„Gdyby nie tenis, to pewnie dziś grałbym w NBA”. Wywiad z Ivo Karloviciem.

Patryk Osuch , foto: Patryk Osuch

Patryk Osuch

Ma 36 lat, znajduje się na 22. miejscu w światowym rankingu ATP. Jest najstarszym zawodnikiem w TOP 100. W lutym tego roku podniósł trofeum w turnieju Delrey Beach i o zakończeniu kariery nawet nie myśli. Mowa o mierzącym 211 centymentrów Ivo Karloviciu.

Patryk Osuch: Jak czuje się najstarszy tenisista z czołowej setki rankingu?
Czuję się dobrze. Przede wszystkim nie tak staro. Powiedziałbym, że czuje się na 28-29 lat.

Można powiedzieć, że tenis jaki pan teraz prezentuje jest jednym z najlepszych w dotychczasowej karierze?
Tak. Posiadam już dostatecznie dużo doświadczenia, by pozbyć się tych elementów, które wcześniej mi dokuczały i denerwowały. Teraz cieszę się z każdego dnia i każdego rozegranego meczu.

Nie można się nie zgodzić, że najlepszą stroną w pańskiej grze jest mocny serwis. Na razie pański rekord wynosi 251 km/h, jednak wydaje się, że nie jest to szczyt możliwości…
Oczywiście, że nie. Mam jeszcze trochę czasu – kilka lat, żeby ten wynik polepszyć i osiągnąć swój szczyt.

A czy bez tego elementu udałoby się osiągnąć te wielkie sukcesy, które ma już pan na swoim koncie?
Jasne. Jeżeli nie miałbym mocnego serwisu, to posiadałbym jakąś inną skuteczną broń. Gdybym nie był wysoki, to wtedy lepiej bym się ruszał, grał silniej forhendem czy bekhendem…

No właśnie. Z uwagi na ten piekielnie mocny serwis, ma pan różne przydomki: „Król asów”, „Doktor Ivo”… Jak pan na to reaguje?
Przyznam, że są dla mnie ciekawe. Ważne, że opisują prawdę (śmiech).

Do tej pory na koncie ma pan ponad 9 tysięcy asów serwisowych. Liczy pan na zapisanie się w historii białego sportu jako tenisista z największą liczbą asów?
Oczywiście, że chciałbym, aby tak się stało; to jest jeden z moich życiowych celów. Jeżeli nie w tym roku, to do końca przyszłego sezonu, mam nadzieję, że ten sukces osiągnę.

Czy z powodu pańskiego wzrostu, pojawiła się kiedyś myśl, żeby trenować np. koszykówkę?
Kiedy miałem 12-13 lat to grałem trochę w kosza. Nawet bardzo dobrze mi to szło. I tak w końcu wybrałem rakietę i nawet nie wiem z jakiego powodu. Gdyby nie tenis, to pewnie dzisiaj grałbym w NBA. Kto wie…

Jeszcze przed dwoma laty był pan na około 150. miejsca w rankingu. Czy pojawiła się wtedy myśl o zakończeniu kariery?
W tamtym okresie pojawiło się trochę kontuzji – jak nie ramię, to plecy, jak nie plecy to ścięgna achillesa. Oczywiście wtedy też mniej trenowałem i pojawiła się ta myśl o odstawieniu rakiety. Jednak chwała Bogu, że wszystko wróciło do normy i przez ostatni okres nie doskwierała mi żadna kontuzja. Wróciłem do trenowania i co za tym idzie, pojawiły się lepsze rezultaty.

Wielu tenisistów odeszło na zasłużoną emeryturę kiedy byli ledwo po trzydziestce. Pan ma aktualnie 36 lat. Jak długo będziemy jeszcze oglądać Ivo Karlovicia na profesjonalnych kortach?
Mam nadzieję, że pogram jeszcze kilka lat. Nie jestem tym wszystkim zmęczony, czy wykończony. To też zasługa mojej gry, bo nie muszę jak inni ciągle biegać – prawo, lewo, prawo, lewo. Ja po prostu nie męczę się tak szybko.

Chciałbym jeszczę zapytać jak to jest z tą reprezentacją, bo już pożegnał się pan z graniem dla kraju. Chorwacja ma teraz naprawdę świetnych tenisistów – pojawił się Corić, cały czas jest Czilić, Dodig w deblu. Nie jest panu szkoda decyzji o wycofaniu się z reprtezentacji?
Oczywiście, że jest. Ja bardzo lubiłem grać w Pucharze Davisa. W końcu reprezentowałem kraj prawie 12 lat. Teraz natomiast trudno byłoby mi to wszystko wytrzymać, bo Davis Cup wiąże się z dużym wysiłkiem. Ludzie w ogóle nie rozumieją jak trudno jest grać dla reprezentacji i radzić sobie z tym wysiłkiem psychicznym jak i fizycznym.

Wydaje mi się też, że wpływ na pana decyzję miał mecz rozegrany w ramach półfinału Pucharu Davisa z Czechami w roku 2009. Grał pan wtedy niezwykle wyrównane spotkanie z Radkiem Sztepankiem, które trwało równo 5 godzin i 59 minut…
To był naprawdę wyczerpujący mecz, a ja przez następnych kilka miesięcy nie mogłem normalnie grać. Potem w 2010 roku pojawił się problem ze ścięgnem Achillesa i wymagana była operacja. Od tamtego momentu wszystko zaczęło się sypać – pojawiły się inne kontuzje. Mój organizm nie mógł sobie już z tym poradzić, dlatego też musiałem podjąć decyzję, że jeżeli chcę kontynuować karierę, to muszę odpuścić występy w reprezentacji.

W turnieju w Bukareszcie rozegrał pan mecz przeciwko rodakowi Bornie Coriciowi, który jest jednocześnie najmłodszym tenisistą w TOP100. Spotkanie wyglądało tak, jakby to ojciec grał z synem. Czy dla pana była to szczególna chwila?
Trochę niepewnie się wtedy czułem, bo w tym roku nie grałem jeszcze na mączce. Borna jest bardzo dobrym tenisistą, który w przyszłości odniesie bardzo dobre rezultaty. Ja jednak na korcie nie odczuwałem tej różnicy pokoleń; chciałem po prostu by w tym pierwszym meczu na nowej nawierzchni zaprezentować się z jak najlepszej strony.

Zapytam na koniec : jakie ma pan plany na przyszłość?
Dopóki czuję się tak dobrze jak teraz, mam dobry ranking i nie nękają mnie żadne kontuzji to cały czas będę na korcie. Ale oczywiste jest dla mnie to, że nie będę grał kolejnych dziesięć lat,a jedynie kilka. Kiedy już skończę karierę to i i tak zostanę przy tenisie. Może jakaś szkoła tenisowa… Nie wiem jeszcze. Wiem jedynie, że biały sport będzie obecny cały czas w moim życiu, bo tym zajmuję się od małego i wiem na czym to wszystko polega.