Maciej Smoła: Nie odpuszczaj dopóki nie osiągniesz celu

Maciej Mikołajczyk , foto:

Maciej Mikołajczyk

Rozmowa z wielokrotnym medalistą Mistrzostw Polski oraz triumfatorem dziewięciu turniejów ITF w deblu – Maciejem Smołą.

Maciej Mikołajczyk: Jak rozpoczęła się twoja przygoda z tenisem ziemnym?
Maciej Smoła: Kiedy miałem sześć lat, byłem z tatą na basenie w Spale w pobliżu mojego rodzinnego domu w Tomaszowie Mazowieckim. Kiedy wracaliśmy, to zauważyliśmy kort, który znajdował się nieopodal drogi i tata zapytał, czy chciałbym popatrzeć sobie jak grają, a ja odpowiedziałem, że „pewnie”. Wtedy okazało się , że trening prowadził były trener siatkówki ze szkoły podstawowej i natychmiast podeszliśmy porozmawiać. Trener dał mi rakietę i mówi „spróbuj”, a ja od pierwszego razu trafiałem w piłkę. Mimo, że trafiałem wszędzie tylko nie w kort, to i tak był to dobry znak, kiedy dziecko trafia od pierwszej lekcji w piłkę. Bardzo mi się to spodobało i od następnego dnia przez kolejne dwa lata grałem właśnie pod okiem tego trenera.

Gdyby nie tenis, to kim byłby Maciek Smoła?
– Do trzynastego roku życia grałem równorzędnie w siatkówkę, gdzie miałem nawet lepsze osiągnięcia, ponieważ byłem wicemistrzem Polski, a w tenisie dopiero po kolejnych trzech latach doszedłem do miejsca numer jeden w Polsce.

Jak podsumujesz tegoroczny sezon?
– Od grudnia zeszłego roku do kwietnia pauzowałem, ponieważ przeszedłem operację kolana (artroskopie) i sezon rozpocząłem bardzo późno. Od maja nie grałem jakoś wiele turniejów i większych sukcesów nie było. Teraz będę grał przez kolejne trzy miesiące praktycznie same turnieje, gdyż jestem obecnie dobrze przygotowany fizycznie i wiem, że najbardziej potrzebuję ogrywać się na zawodach.

Co uważasz za swój największy sukces i dlaczego?
– Największy sukces – nie ma takiego, bo było ich kilka, ale nie jest to zwycięstwo w Wielkim Szlemie, dlatego ja nazywam je „sukcesikami” – dwukrotnie byłem mistrzem Polski seniorów w deblu, raz w 2014 wicemistrzem w singlu, jako 17-latek byłem wicemistrzem w kategorii do lat 21, wygrałem też około 10 turniejów rangi Futures.

Często podróżujesz na różne zawody. Masz czas na zwiedzanie miejsc, w których grasz? Gdzie ci się dotychczas najbardziej spodobało?
– Hmm…To trudne pytanie, bo było kilka fajnych miejsc, ale najbardziej podobało mi się w Australii. Największe wrażenie zrobił na mnie obiekt tenisowy, gdzie grałem podczas Australian Open jeszcze jako junior, a tak poza tym to ładnie jest w Miami, zachodnie wybrzeże Meksyku również przypadło mi do gustu. Jeśli chodzi o zwiedzanie, to kiedy zaczynałem wyjazdy na pierwsze turnieje, była taka wielka chęć zobaczenia wszystkiego, gdzie się było. Teraz o tym mowy raczej nie ma, bo mało kto po trzech, czterech godzinach treningu lub meczu ma ochotę i siłę na zwiedzanie.

Z kim najchętniej zagrałbyś w mikście i dlaczego akurat z tą tenisistką?
– Najchętniej zagrałbym z Amerykanką Sereną Williams, ponieważ miałbym z nią największe szanse na odniesienie sukcesu w parze mikstowej.

Jakie cele stawiasz sobie na 2017 rok?
– Do końca przyszłego sezonu chcę być w najlepszej „400” rankingu ATP w singlu i w czołowej „200” w deblu. Będę dosyć usatysfakcjonowany tym osiągnięciem, choć wiem, że stać mnie na więcej.

Jak wygląda typowy dzień Macieja Smoły?
– Typowy dzień, jeśli jestem w Polsce, to dwa treningi po dwie godziny lub jeden dłuższy – 3 godziny na korcie. Dodatkowo trening fizyczny, bieganie, siłownia od godziny do 90 minut, czyli dziennie około pięć godzin treningu. Na turniejach wygląda to trochę inaczej – w dzień meczu rozgrzewka trwa około godziny na korcie i następnie mecz, z kolei w dzień, kiedy nie gram meczu, to trenuję na korcie nie więcej niż dwie godziny plus trening fizyczny. Wszystko zależy od tego, czy jestem zmęczony czy wypoczęty. Wtedy odpuszczam drugi trening i więcej się rozciągam.

Stosujesz jakąś dietę?
– Moja dieta to zdrowe jedzenie. Jem wszystko, co zdrowe, choć jestem bardziej mięsożerny i jem więcej mięsa niż większość tenisistów. Uwielbiam szczególnie jajka i zjadam ich około 40 tygodniowo.

Na której nawierzchni radzisz sobie najlepiej?
– Nawierzchnia twarda jest moją ulubioną, to właśnie na niej czuję się najlepiej, choć nie miałem jeszcze okazji grać turniejów na trawie.

Który tenisista jest dla ciebie wzorem do naśladowania i dlaczego akurat ten?
– Moim idolem jest Rafael Nadal. Hiszpan to gdzie doszedł może zawdzięczać ciężkiej pracy. Myślę, że najwięcej godzin poświęcił on na trening ze wszystkich tenisistów, aby być numerem jeden. Nadal poza tym ma wielką siłę do walki, nigdy się nie poddaje na korcie, jak i poza nim. Kiedy miał kontuzję, powracał w znakomitym stylu – to pokazuje klasę wielkiego sportowca.

Jakie masz plany na zbliżające się wakacje? Planujesz intensywny trening czy raczej zasłużony odpoczynek?
– Do końca roku planuję grać turnieje – za tydzień zaczynam w Australii, a później w Indonezji. Z kolei na początku stycznia ponownie wrócę na Antypody i tam będę trenował. Wakacji nie potrzebuję, ponieważ miałem bardzo dużo przerw przez kontuzje i dwa,  trzy dni wystarczą mi w zupełności. Więcej czasu na regenerację po sezonie mi naprawdę nie potrzeba.

Masz jakieś swoje hobby? Czym zajmujesz się poza tenisem?
– Słucham bardzo dużo muzyki. Osobiście interesuję się jeszcze motoryzacją, poza tym często czytam na turniejach (wprawdzie w internecie, ale również w taki sposób nabywam wiedzę).

Masz jakieś swoje motto życiowe?
– Moje motto brzmi: „Nie odpuszczaj dopóki nie osiągniesz celu”.

Często przydarzają ci się kontuzje czy jesteś raczej odporny na urazy?
– Kontuzje od roku na szczęście mnie omijają poza operacją kolana. Z kolei wcześniejsze lata były obfite w urazy, ale ich przyczyną były zbyt ciężkie treningi bez czasu na regenerację.

Czego życzyć na koniec Maciejowi Smole?
– Spełnienia mojego największego marzenia, czyli bycia w dowolnym wieku w czołowej „10” rankingu ATP.