Czy czeka nas biało-czerwony Wimbledon?
Już w najbliższy poniedziałek rozpocznie się 126. edycja Wimbledonu, turnieju będącego kamieniem milowym dla każdego tenisisty. Tegoroczna impreza może okazać się wyjątkowa dla Polaków, których w grze pojedynczej reprezentować będzie aż pięcioro zawodników.
W 135-letniej historii Wimbledonu nie zdarzyło się jeszcze, żeby do Londynu zjechało tylu polskich singlistów, ba!, takich dziwów nie doświadczyliśmy jeszcze podczas żadnego turnieju wielkoszlemowego. Na kortach All England Clubu w solowych bojach ujrzymy tradycyjnie siostry Radwańskie i Łukasza Kubot, a także – nietradycyjnie – Sandrę Zaniewską i Jerzego Janowicza, którzy po raz pierwszy zgłębią wielkoszlemowe arkana. Przed rozpoczęciem zmagań trudno jednak odgadnąć, czy biało-czerwoni singliści wpłyną na losy Wimbledonu, czy jedynie uzupełnią tło dla rywalizacji junaków innej narodowości.
Turniej najeżony szlagierami
Przyzwyczailiśmy się do tego, że największe boje w Londynie toczą się pod koniec drugiego tygodnia zmagań, gdy kort centralny nie przypomina już trawiastego dywanu, lecz sterane, nierówne klepisko, naznaczone bliznami walki o najwyższe cele. W tym roku może być inaczej, albowiem losowanie już w pierwszych pojedynkach sparowało ze sobą zawodników i zawodniczki, którzy zwykle okładali się najwcześniej w ćwierćfinałach.
Szczególnie przebojowo zapowiada się pierwsza runda turnieju mężczyzn, gdzie już na samym początku nastąpi eksplozja na miarę finału. Broniący tytułu Novak Djoković zmierzy się z Juanem Carlosem Ferrero, czyli zawodnikiem, który do dzisiaj mógłby czołowym singlistom wyrywać najważniejsze tytułu, gdyby nie plaga kontuzji, która przypałętała się do niego w 2004 roku. Hiszpan przed dziewięcioma laty święcił triumf na kortach im. Rolanda Garrosa, a także dzierżył prowadzenie w światowym rankingu, ale od wielu lat jest cieniem samego siebie. Co ciekawe, od dłuższego czasu najlepsze rezultaty osiąga na trawie (w latach 2007 i 2009 dochodził do ćwierćfinału Wimbledonu), choć przed wieloma laty uchodził za specjalistę od gry na mączce. Djoković, który nie grał na trawie od roku – nie wystąpił w żadnym turnieju przygotowawczym do Wimbledonu – może mieć z nim naprawdę sporo problemów.
Równie ekscytująco zapowiada się pojedynek Jo-Wilfrieda Tsongi z Lleytonem Hewittem. Francuz jest zeszłorocznym półfinalistą, a Australijczyk mistrzem Wimbledonu z 2002 roku. Przed kilkoma laty nie spotkaliby się wcześniej niż w ćwierćfinale, ale 31-letni Hewitt coraz częściej daje do zrozumienia, iż zawodowo tenisem już długo zajmował się nie będzie – zeszły sezon zakończył na 188. miejscu w rankingu, obecnie grzęźnie na początku trzeciej setki.
Z losowania zadowoleni nie mogą być Niemcy, którzy jeszcze niedawno byli w siódmym niebie. Przed paroma dniami zachłystywali się triumfem Tommy’ego Haasa w Halle – 34-letni weteran ograł w finale samego Rogera Federera – i popisami Philippa Kohlschreibera, który w tym samym turnieju zgniótł Rafaela Nadala, ale w Londynie ich radosne perspektywy zostaną oszpecono na samym początku. Los umieścił niemieckich specjalistów od jednoręcznego bekhendu w jednej parze.
Zachwyceni nie mogą być również Brytyjczycy. Andy Murray, który od lat próbuje podźwignąć wyspiarski tenis na wyżyny, lecz regularnie przewraca się na ostatnim z wielkoszlemowych płotków, w tegorocznym Wimbledonie kłopoty może mieć od samego startu, szczególnie że jego forma odbiega od optymalnej. W pierwszej rundzie zmagań czeka go bój z Nikołajem Dawydienką, byłym numerem 3 światowego tenisa, a potem najprawdopodobniej czeka go tryptyk z wielkoludami – począwszy od Ivo Karlovicia (208 cm), przez Kevina Andersona (203 cm), na Milosu Raonicu (196 cm) lub Marinie Ciliciu (196 cm) skończywszy. A jeśli przebrnie przez te góry, w ćwierćfinale może zmierzyć się z Juanem Martinem del Potro (198 cm).
U kobiet pierwsza runda prezentuje się mniej okazale, choć i tu nie brakuje spotkań wznoszących oczekiwania na najwyższy poziom. Wystarczy wspomnieć, że już po inauguracyjnym meczu poleci głowa jednej z eksliderek rankingu – albo walczącej o godne uczczenie wspaniałej kariery Kim Clijsters, albo niestrudzenie bijącej się o powrót na szczyt Jeleny Janković.
Nie mniej ciekawie może być w inauguracyjnym meczu Caroline Wozniacki. Dunka, która najwyraźniej otrząsnęła się na dobre po bolesnym upadku z piedestału z początku sezonu, może przeżyć kolejny szok. Zafundować może go jej Tamira Paszek. Ta filigranowa Austriaczka o egzotycznym pochodzeniu (jest córką Kanadyjczyka urodzonego w Tanzanii, a wychowanego w Kenii, oraz Austriaczki poczętej w Chile) i pogodnej facjacie ma w ostatnim czasie mnóstwo powodów do radości. W Eastbourne najpierw pokonała Danielę Hantuchovą, następnie rozprawiła się z Marion Bartoli, żeby w przededniu Wimbledonu pokonać Angelique Kerber i sięgnąć po tytuł. Wozniacki musi się mieć na baczności.
Do niezwykłego spotkania najpewniej dojdzie już w drugiej rundzie, choć wolelibyśmy, aby w tym konkretnym przypadku taki bój odbył się na bardziej zaawansowanym etapie rozgrywek. Wimbledońskie duchy najwidoczniej pozazdrościły tym, które czuwają nad Rolandem Garrosem, i poszły w ślady paryżan, nakładając na siebie ścieżki Agnieszki Radwańskiej i Venus Williams. Pojedynek ten musi okazać się przebojem – obie zawodniczki otwarcie deklarują, że bardzo lubią grać na trawie. Amerykanka ma nawet na to dowody w postaci pięciu triumfów w Wimbledonie. Miejmy nadzieję, że, tak jak w Paryżu, nie przypomni sobie momentów chwały podczas starcia z Polką.
Zgaduj-zgadula, w czyje ręce trafi puchar
Rafael Nadal w bardzo zdecydowany sposób oznajmił światu, że hegemonia Djokovicia nieodwołalnie mu obrzydła. W Paryżu od początku niestrudzenie mknął po swoje, kolejnym rywalom oddając pojedyncze gemy, aż dotarł do finału, gdzie rozprawił się z samym Serbem. Hiszpan z pewnością postara się zrobić to samo w Londynie, ale tutaj będzie mu ciężej. W zeszłym roku kortami All England Clubu zawładnął Djoković.
Urodzonemu w Belgradzie tenisiście będzie piekielnie trudno obronić tytuł. Już w pierwszej rundzie czeka go trudna przeprawa z Ferrero, a potem najprawdopodobniej zmierzy się z Ryanem Harrisonem, agresywnie uderzającym młokosem z USA, który już niedługo może dołączyć do ścisłej czołówki. Lider światowego rankingu zapewne będzie musiał także rozprawić się z Tomasem Berdychem, finalistą sprzed dwóch lat, który w tym sezonie prezentuje bardzo wysoką, stabilną formę. Jeśli ta sztuka mu się uda, zostanie mu jeden rywal na drodze do finału, ale za to niezwykle potężny – Roger Federer.
Szwajcar, który już blisko dwa i pół roku pości od wielkoszlemowego triumfu, w zgodnej opinii ekspertów największe szanse na zwycięstwo w imprezie najwyższej rangi ma właśnie w Londynie. Tam wygrywał sześciokrotnie, tam mecze są krótsze, a zatem mniej wymagające fizycznie i psychicznie, tam jego serwis daje mu więcej profitów niż na kortach ziemnych. Jeśli Federer ma jeszcze wyśrubować swój wielkoszlemowy dorobek, prawdopodobnie będzie miał ku temu ostatnią okazję.
O wiele ciężej o sukces będzie Murrayowi, który, o czym wspominałem wcześniej, ma niewiarygodnie trudną drabinkę. Ze ścisłej czołówki groźni mogą być jeszcze Tsonga, choć jemu również losowanie nie okazało łaski, Berdych, del Potro oraz David Ferrer, zwycięzca zmagań w holenderskim 's-Hertogenbosch. Z zawodników z dalszych miejsc należy zwrócić uwagę na Cilicia, który przed tygodniem sięgnął po triumf na kortach Queen’s Clubu, Haasa – każdemu, kto pokonuje na trawie Federera, wypada poświęcić więcej atencji – oraz Andy’ego Roddicka – Amerykanin przypomniał o sobie wczoraj, sięgając po zwycięstwo w Eastbourne.
Wśród kobiet sytuacja z pozoru wydaje się mniej enigmatyczna. Zdrowy rozsądek nakazuje sądzić, że po zwycięstwo sięgnie Maria Szarapowa, nowa liderka rankingu WTA Tour i niedawna triumfatorka zmagań w Paryżu, która już w przeszłości w Londynie wygrywała. Logika nie jest jednak czynnikiem, który w rywalizacji pań należy traktować ze szczególnym namaszczeniem.
Ostatnią zawodniczką, która wygrała dwa wielkoszlemowe turnieje z rzędu, jest Serena Williams – dokonała tego na przełomie 2008 i 2009 roku. Amerykanka jest także ostatnią, która sięgnęła po dublet Roland Garros – Wimbledon. (Ta sztuka udała jej się dekadę temu, kiedy jej dominacja na światowych kortach była niepodważalna.) Trudno zatem przypuszczać, żeby Szarapowa dokonała tego w czasach, gdy różnice między czołowymi zawodniczkami globu są naprawdę minimalne. Jedną z tenisistek, która może jej na to nie pozwolić, jest właśnie Williams. Amerykanka wygrywała Wimbledon czterokrotnie, a po kompletnie nieudanym starcie w Paryżu może być szczególnie zdeterminowana, aby sięgnąć w Londynie po tytuł. Dla Williams – tak jak dla Federera – może to być jedna z ostatnich okazji na wielkoszlemowy triumf.
Panowaniu Rosjanki sprzeciwić może się także Petra Kvitova. Obrończyni tytułu ma za sobą przeciętny sezon, w trakcie którego spadła z drugiego na czwarte miejsce w rankingu, ale już w Paryżu dało się zaobserwować w jej grze symptomy poprawy. Wprawdzie Czeszka drogę do półfinału miała usłaną różami – nie natrafiła na żadną z zawodniczek z czołowej pięćdziesiątki rankingu! – ale zdążyła zaprezentować kilka zagrań z najwyższej półki. Na trawie radzi sobie zdecydowanie lepiej i można przypuszczać, że w Londynie to potwierdzi.
W drugim szeregu faworytek znajdują się leworęczna Angelique Kerber, która stale wspina się w tenisowej hierarchii, wciąż zachwycająca topspinowym forhendem Samatha Stosur oraz zawsze groźna Na Li. Wśród drugorzędnych kandydatek do wygranej kryje się także Agnieszka Radwańska, której notowania pewnie byłyby znacznie wyższe, gdyby nie jej ostatni występ na trawie – w jedynym meczu, jaki rozegrała na tej nawierzchni w tym roku, ugrała zaledwie sześć gemów w pojedynku z Cwetaną Pironkovą (WTA 40).
Czy ilość przełoży się na jakość?
Od potęg pokroju Hiszpanii czy Francji Polskę nadal dzieli przepaść, ale liczba zawodników, którzy przystąpią do wimbledońskich zmagań, może napawać optymizmem, zwłaszcza że Janowicz i Zaniewska dopiero rozpoczynają przygodę z poważnym tenisem i musiałaby się stać katastrofa, żeby w wielkoszlemowych bojach nie zadomowili się na dłużej.
Z pięciorga singlistów, którzy od początku nadchodzącego tygodnia będą mierzyć się z wimbledońską trawą, tylko troje może być w pełni zadowolonych z losowania. Drabinka turniejowa po raz kolejny nie przedstawia się szczególnie korzystnie dla Agnieszki Radwańskiej. Polkę nie tylko czeka już w drugiej rundzie bój ze starszą z sióstr Williams, która na trawie będzie znacznie groźniejsza niż na mączce, ale i w kolejnych rundach może natknąć się na bardzo wymagające rywalki – w czwartej prawdopodobnie spotka się ze świetnie dysponowaną Nadią Pietrową, która wczoraj rozbiła jej młodszą siostrą w finale turnieju w 's-Hertogenbosch, w ćwierćfinale najpewniej natknie się na Stosur, a jeśli dojdzie do upragnionego półfinału, to może się w nim zmierzyć z Szarapową. Hipotetycznie więc droga Polki zapowiada się na wyboistą, choć, co pokazał tegoroczny Roland Garros, krakowiankę mogą czekać pojedynki z zupełnie innymi tenisistkami. Polka dość wyraźnie dała niedawno do zrozumienia, że jest zmęczona tym rewelacyjnym, ale i potwornie wyczerpującym sezonem, więc trudno odgadnąć, w jakiej dyspozycji będzie w Londynie.
Młodsza z sióstr Radwańskich zaczyna rywalizację od starcia z Mariną Erakovic. Jeżeli zwycięży, a wydaje się to bardzo prawdopodobne, zmierzy się później ze zwyciężczynią meczu pomiędzy Robertą Vinci a Ashleigh Barty. Jeśli krakowianka utrzyma dyspozycję z minionych tygodni, można mieć nadzieję, że pierwszy raz w karierze przebrnie drugą rundę wielkoszlemowego turnieju. Skoro udało jej się dobrnąć do pierwszego finału turnieju WTA, to i trzecia runda wielkoszlemowych zmagań powinna być dla niej jak najbardziej osiągalna.
Problemy z powtórzeniem wyczynu z zeszłego roku może mieć Łukasz Kubot. Polak w poprzedniej edycji turnieju doszedł do czwartej rundy – i tylko punkt dzielił go od awansu do ćwierćfinału – ale w tegorocznym Wimbledonie może zakończyć zmagania już na drugim pojedynku. W nim bowiem najprawdopodobniej zmierzy się z Ciliciem, a 23-letni Chorwat w Londynie czuje się bardzo dobrze, co niedawno dowiódł na kortach Queen’s Clubu, gdzie okazał się bezkonkurencyjny.
Wyjątkowo zadowoleni mogą być natomiast Zaniewska i Janowicz. Wielkoszlemowi debiutanci nie trafią w pierwszej rundzie na zawodników z czołówki, co jeszcze przed losowaniem było całkiem prawdopodobne, lecz na tenisistów, którzy z pewnością znajdują się w ich zasięgu. Katowiczanka zmierzy się ze Shuai Peng, która wyraźnie dołuje od początku sezonu. Janowicz zaś podejmie Simone Bolellego – tenisistę, który w rankingu plasuje się zaledwie osiemnaście pozycji wyżej od niego i stale obniża loty. 26-letni Włoch z pewnością nie jest zawodnikiem, którego łodzianin powinien się obawiać.
Jeżeli licznie obsadzone zmagania specjalistów od gry pojedynczej nie przełożą się na jakość, na straży polskiego honoru stanąć będą mogli debliści. Ale o ile od kilku lat mogliśmy w ciemno zakładać, że Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski powalczą w grze podwójnej o najwyższe cele, o tyle tym razem trudno oczekiwać od Polaków fajerwerków. Polacy najpierw doznali bolesnej porażki na kortach Queen’s Clubu, a kilka dni później równie dotkliwie polegli w Eastbourne. W dwóch meczach przygotowawczych do Wimbledonu ugrali zaledwie 12 gemów. Co więcej, na trawie nigdy nie radzili sobie najlepiej – drugiej rundy w Londynie jeszcze nie przebrnęli. Więcej można spodziewać się po siostrach Radwańskich, które ponownie, mając na uwadze zbliżające się igrzyska, spróbują swoich sił w deblu.
Najprawdopodobniej nie będziemy się natomiast ekscytować kolejnym wspaniałym występem Klaudii Jans-Ignacik, która w parze z Santiago Gonzalezem osiągnęła finał miksta w Paryżu. W Londynie polska specjalistka od gry podwójnej nie zagra z meksykańskim kolegą, lecz skupi się na deblu, w którym razem z Alicją Rosolską powalczą o kwalifikację olimpijską. O powtórzenie sukcesu Jans-Ignacik z Rolanda Garrosa będzie im bardzo ciężko. Może się zatem okazać, że choć Polacy na Wimbledonie zameldują się wielką grupą, to w drugim tygodniu rywalizacji będziemy podziwiać jedynie pojedyncze jednostki. Choć wolelibyśmy, rzecz jasna, aby było inaczej.



