Czeski atak na WTA Finals

Kacper Kaczmarek, foto: AFP

Kacper Kaczmarek

Złota era tenisa w Czechach wydaje się nie mieć końca. To już dziewiąty rok z rzędu, kiedy na starcie kończących sezon Finałów WTA stanie przynajmniej jedna reprezentantka tego kraju. Co powiedzieć więc w sytuacji, kiedy w Shenzhen zobaczymy aż dwie?

Jeśli dziś mielibyśmy wybrać najbardziej wszechstronną tenisistkę kończącego się sezonu, Karolina Pliszkova byłaby jedną z głównych faworytek do wygrania tegoż plebiscytu. 27-letnia prażanka jako jedna z dwóch tenisistek w tourze zdobywała w tym roku tytuły na każdej możliwej nawierzchni i dokonała tego na prawie każdym kontynencie. Z pięciu finałów, w których wystąpiła, aż cztery rozstrzygnęła na swoją korzyść, wyprzedzając w tej klasyfikacji nawet liderkę rankingu Asleigh Barty.

Czeszka nie czekała długo na otwarcie tegorocznego worka z trofeami. Ich kolekcjonowanie rozpoczęła już na początku roku w Brisbane, co miało być dobrym przetarciem przed pierwszym wielkoszlemowym turniejem w roku. W Melbourne potwierdziła znakomitą formę, bo dotarła do półfinału Australian Open, pokonując po drodzę m.in. Serenę Williams i Garbine Muguruzę. Pliszkova dobre występy zaliczyła też przed Roland Garros i Wimbledonem. Tuż przed startem w Paryżu wygrała w Rzymie, a na rozgrzewkę przed Londynem po raz drugi w karierze sięgnęła po zwycięstwo w Eastbourne. Te obiecujące zapowiewidzi nijak miały się jednak do późniejszych wyników w turniejach o największą, bo wielkoszlemową stawkę – z tych turniejów Pliszkova odpadała kolejno w trzeciej i czwartej rundzie. Czwartą rundę US Open również trudno uznać za wynitne osiągnięcie, bo przed trzema laty Czeszka dotarła w Nowym Jorku do finału.

Zawodniczka trenowana przez Conchitę Martinez szybko powetowała sobie średnio udany start na Flushing Meadows i na otwarcie azjatyckiego tournee nie miała sobie równych w Zhengzhou. Później, w Wuhan i Pekinie, nie powiodło jej się najlepiej, ale przed startem w Shenzhen nie można przekreślać szans Pliszkovej. Warto przypomnieć bowiem, że dwa ostatnie Mastersy w Singapurze Czeszka kończyła w półfinale.

Dla Petry Kvitovej zbliżający się turniej w Shenzhen będzie już siódmym występem w Mastersie w karierze. Najlepsze wspomnienia z pewnością ma z 2011 roku kiedy Turniej Mistrzyń odbywał się jeszcze w Stambule. Tam w swoim premierowym występie w Finałach WTA Czeszka zgarnęła trofeum i do pierwszego tytułu na Wimbledonie dołożyła nieoficjalne mistrzostwo świata.

Jeśli któraś z zawodniczek szukałaby patentu na dobre otwarcie sezonu, musiałaby się udać na prywatne lekcje do Pragi lub Ostrawy. Otwarcie roku w wykonaniu Kvitovej było bowiem jeszcze lepsze niż w wykonaniu Pliszkovej. Dwukrotna zwyciężczyni Wimbledonu z zaledwie jedną przegraną partią w finale zwyciężała w Sydney, a dwa tygodnie później grała w finale Australian Open, jednak nie poradziła sobie z Naomi Osaką.

Później Kvitova wygrała jeszcze w prestiżowych zmaganiach na ziemi w Stuttgarcie, ale im dalej w las, tym bardziej przeciętna forma czeskiej zawodniczki. Była wiceliderka rankingu WTA łapała co prawda punkty w dobrze obsadzonych turniejach, ale do końca roku nie osiągnęła już spektakularnego sukcesu. W Shenzhen będzie miała zatem okazję na podreperowanie średniego bilansu z drugiej części sezonu.