Karim Maamoun – diabetyk z rakietą. Promyk egipskiego słońca

, foto: Instagram Karim Maamoun

Kibicom tenisa Egipt bardziej kojarzy się z małymi turniejami niż konkretnymi zawodnikami. Obecnie żaden tenisista z tego kraju nie wyróżnia się pod kątem czysto sportowym na tle międzynarodowej konkurencji. W XXI wieku tylko Mohamed Safwat dostąpił zaszczytu wystartowania w turnieju wielkoszlemowym. Nadzieją na lepsze jutro byli bracia Hossam, ale na początku maja Youseff dołączył do Karima i obecnie obaj są dożywotnio zdyskwalifikowani za ustawianie meczów. Przez te ciemne chmury przebija się jednak promyk słońca. To historia Karima Maamouna. Tenisisty, dla którego do niedawna ważniejszy od rakiety był glukometr. 

13 września ubiegłego roku, do Kairu przyjeżdża reprezentacja Słowenii. Gospodarze nie są faworytami, ale wystawiają najmocniejszy skład i liczą na sprawienie niespodzianki. Na pierwszy ogień idzie właśnie Maamoun. Przed nim olbrzymie wyzwanie – notowany w pierwszej setce rankingu ATP Aljaz Bedene. Z tak wysoko sklasyfikowanym zawodnikiem nie grał od ponad dwóch lat. A przecież nie gra dla siebie, tylko dla kraju. Nigdy nie odmawia tej przyjemności. Odkąd w 2011 roku dostał pierwsze powołanie, stawia się na kadrze za każdym razem. Nieważne czy przeciwnikami są amatorzy z Rwandy, czy mocne drużyny europejskie.

Mecz zaczyna się po myśli Maamouna. Przełamuje w pierwszym gemie. Później traci przewagę, ale wciąż gra jak równy z równym, mimo że przeciwnik jest notowany blisko 300 pozycji wyżej w rankingu. Od stanu 5:5 w pierwszym secie wygrywa jednak tylko jednego z kolejnych siedmiu gemów. Nie dokańcza meczu, musi jechać do szpitala. Poziom cukru jest na tyle wysoki, że zagraża prawidłowej pracy serca i innych organów.

I tak od 10 lat

Cukrzycę typu ,,1″ zdiagnozowano u niego w 2010 roku. Zaraz po tym, jak objechał wszystkie Wielkie Szlemy. Co prawda startował w kategorii juniorów, a pierwszy mecz za każdym razem okazywał się ostatnim, ale przecież miał całą dorosłość na poprawę tych rezultatów…

Zanim jednak na dobre rozpoczął starty w zawodowych turniejach, dalsza kariera stanęła pod znakiem zapytania. Do zawieszenia rakiety na kołku namawiali go między innymi rodzice. Z jednej strony zatroskani, a z drugiej zdziwieni. Nikt w rodzinie nie chorował wcześniej na cukrzycę.

– Martwili się o mnie. Początkowo nie chcieli, żebym dalej grał – opowiada Maamoun. – Sam natomiast zacząłem się uczyć o potrzebnych dawkach insuliny, o tym, co powinienem jeść i jak trenować. Na początku nie było łatwo. Istniało duże prawdopodobieństwo, że przestanę grać.

Maamoun zawziął się jednak i kontynuował tenisową przygodę. Być może dodawał sobie otuchy historiami sportowców, którzy z tą samą chorobą potrafili dotrzeć na szczyt. Jak chociażby Michał Jeliński, wioślarz, złoty medalista Igrzysk Olimpijskich z Pekinu. Informacją o chorobie podzielił się jednak tylko z rodziną. Był zbyt zakłopotany i zawstydzony dolegliwością, żeby opowiadać o niej szerszemu gronu. W końcu zmusiła go do tego sytuacja. Podczas jednego z turniejów źle się poczuł. Leżał w hotelowym łóżku, walcząc z zawrotami głowy. Jego kolega z reprezentacji Sherif Sabry nie miał pojęcia, co się dzieje, jednocześnie był w tamtej chwili jedyną osobą mogącą udzielić pomocy. Maamoun nie mógł dalej udawać, że jest okazem zdrowia i nic mu nie dolega.

Czas działa na korzyść

Z biegiem czasu nastawienie Maamouna do choroby zmieniło się o 180 stopni. Cukrzyca nie jest już dla niego problemem, tematem tabu, powodem do wstydu. Z jednej strony wydaje się to naturalne, bo przecież trudno byłoby mu funkcjonować w zawodowym sporcie z takim nastawieniem. Najważniejsze jest jednak to, że w tym sporcie pozostał. Nie poddał się na samym początku, kiedy choroba spadła jak grom z jasnego nieba. Najpierw ją zaakceptował, a później nawet się z nią… zaprzyjaźnił.

– Na początku widziałem cukrzycę jako wymagającą przeszkodę i stawiałem się w niekorzystnej sytuacji w porównaniu z innymi graczami. Szybko zdałem sobie jednak sprawę, że jeśli jem zdrowo i zachowuję ostrożność, jej wpływ na moje życie wcale nie musi być zły. Sztuką jest widzieć cukrzycę jako najlepszego przyjaciela, a nie jako chorobę. Sport może tylko pomóc w tej sytuacji, to jedna z najważniejszych rzeczy dla diabetyków. Nie pozwól, żeby cukrzyca zatrzymała cię na drodze do realizacji celów – apeluje Maamoun do sportowców, którzy czują się tak jak on w 2010 roku.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Behind The Racquet (@behindtheracquet)

Pozostaje pytanie, jak radzić sobie w trakcie meczów. Początkowo dla Maamouna niezbędnym przyrządem na korcie był glukometr. Przy każdej zmianie stron powtarzał tę samą czynność – nakłuwał palec i po chwili sprawdzał wynik na urządzeniu. Przeciętny diabetyk powie, że test przebiega sprawnie. Dla Egipcjanina było to jednak rozwiązanie dalekie od optymalnego. Co prawda 90 sekund wystarczało mu na skontrolowanie stanu zdrowia, ale często nie miał czasu, żeby się napić albo zastanowić nad taktyką. Przeciwnicy zyskiwali nad nim przewagę.

Z pomocą przyszła technologia, a konkretnie systemy CGM i FGM. Umożliwiają one pomiar cukru bez nakłuwania palców, jednocześnie dając pełniejszy obraz sytuacji – tzw. strzałki trendów. Dzięki nim diabetycy mogą zawczasu ocenić, czego potrzebują. – Przed meczami muszę sprawdzić poziom cukru i w razie potrzeby go uregulować. Podczas każdej zmiany stron dodatkowo się upewniam, że nie jest za wysoki ani za niski. Z powodu presji, napięcia i nierównowagi elektrolitów częściej mam problemy ze zbyt wysokim poziomem. To może skutkować skurczami. Nawet jeśli dostanę zastrzyki, nie zaczną działać wcześniej niż po kilku zmianach stron – zdradza kulisy Maamoun.

Bezradny król

W 2017 roku Egipcjanin wygrał pięć turniejów najniższej rangi we własnym kraju i wyczuł szansę na coś więcej niż dotychczas. Nie zrobił sobie wakacji, tylko jeździł po turniejach w listopadzie i grudniu, aby być pewnym, że ranking pozwoli mu na występ w eliminacjach Australian Open. Tak też się stało. Wrócił do Melbourne po ośmiu latach. W pierwszej rundzie kwalifikacji pokonał Marcelo Arevalo, a w drugiej prowadził 1-0 w setach ze Stephanem Robertem. Później to Francuz zyskał przewagę i w połowie trzeciej partii Maamoun skreczował. Nie wiadomo z jakiego powodu. W kolejnym tygodniu rywalizował już jednak w Egipcie, więc należy brać pod uwagę problemy z poziomem cukru.

Później spadł w rankingu i znów Wielkie Szlemy śledził sprzed telewizora. Aktualnie zajmuje 374. miejsce. Ma 29 lat, więc nie można mu odbierać szansy na to, że kiedyś stanie jeszcze do walki w kwalifikacjach.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Karim Maamoun (@karimmaamoun)


Maamoum nie unika odpowiedzi na pytanie, jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby nie cukrzyca. Sam je sobie zadaje. – Czasami zastawiam się, czy stawia mnie to w gorszej sytuacji, czy bez cukrzycy mógłbym lepiej grać w tenisa. Chciałbym się tym nie przejmować i skupić na grze, ale nigdy nie mogę przewidzieć, kiedy poziom cukru we krwi znowu wymknie się spod kontroli. To moje największe wyzwanie. A kiedy już tak się stanie, niestety nie mogę temu zapobiec.

Większość kibiców nigdy nie słyszała o Karimie Maamounie. Kiedy Egipcjanin proszony jest o zdjęcie czy autograf, zastanawia się, czy nie został omylnie rozpoznany jako Thiago Silva, niegdyś kapitan piłkarskiej reprezentacji Brazylii i AC Milan. Śmieje się, że są braćmi bliźniakami, choć pewnie tylko jeden wie o istnieniu drugiego. Kiedy wybiera się natomiast na mecz ukochanego Realu Madryt, może usiąść wśród kolegów i pozostałych kibiców, chłonąc atmosferę trybun i zagorzale wspierając piłkarzy. Nikt nie zaproponuje mu miejsca w loży VIP.

Atakowanie szczytu nie zawsze oznacza wspinaczkę na Mount Everest. Wiele radości zapewniają też mniejsze sukcesy, niejako skrojone pod możliwości. W 2019 roku Maamoun został potrójnym medalistą igrzysk afrykańskich. Najcenniejszy był srebrny medal wywalczony w turnieju gry pojedynczej, w którym uległ tylko Mohamedowi Safwatowi – rok starszemu koledze z reprezentacji i zarazem najlepszemu egipskiemu tenisiście w ostatnich kilkudziesięciu latach. Maamoun osiąganymi rezultatami zasłużył też na miano króla Sharm-el-Szejk. W minionym sezonie rozegrał osiem zawodowych turniejów w tym kurorcie i siedem z nich wygrał, w pokonanym polu zostawiając między innymi zdolnych polskich zawodników.

Koronacje oglądała garstka. Historia może zainspirować znacznie większe grono.

Szymon Adamski