Kania: ich zwycięstwo jest też moim zwycięstwem
Z Paulą Kanią w Barcelonie rozmawiał Mateusz Grabarczyk.
Mateusz Grabarczyk: Osiągnęłyście wielki sukces, awansując do Grupy Światowej Fed Cupu. Ty, co prawda, na korcie się nie pojawiłaś, ale jesteś częścią tej drużyny. Jakie są Twoje pierwsze wrażenia po tym zwycięstwie?
Paula Kania: Jestem bardzo zadowolona i dumna, że mogę być częścią tej drużyny, mimo że nie zagrałam ani jednego meczu. Cieszę się, że tu byłam, przebywałam z dziewczynami i mogłam im kibicować. To dla mnie ogromne doświadczenie. Ich zwycięstwo jest też moim zwycięstwem, a kiedy się wszystko obserwuje z boku, to nerwy chyba są jeszcze większe niż na korcie, więc również zostawiłem mnóstwo zdrowia. No ale mam nadzieję, że… że w końcu ja zagram mecz (wybuch śmiechu).
Tego Ci życzę!
Ale wiadomo, o tym decyduje kapitan. Ta dziewczyna, która jest w danym momencie w najlepszej dyspozycji, ta gra. Wystawiamy najmocniejszy skład. I jak widać, wszystko procentuje.
Co teraz? Jakie są Twoje najbliższe plany turniejowe?
Już jutro [rozmowa odbyła się w niedzielę – przyp. red.] lecę do Turcji, tam gram „pięćdziesiątkę”. Nie mogłam zagrać w eliminacjach do turnieju WTA w Marrakeszu z racji Fed Cupu, a ponieważ start w drużynie jest najważniejszy, to w kolejnym tygodniu postawiłam na mniejsze zawody. Później jeszcze nie wiem. To ciężki wybór, bo jest bardzo dobrze obsadzony turniej WTA w Portugalii, w którym jestem jednak daleko, daleko w kolejce oczekujących, więc wszystko będziemy ustalać na bieżąco.
A Wielkie Szlemy?
Oj no to tak, to podstawa 🙂
Jak ocenisz swój tegoroczny start w Katowicach?
Och, co mogę powiedzieć… nie był to mój najlepszy występ…
Ale z Marią Eleną Camerin przegrałaś minimalnie.
Tak, to prawda. Nie jest to dziewczyna, która pojawiła się znikąd. Była w czołowej pięćdziesiątce rankingu i zdobyła masę doświadczenia, więc pod tym względem miała nade mną przewagę. Ja byłam silniejsza fizycznie, ale niestety w najważniejszych momentach głowa mi się zagotowała. A to był klucz do sukcesu, aby w tych chwilach zachować zimną krew. Mam jednak nadzieję, że przygody z Agnieszką mnie czegoś nauczą (śmiech).
W zeszłym roku podczas rozmowy z naszym kolegą z redakcji wspominałaś, że masz problemy ze znalezieniem sponsora. Zmieniło się coś na lepsze?
Niestety nie, ciągle nic się w tej kwestii nie zmieniło.
Dziękuję za rozmowę. Gratuluję raz jeszcze awansu i powodzenia w kolejnych startach!
Dziękuję.



