Magdalena Grzybowska: Mistrz rodzi sie w głowie
Niedawno zaczęłam czytać biografię Pete’a Samprasa zatytułowaną „A Champion’s mind”. Przemykając przez pierwsze rozdziały, nie można się oprzeć wrażeniu, że mistrzem trzeba się urodzić, że jakaś część jego mózgu była tak zaprogramowana, aby stał się jednym z najlepszych zawodników w historii tenisa.
Felieton Magdaleny Grzybowskiej
Retrospektywna podróż przez młodzieńcze lata Samprasa przypomina obraz znany większości tenisowych rodziców: treningi przeplatane szkołą, wyprawy na turnieje na drugi koniec kraju, zatrudnianie trenerów i regularne wyprawy rodziców do bankomatu, aby wspierać karierę syna.
Monotonia i ciężka praca podparta była jednak z wielkim spokojem, wewnętrzną wiara samego Pete’a, że dąży do mistrzostwa. Dużą rolę w jego młodości odegrał epizod, który miał miejsce na jakimś turnieju, kiedy 12-letni Sampras pokonał Dawida Wheatona. Po meczu rozpierała go duma – tym większa, że o wywiad poprosił go lokalny dziennikarz. „Poczułem się wtedy jak król świata” – wspomina. Następnego dnia na tym samym korcie przegrał 0:6, 1:6 z MaliVaiem Washingtonem. Po meczu Pete dostrzegł, jak ten sam dziennikarz długo rozmawiał z jego przeciwnikiem. Jego tata powiedział wtedy: „Widzisz tego człowieka, z którym rozmawiałeś wczoraj? Dziś rozmawia z MaliVaiem, bo nie chodzi o to, jak dobry jesteś jednego dnia. Chodzi o to, jak dobry jesteś każdego dnia”. Tę lekcję Sampras zapamiętał na całe życie.
To, czego dokonało się wczoraj, jest już nieważne. Liczy się tylko kolejny mecz, turniej, dzień. Nie można myśleć, że jest się najlepszym, bo dwa, trzy razy w roku osiągnęło się sukces. Mistrzowie tak nie myślą. W 1988 roku 17-letni Sampras był w pierwszej setce rankingu ATP, a dwa lata później już w pierwszej piątce. Rafael Nadal, Roger Federer czy Andy Murray jeszcze jako juniorzy wchodzili do czołowej setki rankingu. Nie dziwi, zatem fakt, że największe firmy odzieżowe właśnie na turniejach do lat 12 i 14 szukają ich następców.
Szybki awans w rankingu i regularność na przestrzeni całego sezonu świadczą o talencie i dobrej psychice tenisistów. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że właśnie regularność jest w tenisie najbardziej nagradzana. Na niej opierają się systemy rankingowe. Przez kilka tygodni toczyła się polemika, podsycana przez wypowiedzi Sereny Williams, czy Dinara Safina może uważać się za numer jeden światowego tenisa. Rosjanka zajęła tę prestiżową pozycję, lecz nie udało jej się wygrać ani jednego turnieju wielkoszlemowego – uważanego przez większość jako wyznacznik tenisowej wielkości. Nieprzychylne Safinie komentarze krótko ucięły władze WTA, podkreślając, że ranking skonstruowany jest tak, aby premiować te zawodniczki, które przez cały sezon wykazują się najrówniejszą formą. Choć wiele osób zgodzi się z faktem, że Safina nie jest najlepszą tenisistką tego sezonu, na razie na żadne rewolucyjne zmiany w punktowaniu turniejów się nie zanosi.
Porównując niektóre zawodniczki, można mieć jednak wątpliwości. Kogo należy uznać za lepszą tenisistkę? Przed kim należy niżej pochylić głowę? Jeżeli porównamy numer 1 z numerem 2, to prawdopodobnie większość wskaże na Amerykankę. Gdy porównamy dwie zawodniczki spoza pierwszej dziesiątki, niech będzie przykład nam bliższy: trzynasta w rankingu Bartoli czy czternasta Radwańska, jest już dużo ciekawiej. Czy lepsza jest ta, która wygrała więcej turniejów WTA w karierze (Bartoli), w tym roku (Bartoli), ma więcej spektakularnych, pojedynczych występów (Bartoli – finał Wimbledonu 2007, wygrana w Stanford 2009)? Czy może młodsza (Radwańska) – ta, która była już kilka razy w ćwierćfinale Wielkich Szlemów i ta, która wygrała wszystkie trzy pojedynki z tą rywalką? Dla mnie regularność jest mocniejszym argumentem, choć finał Wimbledonu na pewno musiał smakować bosko. Nie zdziwiłabym się jednak, gdyby zdania co do drugiego przykładu były już bardziej podzielone.
Raz na jakiś czas rodzą się jednak talenty, których takie porównania wydają się nie dotyczyć. Chociażby Sampras, którego kariera dowodzi, że aby być mistrzem, nie można się tylko wychowywać na korcie, uczyć techniki i rozwijać sprawnościowo. Trzeba mieć poukładane w głowie i umieć pokazywać swoje mistrzostwo w każdym turnieju.

