letniej wówczas Rosjanki. Sukces, który pozwolił na debiut w Top 20 rankingu WTA.

I właśnie od tego momentu aż do marca 2019 roku Rosja zawsze miała swoją przedstawicielkę w tym elitarnym gronie. Zdarzało się nawet tak, że do Top 10 potrafiło wejść jednocześnie aż pięć Rosjanek! Kurnikowa była pionierką, potem przyszedł czas na resztę, a wśród nich Jelenę Diemientjewę, Anastazję Myskinę, Swietłanę Kuzniecową, Wierę Zwonariowę, Nadieżdę Pietrową, Dinarę Safinę i Marię Szarapową.

Kurnikowa zakończyła karierę przedwcześnie, bo już w wieku 22 lat. Kontuzja pleców nie pozwoliła jej na kontynuowanie rywalizacji. Jednak jej młodsze rodaczki szybko zaczęły pisać nowy rozdziału historii światowego tenisa. Tenisistki ze złotego pokolenia lat 80. zdobywały tytuły wielkoszlemowe (Szarapowa, Myskina, Kuzniecowa), i grały w finałach (Zwonariowa, Diemientjewa, Safina). Wszystkie wymienione przed chwilą, a także Pietrowa i Anna Czakwetadze osiągnęły przynajmniej Top 5 rankingu.

Nie można zapomnieć także o igrzyskach olimpijskich w Pekinie w 2008 roku, kiedy to Rosjanki nikogo innego nie wpuściły na podium singla. Złoto przypadło Diemientjewej, srebro Safinie, a brąz Zwonariowej. Osiągnięcia indywidualne przekładały się również na sukcesy drużynowe. Rosjanki triumfowały w Pucharze Federacji w latach 2004-05 i 2007-08.

(Od lewej: Dinara Safina, Jelena Diementiewa, Wiera Zwonariowa)

Chude lata

Problem polega na tym, że tenisistki z tego pokolenia zakończyły już kariery bądź częściej niż z przeciwniczkami walczą z kontuzjami. Myskina odłożyła rakietę w 2006 roku. Cztery lata później zdecydowała się na to Diemientjewa. I tak po kolei wykruszały się kolejne z nich, głównie przez urazy. Obecnie z tej starej gwardii zostały jeszcze Zwonariowa, Kuzniecowa i Szarapowa. Pierwsza z nich miała jednak długą przerwę – najpierw z powodu kontuzji, potem urodziła dziecko. Postanowiła wrócić, ale maksimum, jakie osiągnęła do tej pory, to okolice ósmej dziesiątki. Z kolei dwukrotna mistrzyni wielkoszlemowa z Petersburga dopiero co wróciła do rywalizacji po półrocznej przerwie.

Najbardziej utytułowana z rosyjskich tenisistek, Szarapowa, zagrała w tym sezonie w zaledwie trzech turniejach, z tego tylko jeden od początku do końca. Triumfatorka Wimbledonu 2004 zmaga się z kontuzją ramienia i coraz rzadziej pojawia się na światowych kortach. Ci, którzy mieli bądź mają nadzieję, że Szarapowa będzie jeszcze w stanie sięgnąć po szósty tytuł wielkoszlemowy, są w zdecydowanej mniejszości. Po powrocie na kort po dyskwalifikacji za doping wygrała tylko jeden turniej, a najlepszym rezultatem wielkoszlemowym od tego momentu był ćwierćfinał Roland Garros.

Wydawało się, że już zawsze tak będzie: jedna gwiazda zostanie zastąpiona przez następną, Rosjanki będą wygrywały Wielkie Szlemy, Puchar Federacji i występowały w kończacym sezon Turnieju Mistrzyń. Dziś niełatwo o taki optymizm. Trudno wyobrazić sobie sytuację, by dwie Rosjanki znalazły się w finale imprezy wielkoszlemowej, jak to miało miejsce w 2004 roku podczas Roland Garros i US Open. W tym samym sezonie w mistrzostwach WTA wystąpiło aż pięć reprezentantek tego kraju (na osiem uczestniczek w ogóle!). Teraz awans choćby jednej graniczy z cudem. Ostatnią Rosjanką, która wystąpiła w WTA Finals, była dwa i pół roku temu Kuzniecowa.

Słabo wypada także bilans rosyjskich osiągnięć w Wielkich Szlemach. Pięć lat temu Szarapowa wygrała Roland Garros, rok później była jeszcze w finale Australian Open i od tego czasu próżno szukać Rosjanek w ostatniej rundzie rywalizacji w najważniejszych turniejach. Na zwyciestwo „sbornej” w Pucharze Federacji kibice czekają już 11 lat. W tym roku drużyna prowadzona przez Igora Andriejewa przyjechała do Zielonej Góry na turniej Grupy I Strefy Euro-Afrykańskiej…

Oczekiwania kontra rzeczywistość

O drugiej fali rosyjskich tenisistek, które ujawniły się nieco później, było głośno, ale tylko przez chwilę. Maria Kirilenko i Jelena Wiesnina już nie grają, Jekaterina Makarowa walczy, by utrzymać się w pierwszej setce, ale najlepsze lata już za nią. Wszystkie te zawodniczki mogą pochwalić się większymi sukcesami deblowymi. W pojedynkę już tak dobrze im nie szło, głównie przez brak stabilności formy.

A skoro o stabilności mowa. Anastazja Pawluczenkowa miała wszystkie atuty ku temu, by zostać kolejną gwiazdą rosyjskiego tenisa. Oczekiwania wobec niej były poważne. Inne być nie mogą, skoro zostaje się juniorką numer 1 i wygrywa trzy szlemy w kategorii do lat 18. Pawluczenkowa ma na koncie wiele cennych wygranych, zdobyła 12 tytułów, a najwyżej w rankingu zajmowała 13. pozycję. Do przebicia się do elity zawsze brakowało równej formy i konsekwencji. Ta tenisistka skończy w lipcu dopiero 28 lat, więc to już chyba najwyższy czas, aby spełniła pokładane w niej nadzieje.

Lata mijają, a na horyzoncie nie widać Rosjanki, która zadomowiłaby się w światowej czołówce. W poszukiwaniu ratunku dla kondycji rosyjskiego tenisa wyłania się postać Darii Kasatkiny. Ona może być wyjątkiem. Może, ale nie musi. W poprzednim sezonie pokazała, że przed nią wielka przyszłość. Rok zakończyła jako 10. rakieta świata, natomiast w tym regularnie rozczarowuje. Jej wypadnięcie z pierwszej „20” dało ekspertom i kibicom powody to stawiania tez o kryzysie tenisa w Rosji. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że Kasatkina ma dopiero 22 lata, więc w jej przypadku obawy o przyszłość nie przybierają jeszcze na sile.

W Rosji nadal rodzą się talenty – Jekaterina Aleksandrowa, Anastazja Potapowa, Anna Blinkowa czy Sofia Żuk… Wszystkie odnosiły sukcesy jako juniorki, w późniejszej karierze krążą bądź krążyły w okolicach setnego miejsca. To nie spełnia jednak oczekiwań rosyjski kibiców. Młode tenisistki muszą znaleźć odpowiedź na pytanie, jak przenieść sukcesy z czasów juniorskich na osiągnięcia w profesjonalnym tourze. Przecież mają talent i atuty, by zwyciężać.

Światełko w tunelu

Wydaje się, że w męskim tenisie panuje zupełnie odmienna sytuacja. Co prawda w Top 100 jest zaledwie trzech Rosjan, jednak Karien Chaczanow, Daniił Miedwiediew i Andriej Rublow mają ochotę na to, by powtórzyć sukcesy Marata Safina czy Nikołaja Dawydienki. Dwóch pierwszych zadomowiło się już w Top 20, teraz dość mocno dobijają się do czołowej „10”. Kto wie, może teraz przyszedł czas, by to tenisiści przodowali na Wschodzie?

Porównując kondycję rosyjskiego tenisa z ostatnich dwóch dekad do tego, co jest teraz, to rzeczywiście można mówić o kryzysie. Nie jest to jednak posucha związana z ilością, a raczej z jakością. W czołowej „setce” rankingu jest aktualnie 12 Rosjanek. Inne nacje mogą pomarzyć o takiej liczbie zawodniczek. Poza Amerykankami oczywiście. Jednak żadna z tych reprezentantek Rosji nie odnosi sukcesów na miarę Szarapowej, Myskiny czy Kuzniecowej. Im dalej, tym bardziej niezrozumiałe są kariery tych młodych dziewczyn. Pojawia się więc pytanie: czy to tylko okres przejściowy czy kryzys ten będzie się pogłębiał?