Laslo Dżjere. Tragedia, tytuł, łzy radości i smutku

Tomasz Górski, foto: AFP

Tomasz Górski

To był historyczny sezon Lasla Dżjere w głównym cyklu ATP – zdobył w nim tytuł i bagaż doświadczeń. Jednak w myślach, nawet po sukcesach, miał rodzinę. Tę najbliższą. Wspominał ze łzami tych, których już nie ma obok niego. Dzięki temu poznaliśmy dramatyczną historię 24-latka.

Laslo Dżjere ma za sobą pierwszy sezon z tytułem z serii ATP World Tour na koncie. Wcześniej wygrywał tylko challengery. To ważny przeskok w karierze każdego tenisisty. W przypadku Serba o tyle szczególny, że na wierzch wyszły jego bardzo trudne, życiowe doświadczenia, o których opowiadał przy okazji przełomowych zwycięstw. Jak się okazało, od początku przygody z tenisem miał pod górkę.

Kiedy byłem młody, miałem bardzo ciężko. Warunki, w których trenowałem, nie były najlepsze. Poza tym przydarzyło mi się wiele rzeczy, które uczyniły mnie osobą, taką jaką jestem dzisiaj – powiedział 24-letni Serb.

Jak wiemy, złe warunki do treningów, kłótnie z trenerami, osobami ze sztabu czy nawet drobne kontuzje to nie są wielkie problemy. Może to banał, ale zdrowie i życie jest najcenniejsze. A w przypadku Lasla Dżjere to szybko zostało stracone. Co prawda nie chodzi o samego zawodnika. Tenisista ma się dobrze. Natomiast już osiem lat temu zaczął się dramat związany z jego najbliższymi – matką a później ojcem.

Kiedy miałem 15 lat, u mojej mamy zdiagnozowano raka. Straciliśmy ją dwa lata później. Mój tata zmarł w grudniu 2018 również przez raka. Być w tym miejscu bez rodziców, mając 23 lata nie jest łatwe często podkreślał ze smutkiem Dżjere. Nie został jednak sam. Ma młodszą siostrę, którą się opiekuje oraz dziewczynę, którą bardzo ceni i często to zaznacza w udzielanych wywiadach.

Mam młodszą siostrę, którą się zajmuję i dziewczynę, która jest dla mnie bardzo ważna. Zawsze jest u mojego boku. To była moja największa motywacja i inspiracja – dodał Serb.

Sytuacja tragiczna. Taka, która dla wielu mogłaby skończyć się załamaniem, depresją i końcem przygody z tenisem czy ogólnie sportem. On jednak, mimo trudów i życiowych kłód pod nogami, szedł dalej. I w pewnym stopniu dotarł w minionym sezonie na osobisty szczyt. Wygrał turniej, wszedł do grona trzydziestu najlepszych tenisistów rankingu ATP.

Był luty, początek sezonu, Rio De Janeiro. Turniej w Brazylii zaczął się od sporej niespodzianki. Dżjere pokonał w dwóch setach Dominika Thiema i potrzebował do tego tylko godziny i dziewiętnastu minut. Potem Taro Daniel, Casper Ruud, walkower od rywala w pólfinale i mecz o tytuł. Po drugiej stronie siatki Felix Auger-Alliasime. Obaj walczyli o historyczny skalp. Ten ostatecznie padł łupem Serba. 6:3, 7:5 i po meczu. To doskonale każdy pamięta. Natomiast warte przypomnienia jest to, co wydarzyło się po spotkaniu. Oprócz łez radości były łzy smutku.

Po tym zwycięstwie o Dżjere zrobiło się głośno. Nie tylko za sprawą pierwszego wygranego turnieju, ale także ze względu na wzruszającą dedykację. Posłuchajmy jeszcze raz.

 

Reprezentant Serbii przed odebraniem nagrody za zwycięstwo, zadedykował swój triumf zmarłym na raka rodzicom.

Straciłem mamę siedem lat temu. Chcę jej zadedykować to zwycięstwo. Dedykuję je również mojemu tacie, który odszedł dwa miesiące temu – mówił ze łzami w oczach Dżjere.

Łzy wzruszenia pojawiły się również na twarzach kibiców zgromadzonych na korcie i przed telewizorami. Sympatycy tenisa i Lasla Dżjere płakali nie tylko ze szczęścia po wygranej ich faworyta, ale także ze wzruszenia wywołanego przemową serbskiego tenisisty.

24-letni zawodnik z Półwyspu Bałkańskiego po pytaniu, co czuliby wówczas jego rodzice, potrzebował chwili na odpowiedź, po czym powiedział: Byliby bardzo szczęśliwi. Od najmłodszych lat wiem, że życie nie jest sprawiedliwe. Szkoda, że nie mogą cieszyć się tym sukcesem, ponieważ poświęcili dla mnie i tego sportu swoje życie – powiedział. – Mam nadzieję, że widzieli to z tego miejsca, w którym się znajdują i że są ze mnie dumni – dodał. Po każdym meczu Serb pamięta o rodzicach i spogląda w niebo szukając ich już po drugiej stronie.

 

Sezon 2019 Dżjere rozpoczął na 93. miejscu. W czerwcu był 27. i było to jego najwyższe miejsce w karierze. Obecnie plasuje się na pozycji numer 38, a kampanię 2019 skończył z bilansem 21-23. Warto wspomnieć też o meczu podczas Rolanda Garrosa, w którym postraszył Keia Nishkoriego. Było 2-2 i w trzecim secie już 3:0 dla Serba, jednak ostatecznie to Japończyk wyszedł z tego pojedynku zwycięsko.

Wydaje się, że najgorsze chwile już za Serbem. Oby teraz płakał już tylko z radości po sukcesach. Kibicowanie temu tenisiście wydaje się być sprawą naturalną. Mamy nadzieje, że w 2020 przekroczy kolejne granice swoich możliwości i będziemy pisać o jeszcze większych sukcesach 24-latka z Senty – Laslo Dżjera.