Iga Świątek: staram się wczuć w to, co przeżywają inni

, foto: AFP

– Jak spadł deszcz, widać było, że woda jest brunatna od pyłu z pożarów – wspomina Iga Świątek styczniowy pobyt w Australii. Po powrocie z Antypodów zdążyła jeszcze rozegrać pięć spotkań. Kiedy kolejne? Tego nikt nie wie, a Świątek nie chce spekulować. Woli poświęcić się przygotowaniom do matury, która też oczywiście stoi pod znakiem zapytania. 

 

Z Igą Świątek rozmawia Mateusz Grabarczyk.

 

– Siedzisz w domu?

 Tak. Kilka dni temu skończyłam odbywać kwarantannę po powrocie ze Stanów i chociaż formalnie mogłabym już wyjść z domu, to zdrowy rozsądek podpowiada, aby zostać w nim jak najdłużej i tak też robię.

 – Mogłoby się wydawać, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach i to niekoniecznie tych z najwyższej półki, a tymczasem to życie – tu i teraz. Dociera do Ciebie, że to wszystko prawda?

 Myślę, że dociera, mimo że poza ograniczonymi możliwościami wychodzenia z domu i wykonywania swojej pracy, bezpośrednio koronawirus ani mnie, ani nikogo z mojego otoczenia na szczęście nie dotknął. Mam nadzieję, że tak pozostanie. Niemniej jednak jestem, oczywiście, świadoma powagi sytuacji i staram się wczuć w to, co przeżywają inni.

– Wraz z wieloma polskimi tenisistkami i tenisistami wzięłaś udział w akcji „Rakietą w Koronawirusa”, mającą na celu pomoc szpitalom. Opowiedz parę słów o tym przedsięwzięciu.

Pomysł wyszedł od Sandry Zaniewskiej. Zadzwoniła do nas i zaproponowała, abyśmy zorganizowali zbiórkę i nakręcili krótki film promujący całą akcję. Wszystko potoczyło się bardzo sprawnie, bo Sandrze wystarczyły bodajże dwa dni, aby nie tyle namówić nas do tej inicjatywy, ale po prostu powiadomić o niej, bo tu nikogo nie trzeba było namawiać. Każdy bez wahania potwierdził chęć udziału w tym przedsięwzięciu.

– Jak już przymusowo utknęłaś w domu na kilka tygodni, to czym się zajmujesz? Domyślam się, że jako tegoroczna maturzystka toniesz w podręcznikach…

Dokładnie tak, chociaż ciągle nie wiadomo, czy egzaminy odbędą się w terminie. Szczerze mówiąc, mam nadzieję, że zostaną przełożone, ale nawet jeśli tak by się stało, to wychodzę z założenia, że ta wiedza mi nie ucieknie, więc uczę się jak najwięcej.

– Kwarantanna to również wyjątkowa okazja, aby skupić się na przyjemnościach, którym w normalnych okolicznościach pewnie nie możesz poświęcić tyle czasu. Co nadrabiasz?

Szczerze mówiąc, przez ostatnie dwa tygodnie nie odłożyłam książek (śmiech), więc nadrabiam tylko naukę, ale kiedy w końcu zrobię sobie trochę wolnego, to w pierwszej kolejności wezmę się za Netflixa.

– Jak wygląda teraz Twoja aktywność sportowa?

Tenisa nie mam, bo korty są zamknięte. Zostają mi treningi siłowe i wydolnościowe, które robię regularnie kilka razy w tygodniu. Staram się cały czas utrzymywać ciało w formie, chociaż nie zaczęłam jeszcze okresu stricte przygotowawczego do startów turniejowych. Na razie bardziej buduję bazę.

– Zaplanowanie okresu przygotowawczego będzie teraz nie lada wyzwaniem. Właśnie zapadła decyzja o odwołaniu Wimbledonu i przedłużeniu przerwy na wszystkich szczeblach rozgrywkowych co najmniej do 13 lipca…

Zgadza się, nie jest łatwo. Pierwotnie opieraliśmy się na poprzednim komunikacie WTA i zakładaliśmy, że wrócimy do gry na początku czerwca. Teraz będziemy musimy dostosować plany do nowych ustaleń. Niezależnie od decyzji federacji, problemem jest też to, że w Polsce zamknięte są wszystkie kluby tenisowe. Ja nie mam kortu w ogródku, więc tak czy siak, aby zacząć prawdziwy cykl przygotowawczy, muszę czekać, aż zostaną one otwarte.

– Organizatorzy Roland Garros zrobili spore zamieszanie, wciskając turniej pod koniec września. W konflikcie z innymi zaplanowanymi wtedy zawodami i chwilę po US Open… Zagrasz?

Na pewno! Jeśli tylko Roland Garros się odbędzie, a mam co do tego spore wątpliwości. Nie wiadomo, jaka będzie wtedy sytuacja w Europie, a poza tym to początek jesieni, więc pogoda może mocno pokrzyżować plany organizatorom.

– Czy WTA w jakiś sposób wspiera Was w trakcie zawieszenia rozgrywek?

Raz w tygodniu dostajemy od WTA raport z najważniejszymi i najświeższymi decyzjami w związku zaistniałą sytuacją, także jesteśmy na bieżąco informowani o wszystkim. Jeśli chodzi o wsparcie, to wydaje mi się, że WTA nie ma zbyt wielkich możliwości. Być może jakimś pomysłem byłyby rozmowy online z psychologami, ale niektóre tenisistki mają psychologów we własnych sztabach, więc najpierw chyba trzeba by było sprawdzić, czy jest takie zapotrzebowanie.

– Turniej w Indian Wells odwołano dwa dni przed startem głównej drabinki. Był chaos na miejscu?

Ja byłam zaskoczona tą decyzją. Pamiętam telefon od Kai Juvan, która zadzwoniła do mnie i powiedziała, że wciąż nie otrzymała drabinki kwalifikacji, w których miała wystąpić, mimo że od prawie godziny powinna już być ogłoszona. Zastawiałyśmy się, skąd to opóźnienie, ale ani przez chwilę nie pomyślałyśmy, że turniej może zostać odwołany. Niedługo potem pojawiło się jednak oświadczenie, że właśnie tak się stało.

– Wypłacono Wam jakieś pieniądze?

Ostatecznie dostałyśmy pieniądze przysługujące za udział w pierwszej rundzie, ale decyzja o tym zapadła prawie dwa tygodnie po odwołaniu zawodów, więc sądzę, że było bardzo dużo dyskusji na ten temat.

– Z racji tego, że ważyły się jeszcze wtedy losy turnieju w Miami, zostaliście ze sztabem w Stanach. Jak wyglądało życie tam na miejscu, biorąc pod uwagę zagrożenie epidemią? Dało się wyczuć strach?

My w ogóle myśleliśmy, że turniej w Miami się odbędzie. Ze spotkań poświęconych tej sprawie, na które chodził trener Sierzputowski, wynikało, że organizatorzy tych zawodów są dobrej myśli i mają pozytywne nastawienie co do rozgrywania turnieju, nawet jeśli musiałoby się to odbyć bez publiczności. Koniec końców jednak i ta impreza nie doszła do skutku. A jeśli chodzi o sytuację na miejscu, to zupełnie nie dało się wyczuć, że coś złego się zaczyna dziać. Mam wrażenie, że Ameryka zareagowała na zbliżającą się epidemię jakiś tydzień później niż Polska.

– Mieliście problemy z powrotem do kraju?

Akurat my nie, ale będąc na lotnisku, widzieliśmy dużo ludzi, którzy chcieli kupić bilet tuż przed wylotem i im się nie udało. Samolot był pełny. Nam się udało wrócić w ostatniej chwili przed obligatoryjną kwarantanną, ale tak czy siak sobie ją zafundowaliśmy, bo tak nakazywał zdrowy rozsądek.

– Cofnijmy się jeszcze do momentu, kiedy można było grać w tenisa. Nie miałem jeszcze okazji pogratulować Ci świetnego występu w Australian Open, więc robię to teraz. Wyjaśniając przyczyny porażki z Anett Kontaveit, użyłaś bardzo ładnego sformułowania, że miałaś problemy z zarządzaniem energią i jest to element, nad którym musisz w przyszłości popracować. Jakie sobie z tym najlepiej radzić?

Dziękuję za gratulacje. A odpowiadając na pytanie, to ja mam w zwyczaju poświęcać sto procent energii i koncentracji na to, co akurat robię. Nawet teraz, jak uczę się matematyki, to potrafię się nią „zajechać”. Także to dotyczy nie tylko tenisa, ale wszystkiego w życiu i aby lepiej nad tym panować, planuję wiele rzeczy, starając się tego planu trzymać i pamiętając o odpoczynku. Niemniej jednak taki już mam temperament i zarządzanie tym nie jest łatwe. Z drugiej strony to, że angażuję się w swoje zadania z pełnym poświęceniem, uważam też za swoją ogromną zaletę. Muszę po prostu dodać do tego trochę więcej zdrowego rozsądku i wydaje mi się, że w kontekście tenisowym o wiele łatwiej będzie mi to zrobić, kiedy wrócimy już do regularnych treningów.

– Czy pod względem wytrzymałościowym Australian Open z racji klimatu, jaki panuje na miejscu, jest najtrudniejszym turniejem w cyklu?

W tym roku życie bardzo uprzykrzały pożary, które szalały w Australii. Na początku pobytu nasze treningi trwały maksymalnie godzinę, bo nie byliśmy w stanie dłużej grać. Ja nawet stojąc w miejscu, bez specjalnego ruchu, dostawałam zadyszki. Jeśli chodzi o sam klimat, to zależy to pewnie od organizmu. Ja nie grałam w Azji, więc brakuje mi porównania z tamtą częścią świata, ale Australian Open jest na pewno jednym z najtrudniejszych turniejów. Tam jest najcieplej, chociaż bywają miejsca, gdzie z kolei jest jeszcze większa wilgotność, co też bardzo przeszkadza.

– Jak ty, będąc w samym centrum tych strasznych wydarzeń, odczuwałaś wpływ pożarów na życie?

Szczerze mówiąc, nie wiem, jak to wpływało na życie mieszkańców, bo nie miałam z nimi zbyt wielkiego kontaktu, ale bywały dni, w których sytuacja wyglądała naprawdę źle. Jak spadł deszcz, widać było, że woda jest brunatna od pyłu z pożarów. Pewnego razu trener Piotr z Darią, moją psycholog, poszli zobaczyć, co dzieje się na zewnątrz, ale mi zabronili wychodzić z pokoju, abym nie nadwyrężała płuc. Tak, jak wspominałam, początki były bardzo trudne, ale na szczęście w końcu zmienił się kierunek wiatru i przewiał ten dym i pył, dzięki czemu sytuacja się poprawiła.

– To na koniec trochę retoryczne pytanie, bo nikt tak naprawdę nie zna na nie odpowiedzi, ale spróbujmy pospekulować: co dalej z tenisem?

My ze sztabem staramy się nie spekulować. Opieramy się na tych informacjach, które są potwierdzone i do tego będziemy dostosowywać plany. Dla mnie sama przerwa od tenisa nie jest nowością. Aktualnie mijają mi trzy tygodnie bez rakiety, ale przechodziłam już przez takie sytuacje, chociażby pod koniec zeszłego roku, kiedy miałam kontuzję. Mam w tym doświadczenie. Oczywiście, teraz mogę cały czas się ruszać i wykonywać treningi pozatenisowe, więc pod tym względem powrót do rozgrywek będzie dużo łatwiejszy niż po kontuzji, ale tego, kiedy rozgrywki zostaną wznowione, nikt nie przewidzi. Zakładaliśmy, że wrócimy w czerwcu, teraz musimy przesunąć te plany na lipiec. Oby nie później.