Fibak z odsieczą Djokoviciowi?

Patryk Osuch , foto: AFP

Patryk Osuch

Fani Novaka Djokovicia mogą być nieco rozczarowani jego ostatnimi niepowodzeniami. Na pewno każdy z nich w pewnym stopniu próbuje przypomnieć sobie rok 2011, w którym to Serb grał wyśmienity tenis i zdobywając trzy tytuły wielkoszlemowe, nie wspominając już o turniejach ATP rangi 1000, spełnił swoje marzenia. Te niesamowite fakty są już niestety melodią dalekiej przeszłości. Co się dzieje z dumą serbskiego narodu? Może jakaś pomoc? 24 sierpnia pojawiła się informacja o „roszadach” w sztabie szkoleniowym Djokovicia – do teamu dołączył były polski tenisista, Wojciech Fibak.

Wiadomość o „pokarierowym” sukcesie Fibaka miała swoich zwolenników jak i przeciwników. Jedni mogli cieszyć się z faktu, iż poprzez zauważenie byłego wybitnego tenisisty, zostanie zauważony tym samym polski tenis. Drudzy zaś ze zdziwieniem zachodzili w głowę dlaczego akurat nie kto inny tylko Wojtek Fibak, którego sylwetka notabene ostatnimi czasy prezentowana była w niezbyt dobrym świetle. Są też tacy, którzy nie nazywaliby byłego polskiego tenisisty wybitnym, według nich tak naprawdę nic szczególnego nie osiągnął, w porównaniu do Czecha Ivana Lendla czy Amerykanina Pete’a Samprasa.

Ze strony 26-letniego Serba nie jest to na pewno nieprzemyślana decyzja i to, że jego anturaż będzie wzbogacony o postać Fibaka nie było tymczasową zachcianką.

Czterokrotny finalista wielkoszlemowych turniejów został poproszony o dołączenie do sztabu Djokovicia tuż przed rozpoczęciem tegorocznego US Open. Czy zostanie na dłużej? Tego jeszcze nie wiadomo – dalsze jego losy uzależnione były od występu Novaka w ostatnim Wielkim Szlemie roku 2013. – Zobaczymy jak pójdzie nam w przeciągu tych dwóch tygodni – mówił młody Serb.

Sam Novak uzasadnił swój wybór, mówiąc na forum publicznym parę interesujących słów o swoim, jak się potem okazało, drugim trenerze: – Mamy między sobą dobry kontakt, mieszkamy w tym samym miejscu (Monte Carlo) i długo się znamy. Był w dziesiątce najlepszych tenisistów świata, miał niesamowitą karierę w grze pojedynczej jak i podwójnej. Ma ogromne doświadczenie, liczne znajomości jak i zamiłowanie do tenisa. Świetnie widzi co się dzieje na korcie i przekazuje wartościowe wskazówki.

Kiedy Djoković stopniowo piął się po drabince turnieju w Nowym Jorku, miażdżąc swoich rywali w trzech setach, każdy opowiadający się za Belgradczykiem miał uśmiech na twarzy i satysfakcję ujrzenia go w kolejnej rundzie. Były oczywiście też podstawy, by myśleć, że praca ze swoim teamem przebiega bezproblemowo i to było najważniejsze. Sam Novak wiele razy podkreślał, że tenis mimo, iż jest grą indywidualną tak naprawdę nią nie jest – każdą decyzję podejmuje się z sztabem szkoleniowym i na końcu nie jest to wygrana tylko samego tenisisty, lecz całego zespołu.

Tak więc sielanka trwała przez wiele dni, do momentu spotkania ze Szwajcarem Stanislasem Wawrinką na szczeblu półfinałowym. Djoković mający na uwadze ostatnie ponad pięciogodzinne spotkanie z tym tenisistą w Australian Open na początku roku, wiedział, że pojedynek może nie być przysłowiową bułką z masłem. Jednak niesiony falą ostatnich tryumfów i tylko jednym przegranym setem w meczu z Rosjaninem Michaiłem Jużnym przystąpił do pojedynku dość pewnie. Ku zdziwieniu większości widzów, Serb po niespełna godzinie ujrzał na elektrycznej tablicy wynik 6:2 na korzyść rywala, a co za tym szło – frustracja na korcie i ciągłe kierowanie wzroku w stronę swojego boksu, w którym zasiadali między innymi przełykający nerwowo ślinę Marjan Vajda i rozluźniony Wojtek Fibak. Był to kontakt na tyle powtarzający się, że Serb dostał od sędziego głównego ostrzeżenie. Upomnienie nie było jednak na tyle efektywne by powstrzymać zdenerwowanego Djokovicia od „potajemnego” porozumiewania się ze swoim teamem. W pewnych momentach pojedynku, kiedy gra nie układała się po jego myśli, gołym okiem dało się zauważyć bezsilność, wymowny wzroku i pretensjonalne okrzyki, które adresował w wiadomo jakim kierunku. Wyglądało to tak jakby strategia, którą ustalił ze swoimi opiekunami, kompletnie się nie sprawdza.

Sędzia tego dnia najwidoczniej był nieco pobłażliwy dla sfrustrowanego zawodnika, bowiem tenisista aż prosił się o otrzymanie kolejnego ostrzeżenia i tym samym stratę punktu. Pojedynek jednak po ponad czterech godzinach i tak jak w pierwszym tegorocznym turnieju wielkoszlemowym – po pięciu setach zakończył się wynikiem satysfakcjonującym Novaka Djokovicia. Sukces jednak nie zadowolił w pełni samego gracza jak i jego fanów, gdyż sama gra nie spełniała ich oczekiwań. Wydawało się, że to tylko wypadek przy pracy, lecz niestety tak nie było.

Nadszedł dzień finału, w którym podopieczny Marjana Vajdy i Wojciecha Fibaka spotkał po drugiej stronie siatki odwiecznego rywala – Rafaela Nadala. Co ciekawe to właśnie jego typował Fibak jako faworyta meczu i to właśnie hiszpański „El Matador” domniemanie miał grać pod większą presją. Novak co miał zrobić, zrobił – powtórzył rezultat sprzed roku więc nacisk na jego osobę ze strony fanów powinien był być nieco mniejszy. Śledząc pomeczowe komentarze na różnych portalach internetowych widać ogromne rozczarowanie ze strony zwolenników Serba, szukających jednocześnie odpowiedzi na pytanie „Gdzie się podział Nole sprzed dwóch lat?”. Wiele z nich sądziło, że potknięcie Djokovicia w spotkaniu z Wawrinką będzie tylko bajką o żelaznym wilku, lecz gdy doszło do pierwszego przełamania, którego autorem był Nadal, nadzieja została zachwiana. Raz jeszcze powtórzył się półfinałowy pojedynek, a wraz z nim znane wymowne spojrzenia i rozpaczliwe okrzyki w stronę swojego boksu. „Dlaczego?! Dlaczego?!” – wrzeszczał bezradny najlepszy tenisista świata, co ewidentnie nie podobało się widzom zasiadającym na Arthur Ashe Stadium.

Bezradność, ogrom niewymuszonych błędów i kilka, jak nie kilkanaście niewykorzystanych piłek na przełamanie doprowadziły do kolejnej porażki Novaka w spotkaniach z Rafą, tym razem w czterech setach.

Na konferencji prasowej po meczu Novak pogratulował zwycięstwa swojemu przeciwnikowi, a także pochwalił go za świetny tenis, który zaprezentował w tegorocznym finale. A jak komentuje rywalizację Wojciech Fibak? Po meczu były tenisista wypowiedział się dla gazety The New York Times, która to wypowiedź niezbyt przypadła do gustu Serbom: – Podczas meczu, do głowy przychodziła mi myśl, że oglądam geniusza. Jest jak Chopin, który urodził się by komponować muzykę, tak Nadal urodził się by wygrywać mecze tenisowe. Stwierdzenie poniekąd szczere, lecz na swój sposób bardzo śmiałe, które może zadecydować o „być albo nie być” Polaka w sztabie szkoleniowym najlepszej rakiety na świecie.

Pozostaje więc pytanie – czy Wojciech Fibak wniósł coś do gry 26-letniego Belgradczyka? Fakt faktem, Novak powtórzył swój wyczyn z roku 2012, ale wtedy był bliżej sięgnięcia po tytuł, a sama gra była o wiele stabilniejsza – półfinał z Ferrerem bez trudu mógł zaliczyć do udanych meczów jak i zacięty finał z Andy Murrayem nie przypominały pojedynków z bieżącego sezonu. Tegoroczny turniej na kortach Nowego Jorku Novak zaczął pierwszorzędnie, ale prawda jest taka, że do półfinału gromił zawodników uplasowanych poniżej drugiej dziesiątki rankingu ATP. Od fenomenalnego roku 2011, sukcesy Djokovicia topnieją, jest ich stopniowo coraz mniej i jak na razie jakiekolwiek próby podejmowane by mu pomóc nie przynoszą owoców.

Patryk Osuch