Katowice: wielkie granie czy gra pozorów?

Krzysztof Domaradzki , foto: AFP

Krzysztof Domaradzki

Powrót po trzech latach turnieju WTA do Polski jest niewątpliwym sukcesem. Nieobecność na tej imprezie Agnieszki Radwańskiej – niewątpliwą porażką. Jedni już zacierają ręce, innym zawody w Katowicach są nie w smak. Ale nikt jeszcze nie wie – bo wiedzieć nie może – czy turniej w Spodku okaże się strzałem w dziesiątkę, czy jednak w stopę.

Na początek informacje podstawowe. Miejsce: Katowice, Spodek. Czas: 6-14 kwietnia 2013 r. Ranga turnieju: WTA International. Organizator: agencja Sos Music. Pula nagród: 220 tys. dolarów. Gwiazda imprezy: Karolina Woźniacka. Nazwa turnieju, dyrektor, nawierzchnia: jeszcze nieznane. Okoliczności, w jakich doszło do przeniesienia turnieju z Kopenhagi do Katowic: zagmatwane.

Jeszcze parę miesięcy temu wydawało się, że na powrót zawodów rangi WTA do Polski trzeba będzie poczekać. Karolina Woźniacka, gwiazda duńskiej imprezy, której pierwsza edycja odbyła się w 2010 r., na kopenhaski turniej narzekać nie mogła: dwie pierwsze edycje wygrała w zadowalającym stylu, w sezonie minionym gorsza była jedynie od Andżeliki Kerber. Innego zdania był jednak jej ojciec, Piotr Woźniacki, który, jak się okazało, długo nie wytrzymał rozbratu z wielkim światem i stał się największym orędownikiem przeniesienia turnieju do Polski.

Woźniaccy na świeczniku

W ubiegłym roku Woźniacki oficjalnie przestał trenować córkę. Jak tłumaczył, była to reakcja na nieustającą krytykę Karoliny za defensywny styl gry, przez który będąca wówczas liderką światowego rankingu tenisistka nie była w stanie sięgnąć po triumf w wielkoszlemowej imprezie. Nowy opiekun miał zakrzewić w Dunce tenisową agresję. Woźniacki, mimo że sport jest całym jego życiem (był piłkarzem, ukończył AWF, nauczył córkę tenisowego rzemiosła), obwieścił, iż zamierza usunąć się w cień.

Ale mniej więcej rok później, niedługo po zakończeniu trzeciej edycji turnieju w Kopenhadze, Woźniacki wrócił do gry. Wprawdzie nie od razu został powtórnie oficjalnym szkoleniowcem córki – to nastąpiło dopiero kilkanaście dni temu – ale ponownie zaistniał w tenisowym świecie. Uznał, że formuła kopenhaskiej imprezy wyczerpała się, i postanowił przenieść turniej do Polski, „drugiej ojczyzny” córki.

Sam tego uczynić nie mógł, lecz wykorzystując swoje koneksje, stał się prominentnym zwolennikiem zmiany lokalizacji zawodów. Namówił zaprzyjaźnioną agencję producencką SOS Music z Torunia (Woźniaccy współpracują z nią na kilku gruntach), aby przejęła od agencji sportowej Octagon licencję na organizację imprezy. Pomógł też firmie nawiązać współpracę z duńskimi menedżerami z Nordisk Sports Group oraz Martis Consulting. W efekcie po kilkumiesięcznych pertraktacjach SOS Music nabyła licencję do 2018 r. Zarazem stało się jasne, że impreza zostanie zorganizowana w Polsce, na czym rodzinie Woźniackich zależało najbardziej.

Spodek – as atutowy

O prawo organizacji zawodów starały się Sopot, Wrocław i Katowice. Szanse wydawały się wyrównane. Sopot postawił w staraniach na Ergo Arenę – powstałą w 2010 r. dumę Trójmiasta. Za Wrocławiem przemawiał dynamiczny rozwój miasta i infrastruktura. Skąpane w smogu Katowice miały tylko jeden argument – Spodek. Okazało się, że wystarczająco silny.

Mimo że katowicka hala nie zalicza się do najnowszych, nie poraża nowoczesnością, a także już nie deklasuje konkurencji wielkością, otoczona jest kultem, jakiego żaden inny zadaszony obiekt w kraju nie posiada. Magistrat nie ma wątpliwości, że o wyborze największego miasta na Górnym Śląsku zadecydował właśnie Spodek. – Hala spełnia wszystkie wymogi: ma świetne zaplecze, bazę treningową, zlokalizowana jest w centrum miasta i doskonale nadaje się do organizacji wielkich imprez. Turniej tenisowy tej rangi do takich się zalicza – powiedziała Ewelina Kajzerek, pełnomocnik prezydenta Katowic ds. sportu.

Dumnie służący Górnemu Śląskowi już od ponad 40 lat obiekt ma za sobą kilka remontów, dzięki którym nadal zalicza się do najważniejszych hal w kraju. Od lat gości największych muzyków (w Spodku koncertowali Metallica, Deep Purple, Depeche Mode czy Jean Michel Jarre), miłośników festiwali (Mayday, Rava Blues), a także najlepszych na kontynencie sportowców. To tutaj dwukrotnie rozegrano finały Ligi Światowej siatkarzy, a przed trzema laty siatkarki i koszykarze walczyli o mistrzostwo Starego Kontynentu. Kolejne czempionaty już czekają, by zahaczyć o Katowice.

Tenisowych wspomnień Spodek zbyt wielu nie ma, ale kilku wielkich zawodników przez halę się przewinęło. Przed 18 laty, a dokładnie 24 listopada 1994 r., w Katowicach zjawili się m.in. Martina Navratilova i Thomas Muster. Zawitali do Spodka z okazji turnieju pokazowego, w którym zostali zaanonsowani jako „Przybysze z Masters”. Navratilova pokonała Zinę Garrison-Jackson 6:3, 7:5, a Muster ograł Henriego Laconte’a 6:4, 6:3.

Radwańska i nadzieje płonne

Wydawać się mogło nieprawdopodobne, by twarzą pierwszego od trzech lat turnieju WTA w Polsce nie została Agnieszka Radwańska, która za tenisowymi bataliami w kraju zdążyła się porządnie stęsknić – ostatni raz w nadwiślańskich rejonach biła się o punkty w 2007 r. Obecnie jednak wydaje się wręcz nieprawdopodobne, by krakowianka w katowickim Spodku zagrała.

Już w połowie października Polka podjęła decyzję, że w styczniu wystąpi w Auckland, również turnieju rangi International. A przepisy WTA mówią, że zawodniczka z pierwszej dziesiątki rankingu może wystąpić w trakcie półrocza w zaledwie jednym turnieju o tak niskiej renomie. Krakowianka próbowała jeszcze uprosić federację, by ta zezwoliła jej warunkowo na start. WTA uznało zatem, że najlepiej będzie, jeśli o ewentualnym udziale Polki w katowickiej imprezie zadecydują tenisistki i kluczowy głos w sprawie oddała w ręce Rady Zawodniczek (Player Council), składającej się z Samanthy Stosur, Sereny Williams, Franceski Schiavone oraz Karoliny Woźniackiej. Koleżanki z kortu nie wykazały się szczególną wyrozumiałością – nieoficjalnie wiadomo (informował o tym m.in. Tomasz Wiktorowski), że stosunkiem głosów 1:3 odrzuciły prośbę Radwańskiej.

Organizatorzy upierają się, że wciąż istnieje szansa, by polska rakieta numer jeden w Spodku zagrała. – Trwają rozmowy z zawodniczkami, potencjalnymi sponsorami i patronami medialnymi, ale listę osób zaangażowanych w turniej podamy dopiero na konferencji prasowej, która zostanie zorganizowana na przełomie roku. Mogę jedynie powiedzieć, że prowadzimy rozmowy z Robertem Radwańskim – wyjaśniła Małgorzata Stafin, osoba odpowiedzialna za kontakt z mediami w firmie SOS Music. Problem w tym, że udział czołowej polskiej rakiety nie jest już zależny ani od jej chęci, ani od woli organizatorów. Radwańska mogłaby zagrać, gdyby pula nagród drastycznie wzrosła – ponad dwukrotnie (z obecnych 220 tys. dolarów do około 500 tys.), by w Spodku mogły zameldować się dwie tenisistki z czołowej dziesiątki rankingu. Sponsorzy, podobno, dobijają się drzwiami i oknami, więc cień szansy na występ krakowianki nadal majaczy na horyzoncie. Zdrowy rozsądek podpowiada jednak, by występu tegorocznej finalistki Wimbledonu nie oczekiwać.

SOS Music, jak przystało na agencję, która ima się również promocją (np. akademii tenisowej Karoliny Woźniackiej w Bydgoszczy), potrafi „pompować” atmosferę do samego końca. Dlatego najpewniej dopiero za kilka tygodni dowiemy się, że Agnieszka Radwańska nie zagra, a pod jej nieobecność najwyżej notowaną Polką w Katowicach będzie jej siostra – Urszula, aktualnie 31. na świecie.

WTA International w Polsce – po co?

Ogień zachwytów wywołanych wieścią o organizacji sporego turnieju tenisowego w Polsce gasi nie tylko niemal pewna absencja Radwańskiej. Niektórzy uważają, iż sama idea zorganizowania imprezy tego formatu mija się z celem.

Jednym z antagonistów katowickiej imprezy jest Karol Stopa, komentator tenisowy Eurosportu. W rozmowie z portalem NaTemat.pl ocenił, że, Polska nie jest gotowa na taki turniej. Swój pogląd poparł tezą, że poza siostrami Radwańskim brakuje nad Wisłą zawodniczek dużego formatu, co może się przełożyć na atrakcyjność zawodów. Komentator wspomniał przy okazji ostatni finał Warsaw Open, który – ze względu na skład (Alexandra Dulgheru mierzyła się z Zheng Jie) – nie mógł oczarować widzów. – Pamiętam, jak Polsat robił turniej na Legii. Finał, a w nim Chinka walczy z Rumunką. Takie spotkanie nie mogło przyciągnąć zbyt wielu widzów. Powiedzmy sobie wprost, że takie imprezy są przede wszystkim dla kogoś drogą do zarobienia pieniędzy – wyjaśnił Stopa. Dziennikarz zauważa także, iż obecnie, gdy zawodowy cykl cierpi na „przesyt turniejów”, opłaca się aranżować przede wszystkim duże zawody.

Bez Radwańskiej organizatorzy najprawdopodobniej stracą zyski, jakie mogłaby przynieść większa frekwencja na mogących pomieścić ponad 11 tys. kibiców trybunach, ale korzyści, które z katowickiej imprezy wyniesie rodzimy tenis, nie zmaleją. Wprawdzie poza siostrami Radwańskimi Polek w światowej czołówce wypatrywać trudno, ale dyscyplina w ostatnim czasie przeżywa ogromny rozkwit. W popularyzowaniu tenisa krakowiankom wydatnie pomagać zaczął Jerzy Janowicz, osiągając gigantyczny sukces w Paryżu i rozbudzając apetyty wygłodniałych fanów. W minionym sezonie dwoje Polaków pojawiło się w wielkoszlemowych finałach w mikście, a przed rokiem Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski walczyli o deblowy triumf w US Open i wieńczącym sezon turnieju Masters. Bagaż osiągnięć rośnie, a wraz z nim wyrosnąć powinna impreza, która będzie oknem wystawowym rodzimego tenisa.

Za katowickimi zmaganiami przemawia również fakt, że kilka Polek wystąpi w zawodach dzięki dzikimi kartom, jakie organizatorzy otrzymają do rozdysponowania. Na pierwszy plan wysuwają się Sandra Zaniewska, która w tym roku dochrapała się występu w turnieju głównym Wimbledonu, oraz Paula Kania – niespodziewana triumfatorka deblowych zmagań w Taszkiencie. Dla obu dwudziestolatek jest to znakomita sposobność do wypromowania się, bez którego trudno o znalezienie atrakcyjnych sponsorów. Do transmitowania zawodów zobowiązała się Telewizja Polska, co z kolei daje gwarancję, iż turniej nie przejdzie w kraju bez echa.

Nie bez znaczenia jest także termin zawodów. W kwietniu większość tenisistek przygotowuje się do startu w Rolandzie Garrosie. Nie wiadomo jednak, czy w Spodku zawodniczki będą rywalizować na kortach ceglanych, czy też na nawierzchni twardej. Jeśliby zdecydowano się na mączkę, czołowe polskie tenisistki otrzymałyby wymarzone przetarcie przed udziałem w kwalifikacjach do imprezy głównej w Paryżu lub, jak w przypadku Urszuli Radwańskiej, bezpośrednio do zmagań czołowych tenisistek na kortach im. Rolanda Garrosa.

Z uwagi na piętrzące się niewiadome – nie jest znany jeszcze ani rodzaj nawierzchni, ani nazwisko dyrektora turnieju, ani ostateczna pula nagród czy nazwa imprezy – trudno przewidzieć, jak obfite plony zbierze impreza w Katowicach. Wiele wyjaśni się podczas konferencji prasowej, którą organizatorzy turnieju mają zorganizować na przełomie grudnia i stycznia. Jak przekonuje reprezentująca SOS Music Stafin, dopiero wtedy wątpliwości zostaną rozwiane. Do tego czasu prognozy mają raczej charakter zgadywania: mocno podszytego PR-owymi sztuczkami, medialną paplaniną i nieuzasadnionym pesymizmem lub ślepą wiarą w powodzenie turnieju.

Krzysztof Domaradzki