Czasami styl nie jest ważny

Anna Niemiec , foto: AFP

Anna Niemiec

Agnieszka Radwańska pokonała w niedzielę Venus Williams. Dzięki temu zdobyła 14 tytuł w karierze i pierwszy w tym sezonie. Polka przy okazji odzyskała pewność siebie i wyrównała kilka starych rachunków.

Dla polskiej tenisistki triumf w Rogers Cup był największym zwycięstwem turniejowym od czasu triumfu w Miami w 2012 roku. Wymierne korzyści to 900 punktów do rankingu i czek na ponad 400 tys. dolarów. Jednak to nie wszystko. Starsza z sióstr Radwańskich tym zwycięstwem udowodniła niedowiarkom i przede wszystkim sobie, że spadek formy był chwilowym zjawiskiem. Nasza najlepsza tenisistka nadal jest zdolna do zwycięstw w turniejach wysokiej rangi, w których udział bierze cała światowa czołówka.

W Montrealu prawie każdy pojedynek z udziałem krakowianki miał dodatkowy podtekst. W trzeciej rundzie Radwańska wykorzystała okazję do rewanżu z Sabine Lisicki za ubiegłoroczny półfinał Wimbledonu. W kolejnym meczu piąta rakieta świata zmierzyła się z Viktorią Azarenką. Ostatni pojedynek pomiędzy tymi zawodniczkami wygrała nasza reprezentantka, ale polsko-białoruskie spotkania już chyba nigdy nie będą miały letniej temperatury. W najlepszej czwórce Rogers Cup Polkę czekało niezwykle trudne zadanie. Po drugiej stronie siatki Jekatarina Makarowa, która pokonała Radwańską w dwóch ostatnich meczach. Szczególnie bolesna była porażka w tegorocznym Wimbledonie. Krakowianka w tamtym spotkaniu nie miała zbyt wiele do powiedzenia. Mecz w Kanadzie zupełnie nie przypominał tego w Londynie. To spotkanie od początku było bardzo zacięte, a turniejowa trójka po najlepszym występie w imprezie pokonała rywalkę 7:6 7:6. W finale Radwańska została „nagrodzona” trochę łatwiejszym spotkaniem przeciwko Venus Williams.

Agnieszka Radwańska w Montrealu rozegrała kilka naprawdę dobrych spotkań, ale najważniejszy ze wszystkich, był pojedynek, który stoczyła w drugiej rundzie przeciwko Barborze Zahlavovej Strycovej. Ten mecz nie był ładny. Polka była daleko od swojej najlepszej dyspozycji, ale wywalczyła zwycięstwo. Czeszka, która nie jest łatwą rywalką, była ostatnio w niezłej formie i sprawiła Radwańskiej duże trudności. Po tym meczu pesymiści twierdzili, że z taką formą nasza reprezentantka nie ma czego szukać w starciu przeciwko Lisiscki. Bardziej optymistycznie nastawieni kibice liczyli, że to był taki mecz na „przełamanie”, że od niego zacznie się powrót dobrej gry i wzrost pewności siebie. Racje mieli ci drudzy. Tenisistka z Krakowa z meczu na mecz grała coraz lepiej. Nasuwa się myśl co by było gdyby Agnieszce Radwańskiej udało się pokonać w Stanford Varvarę Lepchenko. Polka miała wtedy piłkę na 5:3 w trzecim secie. Gdyby ją wykorzystała, ten mecz być może potoczyłby się inaczej, a wtedy niewykluczone, że o „przełamaniu” naszej najlepszej tenisistki mówiono by już tydzień wcześniej.

Czy krakowiankę można już wskazywać jako faworytkę do wygrania US Open? Chyba jeszcze na to za wcześnie. Na pewno jednak trzeba ją brać pod uwagę przy wymienianiu dziewczyn, które mogą namieszać w ostatnim tegorocznym turnieju wielkoszlemowym i awansować co najmniej do najlepszej ósemki turnieju. Jednak wcześniej czekają nas emocje związane w występem najlepszych tenisistek świata w Cincinnati.