Czy ktoś będzie w stanie rzucić wyzwanie Arynie Sabalence i Jannikowi Sinnerowi?

Redakcja , foto: AFP

Wielkimi krokami zbliża się pierwszy w tym roku turniej wielkoszlemowy. Zdobytych przed rokiem tytułów bronić będą Aryna Sabalenka i Jannik Sinner. Czy obronią tytuły? Jak zaprezentują się nasi tenisiści i tenisistki? Na te i inne pytania próbujemy odpowiedzieć w poniższym tekście.

Aryna po raz trzeci?

26-latka w Melbourne czuje się jak u siebie w domu. Aryna lubi upał, lubi australijski klimat i wszystko, co związane z pierwszym turniejem wielkoszlemowym. Białorusinka świetnie gra na kortach twardych, a tuż przed AO wygrała turniej w Brisbane. W zasadzie od pewnego czasu jest jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą tenisistką na tej nawierzchni. Ponadto 26-latka już dwa razy z rzędu wygrała Australian Open i na pewno ma chęć sięgnąć po kolejny tytuł.

W historii nie ma zbyt wielu tenisistek, które wygrały ten turniej trzy razy z rzędu. W latach 1969-1971 dokonała tego Margaret Court, w sezonach 1974-1976 w jej ślady poszła Evonne Goolagong. Na kolejną „trójkę” czekaliśmy do czasów Steffi Graf, która w Australii wygrywała w latach 1988-1990. Ostatnimi dwoma tenisistkami, które tej sztuki dokonały, są Monica Seles (1991-1993) oraz Martina Hingis (1999-2001). Sabalenka ma ogromne szanse na dołączenie do tego grona, ale jest kilka tenisistek, które mogą jej ten plan pokrzyżować.

Kto może pokrzyżować plany Aryny?

Na tenisistkę numer jeden, która może pozbawić liderkę światowego rankingu trzeciego zwycięstwa w Melbourne wyrosła nieoczekiwanie Coco Gauff. Amerykanka zaprezentowała niesamowitą formę w niedawno zakończonym United Cup. Jej gra wydawała się pewna i pozbawiona słabych stron. Zwycięstwa bez straty seta nad Leylah Fernandez, Donną Vekić, Shuai Zhang, Karoliną Muchową oraz Igą Świątek na pewno mocno podbudowały 20-latkę. Gauff w ubiegłym roku dotarła w Australian Open do półfinału, w którym po zaciętym pojedynku przegrała właśnie z Sabalenką. W listopadowych WTA Finals w dwóch setach tę rywalkę pokonała, więc o to samo może pokusić się za kilka dni w Melbourne.

Kto jeszcze może zagrozić liderce rankingu? Teoretycznie taką zawodniczką powinna być ubiegłoroczna finalistka Qinwen Zheng. Chinka jednak od ubiegłorocznej porażki w Rijadzie nie pojawiła się na korcie, wycofała się ze startu w United Cup i skupia się na treningu. Forma Zheng będzie na pewno dużą niewiadomą, ale jeśli Qinwen nic nie będzie dolegać fizycznie, na pewno będzie groźna.

Na kortach w Perth i Sydney dobrze zaprezentowały się również Karolina Muchowa, Elena Rybakina oraz Iga Świątek. Każda z tych tenisistek zagrała kilka solidnych meczów i każda pokazała, że może być groźna w Melbourne. Może nie tak groźna, jak Gauff, ale na tyle groźna, żeby narobić Sabalence kłopotów. Kazaszka grała już w AO w finale, a Polka i Czeszka docierały do półfinałów, więc sukcesy na tych kortach nie są im obce. Nie możemy zapominać również o pozostałych Amerykankach, które, pomimo że w cieniu, to mogą zaskoczyć. Jessica Pegula, Emma Navarro czy Danielle Collins mogą trochę w Melbourne „krwi napsuć” rywalkom.

Kto może zaskoczyć?

Australia to miejsce, gdzie niemal każdego roku dochodzi do niespodzianek i w finale lub co najmniej w półfinale, meldują się nieoczywiste tenisistka. Tak właśnie było w przypadkach Dajany Jastremskiej (SF w 2024), Magdy Linette (SF 2023), Danielle Collins (F 2022, SF 2019) czy Jennifer Brady (F 2021). Można tak jeszcze wymieniać długo. W tym kontekście na usta ciśnie się nazwisko Mirry Andriejewej. 17-latka w ubiegłym roku grała tutaj w czwartej rundzie i w tym roku może być tą, która czymś pozytywnie zaskoczy.

Równie ciekawe jest to, jak potoczą się losy już uznanych w tenisowym świecie nazwisk. Tutaj głównie na myśl przychodzi Naomi Osaka, w końcu dwukrotna mistrzyni tego turnieju. Także Paola Badosa, Ons Jabeur i wracająca po przerwie macierzyńskiej Belinda Bencic. W tej chwili na te nazwiska raczej nikt nie stawia, ale stare gwiazdy znów mogą zaświecić pełnym blaskiem w Melbourne.

Jak spiszą się nasze tenisistki?

W turnieju głównym zagrają cztery nasze zawodniczki. Iga Świątek naturalnie będzie jedną z kandydatek do końcowego sukcesu, chociaż w ostatnich latach wiceliderce światowego rankingu gra się w Melbourne trudno. Być może nowy trener Igi ma w zanadrzu argumenty, które wywołają dodatkową energię i nowe podejście u Polki w Melbourne.

W przypadku Magdaleny Fręch i Magdy Linette trudno spekulować. Fręch miała dobrą jesień, ale w turniejach podprowadzających do AO nie zagrała rewelacyjnie. Linette swoich sił spróbowała w Hobart. W przypadku tych tenisistek wiele zależy od formy dnia i od rywalki. Polki mogą równie dobrze zdecydowanie wygrać swoje spotkania, a równie dobrze mogą szybko pożegnać się z Melbourne. Z kwalifikacji awans wywalczyła Maja Chwalińska. A co dalej? Polka w pierwszej rundzie turnieju głównego zmierzy się z Niemką Jule Niemeier.

Dlaczego właśnie Sinner?

Jannik miał bardzo udany ubiegły sezon. Tytuły w Australii, Nowym Jorku i ATP Finals oraz objęcie pozycji lidera to wielkie osiągnięcia i solidne podstawy do myślenia o obronie tytułu w Melbourne. Przed Australian Open Włoch nigdzie nie grał, ale nie pierwszy to obrońca tytułu, który tak zaczyna sezon. Kibice Włocha oczekują, że zagra on w meczu finałowym i tytuł obroni. To spore oczekiwania wobec 23-latka, ale pewnie i on sam ma takie ambicje. Porażka Sinnera w pierwszym tygodniu będzie trzęsieniem ziemi, odpadnięcie w drugim już zaledwie sensacją.

Kto może powalczyć z Włochem o koronę w Melbourne?

Do najpoważniejszych kandydatów, którzy mogą odebrać Sinnerowi tytuł, należą Alexander Zverev, Carlos Alcaraz, Danił Miedwiediew oraz Novak Dżoković. Niemiec wygrał cztery z sześciu dotychczasowych meczów z Sinnerem. W jedynym ich ubiegłorocznym starciu w Cincinnati Jannik był lepszy dosłownie o włos. Alexander miał udany poprzedni sezon, w którym wdrapał się na pozycję wicelidera rankingu. Sasza grał w Melbourne dwa razy w półfinale i raz w ćwierćfinale więc grać na tych kortach potrafi. Czy w Australii uda mu się przełamać i wreszcie wygrać turniej wielkoszlemowy?

Alcaraz prowadzi 6-4 w bezpośrednich konfrontacjach z Sinnerem. Co bardziej znaczące Hiszpan wygrał trzy ubiegłoroczne mecze z Włochem, w tym dwa na kortach twardych. W ubiegłym roku Carlos dotarł w tym turnieju do ćwierćfinału i na pewno ma chęć na więcej. Jeśli hiszpański tenisista będzie w pełni zdrowia może być naprawdę poważnym zagrożeniem dla Sinnera.

Tak samo może być w przypadku Daniiła Miedwiediewa. 28-latek przegrał w Melbourne trzy finały w tym w zeszłym roku, właśnie z Włochem. Miedwiediew prowadził 2:0 w setach i był o krok od wymarzonego tytułu. Jeśli będzie w lepszej niż w 2024 roku formie mentalnej i fizycznej wreszcie może cel zrealizować.

Nie możemy zapominać również o zwycięzcy 10 turniejów w Melbourne. W ubiegłym roku Jannik zatrzymał Novaka Dżokovicia w półfinale. Panowie mają więc rachunki do wyrównania. W bezpośrednich pojedynkach mamy remis 4-4. Serb w ostatnim czasie wygrał z Włochem zaledwie jeden mecz. Przed tegorocznym turniejem Nole zagrał jedynie w turnieju w Brisbane, gdzie sensacyjnie przegrał z Reilly Opelką. Nie ma co jednak przywiązywać się do tej porażki, bowiem serbski tenisista zdecydowanie mocniej mobilizuje się na turnieje wielkoszlemowe. Czy Novak może wyjechać z Melbourne z rekordowym. 11 tytułem? 37- latek na pewno jest jednym z faworytów, ale rywale zadania mu nie ułatwią.

Kto może zaskoczyć?

W turnieju męskim niespodzianki zdarzają się znacznie rzadziej niż w przypadku pań, ale jednak się zdarzają. Na pewno powinniśmy zwrócić uwagę na amerykańskich tenisistów, bo któryś z nich może zaskoczyć i zawędrować bardzo daleko. Naturalnym kandydatem do tej roli jest oczywiście Taylor Fritz, który jest obecnie 4. tenisistą na świecie i w zeszłym roku dotarł w Australii do ćwierćfinału. Fritz może dojść daleko, ale musi nauczyć się wygrywać z tymi, którzy są przed nim. Wtedy Amerykanin może dokonać wielkich rzeczy.

Jak poradzą sobie Polacy?

Hubert Hurkacz stanie przed trudnym zadaniem. Nasz tenisista będzie bronił punktów za ubiegłoroczny ćwierćfinał. Z formą naszego zawodnika po kontuzji i zmianie trenera jest już lepiej, ale nie można powiedzieć, że jest to dyspozycja optymalna. 27-latek rozegrał kilka trudnych meczów w niedawno zakończonym United Cup. Hubert przegrał wyrównane pojedynki z Casperem Ruudem, Tomasem Machaczem i Taylorem Fritzem oraz pokonał Billy’ego Garrisa, oraz Aleksandra Szewczenkę. To, co zaprezentował Polak, to nie jest jeszcze to, co chcielibyśmy oglądać, ale w jego grze widać także pozytywne akcenty. Drabinka Hurkacza nie wygląda jednak na łatwą.

W kwalifikacjach o awans do turnieju głównego walczyli Kamili Majchrzak i Maks Kaśnikowski. Dla każdego z nich awans do turnieju głównego byłby sporym sukcesem. Ostatecznie awans wywalczył tylko Kamil, który w Australii grał po raz ostatni w 2022 roku i nigdy nie osiągnął tam spektakularnego sukcesu.