Monte Carlo. Gael Monfils ze zwycięstwem w pożegnalnym występie

/ Artur Kobryn , źródło: oprac. własne, atptour.com, foto: Peter Figura

W niedzielę zainaugurowane zostały zmagania w turnieju ATP Masters 1000 w Monte Carlo. Kibice w Księstwie Monako mogli oklaskiwać m.in. Gaela Monfilsa, który w swoim ostatnim starcie zapisał się zarówno w historii turnieju, jak i francuskiego tenisa.

Zanim jednak Francuz wyszedł na kort blisko trzygodzinną batalię stoczyli Cameron Norrie oraz Miomir Kecmanović. Pierwsza odsłona co prawda dość łatwo padła łupem Brytyjczyka, który wygrał ją z przewagą dwóch przełamań, lecz później spotkanie się wyrównało. Serb w drugim secie aż trzykrotnie zdołał pozbawić przeciwnika podania i doprowadził do decydującej partii.

Ta przyniosła najwięcej emocji i dramaturgii. Norrie w dziewiątym gemie zdobył „brejka” i po zmianie stron podawał na mecz, ale 26-latek z Belgradu nie złożył broni. Odrobił poniesioną stratę i triumfatora pojedynku musiał wyłonić tie-break. Na tę rozgrywkę więcej sił zachował reprezentant Wielkiej Brytanii. Rozbił on przeciwnika do zera i przerwał serię pięciu porażek w tych zawodach. Jego kolejnym oponentem będzie Alex de Minaur.

Następnie do rywalizacji po raz 13. i zarazem ostatni przystąpił Gael Monfils, który miał za rywala Tallona Griekspoora. W pierwszej części gry odbywaj tenisiści prowadzili z przewagą przełamania, lecz dopiero tie-break wskazał lepszego z nich. Bolesne w skutkach okazały się dla Francuza dwa podwójne błędy serwisowe w jego decydującej fazie i to Holender zwyciężył 9:7. Później jednak sytuacja 29-latka z Haarlemu zaczęła się pogarszać. Przed rozpoczęciem drugiego seta skorzystał z pomocy medycznej, uskarżając się na problemy z prawym ramieniem.

Po wznowieniu gry finalista sprzed 10 lat zaczął dominować i gładko wygrał partię 6:1. W trzeciej odsłonie także dwukrotnie przełamał Griekspoora. W końcówce napotkał wprawdzie na trudności ze zwieńczeniem pojedynku i stracił część przewagi, ale finalnie dokonał tego wynikiem 6:4. Tym samym został najstarszym triumfatorem potyczki w Monte Carlo od 1973 roku. Zanotował również 145. zwycięstwo w imprezie cyklu Masters 1000, co czyni go pod tym względem rekordzistą wśród francuskich graczy. O dalsze wyśrubowanie tego osiągnięcia zagra z Aleksandrem Bublikiem.

Tuż po nim, na arenie głównej pojawił kolejny z tenisistów obdarowanych przez organizatorów „dziką kartą”, za to już z zupełnie innej generacji. Był to 17-letni Moise Kouame, podejmujący rodaka, Ugo Humberta. Spotkanie znacznie lepiej rozpoczął bardziej doświadczony z Francuzów, wychodząc na prowadzenie 4:0. Podopieczny Richarda Gasqueta wtedy się przebudził i odrobił dwa „brejki”, ale końcówka seta znów należała do 27-latka z Metzu, który wygrał go 6:3.

W drugiej partii to on znów przełamywał jako pierwszy i przez większość czasu znajdował się na prowadzeniu. Kontrolę utracił na moment, gdy dał się przełamać, serwując na mecz przy stanie 5:4. Kouame nie potrafił jednak chwilę później utrzymać podania i za drugim podejściem Humbert zakończył ich rywalizację. Teraz czekać będzie go niezwykle trudne zadania, gdyż stanie naprzeciw wicelidera rankingu, Jannika Sinnera. Skład zwycięzców niedzielnych meczów pierwszej rundy, po uporaniu się z Martonem Fucsovicsem 6:4, 6:3, uzupełnił Alejandro Tabilo.

W przeciwieństwie do Monfilsa, w turnieju głównym z Monte Carlo nie będzie w stanie pożegnać się David Goffin. Belg, po tie-breaku decydującej partii, przegrał w drugiej rundzie kwalifikacji z Emilio Navą. Oprócz Amerykanina przepustkę do zasadniczej fazy zawodów wywalczyli: Cristian Garin, Alexander Blockx, Juan Manuel Cerundolo, Aleksander Szewczenko, Francisco Comesana i Alexandre Muller. Jako „szczęśliwi przegrani”, na skutek wycofań Kamila Majchrzaka, Giovanniego Mpetshi Perricarda oraz Francesa Tiafoe, miejsce w drabince dostali zaś Roberto Bautista Agut, Ethan Quinn oraz Matteo Arnaldi.


Wyniki

Pierwsza runda gry pojedynczej:

Cameron Norrie (Wielka Brytania) – Miomir Kecmanović (Serbia) 6:2, 4:6, 7:6(0)

Gael Monfils (Francja, WC) – Tallon Griekspoor (Holandia) 6:7(7), 6:1, 6:4

Ugo Humbert (Francja) – Moise Kouame (Francja, WC) 6:3, 7:5

Alejandro Tabilo (Chile) – Marton Fucsovics (Węgry) 6:4, 6:3

Bogota. Trzeci tytuł mistrzowski w karierze Marie Bouzkovej

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Marie Bouzkova pokonała Pannę Udvardy w finale turnieju WTA 250 w Bogocie. Reprezentantka Czech wywiązała się z roli faworytki i może się cieszyć z trzeciego tytułu singlowego w karierze.

Tenisistka naszych południowych sąsiadów do finału imprezy rangi WTA 250 w stolicy Kolumbii dotarła „suchą stopą” czyli nie tracąc ani jednego seta. Jednak w spotkaniu o tytuł musiała po przegraniu pierwszej odsłony, musiała odrabiać straty.

Początek spotkania był lepszy dla Bouzkovej, która już w gemie otwarcia zaskoczyła Węgierkę. Jednak pogromczyni Katarzyny Kawy odrobiła stratę. Po tym jak w dziewiątym gemie szansy na zakończenie seta nie wykorzystała Czeszka, a w dwunastym trzy szanse zmarnowała Udvardy, losy tego seta rozstrzygnął tie-break. W „dogrywce” Bouzkova prowadziła już 5-0, aby przegrać 7-9, nie wykorzystując dwóch kolejnych piłek setowych.

W drugiej odsłonie wyżej rozstawiona z zawodniczek wypracowała sobie prowadzenie 5:1, którego nie roztrwoniła. Z kolei w decydującej partii reprezentantka Czech prowadziła 3:0, aby pozwolić Węgierce dojść na dystans jednego gema. Jednak od wyniku 3:2 to już tylko Marie Bouzkova zapisywała na swe konto gemy. Pojedynek kończąc gemem wygranym „na sucho”.

Tym samym reprezentantka Czech po dwóch triumfach – w latach 2022 i 2025 – na twardych kortach w Pradze, dołożyła trzeci turniejowy triumf. Tym razem na najwolniejszej z nawierzchni. Zwycięstwo w Bogocie pozwoli Marie Bouzkovej wyrównać swą najwyższą lokatę w rankingu WTA. Z kolei dojście do finału przez Pannę Udvardy, da Węgierce awans na najwyższe w karierze miejsce w rankingu WTA. W rankingu na żywo tuż po meczu finałowym reprezentantka Węgier była klasyfikowana na pozycji 71, czyli pięć „oczek” wyżej od dotychczasowej „życiówki”.


Wyniki

Finał:

Marie Bouzkova (Czechy, 1) – Panna Udvardy (Węgry) 6:7(2), 6:2, 6:2

Marrakesz. Rafael Jodar z pierwszym tytułem i największym sukcesem w karierze

/ Hanna Pałuska , źródło: własne/atptour.com, foto: Freepik

Rafael Jodar ma za sobą wymarzony tydzień. Po raz pierwszy w karierze stał się triumfatorem turnieju rangi ATP. W finale imprezy w Marrakeszu pokonał 17 lat starszego Marco Trungellitiego 6:3, 6:2. 

Dla Hiszpana był to debiut w tej fazie rozgrywek. Nie mógł jednak przebiec dla niego lepiej. Pierwszy gem mógł dać nadzieję, że będzie to wyrównany pojedynek. Doszło w nim do sześciu stanów równowagi, ale ostatecznie podanie Argentyńczyka zostało przełamane. Jodar nie wypuścił prowadzenia z rąk, a w ostatnim gemie seta jeszcze bardziej je powiększył i zrobił duży krok w kierunku zwycięstwa.

Drugi set miał podobny przebieg. Tym razem jednak 19-letni reprezentant Hiszpanii wyszedł na prowadzenie w drugim gemie. Argentyńczyk nie miał nic do powiedzenia w tym finale. Jodar kontrolował przebieg spotkania od początku do końca. Po godzinie i 10 minutach gry mógł cieszyć się z pierwszego tytułu w karierze.

Sezon 2026 zaczął się świetnie dla Jodara, który pod koniec 2025 roku poinformował, że zostanie profesjonalnym tenisistą i nie będzie się już uczył na amerykańskim Uniwersytecie Virginia. Jak na razie można powiedzieć, że była to dobra decyzja. W najnowszym rankingu zajmie 57. miejsce. Tak wysoko jeszcze nie był w swojej karierze.

Pomimo wyraźnej porażki w finale, Marco Trungelliti z pewnością nie może czuć się przegrany. Był to dla niego świetny tydzień. W drodze do finału pokonał między innymi Kamila Majchrzaka czy najwyżej rozstawionego Luciano Darderiego. Oprócz tego, w poniedziałek w najnowszym notowaniu zadebiutuje w najlepszej setce rankingu w wieku 36 lat. Argentyńczyk jest żywym przykładem na to, że zawsze można osiągnąć życiowe sukcesy.


Wyniki

Finał:

Rafael Jodar (Hiszpania) – Marco Trungelliti (Argentyna) – 6:3, 6:2

Bukareszt. Mariano Navone zdobył upragnione trofeum po raz pierwszy

/ Hanna Pałuska , źródło: własne/atptour.com, foto: East News

Jeszcze w sobotę Mariano Navone był jeden punkt od odpadnięcia z turnieju, a w niedzielę cieszył się z pierwszego tytułu ATP. W finale turnieju ATP 250 w Bukareszcie Argentyńczyk pokonał kwalifikanta z Hiszpanii Daniela Meridę Aguilara 6:2, 4:6, 7:5.

Spotkanie finałowe zaczęło się świetnie dla Argentyńczyka, który szybko wyszedł na prowadzenie 3:0. Hiszpan nawet nie miał szans, aby odrobić stratę przełamania. Navone znakomicie serwował i to dało mu przewagę. W ostatnim gemie jeszcze raz przełamał podanie rywala i wygrał pierwszego seta.

W drugiej partii byliśmy świadkami wielu przełamań. Łącznie było ich siedem. Merida Aguilar stracił serwis trzy razy, a Navone o jeden więcej i to dało Hiszpanowi przewagę. Tym samym kwalifikant z Madrytu doprowadził do wyrównania w setach.

W decydującej partii tenisista z Półwyspu Iberyjskiego kontynuował dobrą grę i objął prowadzenie po trzecim gemie. Nie trwało ono długo. Po chwili Navone odrobił stratę przełamania i w kluczowym momencie sam wyszedł na prowadzenie. Gdy serwował na seta, został ponownie przełamany, a Hiszpan wrócił do gry. Nie na długo, bo w ostatnim gemie przed ewentualnym tie-breakiem Argentyńczyk zdobył break pointa, który zarazem był piłką meczową. Tym razem nie zmarnował tej szansy i po prawie dwóch godzinach i 20 minutach gry mógł cieszyć się ze zwycięstwa.

To nie był pierwszy raz, kiedy Mariano Navone dotarł do finału w Bukareszcie. W 2024 roku musiał uznać w nim wyższość Martona Fucsovicsa. W tym roku był o krok od odpadnięcia w półfinale imprezy w stolicy Rumunii. Jego rywal Botic van De Zandschulp miał trzy piłki meczowe, ale ostatecznie ich nie wykorzystał. Dzięki zwycięstwie w Bukareszcie Navone awansuje na 42. pozycję w najnowszym rankingu ATP.

Argentyńczyk może być znany kibicom z Poznania. W 2023 roku triumfował w turnieju Enea Poznań Open. Był to także jego pierwszy tytuł tej rangi zawodów.

Daniel Merida Aguilar również poprawi swoją pozycję w rankingu. Hiszpan jest blisko awansu do najlepszej setki. W zestawieniu live zajmuje 101. miejsce.


Wyniki

Finał:

Mariano Navone (Argentyna) – Daniel Merida Aguilar (Hiszpania, Q) – 6:2, 4:6, 7:5

Charleston. Jessica Pegula obroniła tytuł mistrzowski

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Jessica Pegula pokonała Julię Starodubcewą w finale turnieju WTA 500 w Charleston. Tym samym Amerykanka obroniła tytuł zdobyty przed dwunastoma miesiącami.

Mistrzyni turnieju z 2025 w tegorocznej drabince została rozstawiona z numerem pierwszym i od początku była jedną z głównych faworytek do końcowego triumfu. Mimo to kolejne rundy tenisistka z Buffalo przechodziła nie bez problemów. W każdym ze spotkań prowadzących Pegulę do finału, reprezentantka gospodarzy traciła seta.

W meczu o tytuł nastąpił swego rodzaju przełom. Obrończyni tytułu w dwóch partiach okazała się lepsza od Julii Starodubcewej, a jej zwycięstwo nie wydawało się zagrożone ani na moment. W pierwszej odsłonie panie pilnowały swego podania przez pierwsze cztery gemy. Od stanu 2:2 kontrolę nad sytuacją na korcie przejęła Amerykanka, kończąc tę część rywalizacji za pierwszą szansą po 32 minutach gry. W drugiej partii turniejowa „jedynka” prowadziła już 5:0. W szóstym gemie Ukrainka obroniła pięć piłek meczowych i pierwszy raz tego dnia odebrała serwis rywalce. Losów spotkania jednak nie odwróciła. Pojedynek zakończył się za szóstą szansą, gdy serwis do dyspozycji miała obrończyni tytułu.

Wygrywając finał w Charleston Jessica Pegula dokonała czegoś, co w tej dekadzie nie udało się ani Ons Jabeur ani Belindzie Bencic. Zarówno Tunezyjka jak i Szwajcarka nie zdołały wygrać turnieju na amerykańskiej mączce dwa lata z rzędu. Ostatnią, która dokonała tej sztuki była Serena Williams. Była liderka rankingu WTA nie miała sobie równych w latach 2012-2013 co było w sumie jej drugim i trzecim triumfem w tym turnieju.


Wyniki

Finał:

Jessica Pegula (USA, 1) – Julia Starodubcewa (Ukraina) 6:2, 6:2

Monte-Carlo. Zieliński z czwartą porażką z rzędu

/ Ksawery Styka , źródło: , foto: Peter Figura

Równo godzina wystarczyła dzisiaj Zverevowi i Melo, aby pokonać w Monako duet: Zieliński/Johnson. Polak i Brytyjczyk nie wykorzystali szans, które kilkukrotnie sobie wypracowali i niestety po raz czwarty z rzędu zeszli z kortu pokonani.

Pechowa seria zaczęła się w Phoenix, następnie przeniosła się do Miami, a później już na ceglaną mączkę, gdzie w Marrakeszu i teraz w Monte-Carlo Zieliński i Johnson odpadali już w pierwszej rundzie. W dzisiejszym spotkaniu Zverev i Melo okazali się po prostu skuteczniejsi w decydujących momentach, zamykając mecz w dwóch setach.

Pierwsza partia rozpoczęła się bardzo źle, ponieważ rywale od razu wypracowali sobie przewagę przełamania. Trzymali się jej jednak tylko do siódmego gema, ponieważ wtedy na 3:4 “odłamał” ich polsko-brytyjski duet. I kiedy wydawało się, że wszystko zmierza już w dobrą stronę i nasz reprezentant ze swoim partnerem wyrównają stan pojedynku na 4:4 stracili oni serwis, a chwilę później Niemiec i Brazylijczyk zamknęli seta bez straty punktu.

W drugiej odsłonie było bardzo podobnie. W gemie otwarcia po breaka sięgnęli rywale Polaka, a następnie powtórzyli to, wygrywając przy podaniu polsko-brytyjskiej pary w decydującym punkcie. Co prawda Zielińskiemu i Johnsonowi udało się jeszcze obronić dwie piłki meczowe i przełamać przeciwników, ale niedługo po tym sami zostali przełamani po raz trzeci, co oznaczało zwycięstwo dla Zvereva i Melo.

Tym samym po sześćdziesięciu minutach panowie mogli świętować awans do drugiej rundy imprezy w Monako, gdzie już za kilka dni podejmą turniejowe “jedynki” – Marcela Granollersa i Horacio Zeballosa. Faworytami będą najpewniej Hiszpan i Argentyńczyk, ale Alexandra Zvereva i Marcelo Melo absolutnie nie można w tym pojedynku skreślać. Skoro zdołali pokonać już jeden deblowy duet, to dlaczego nie mieliby powtórzyć tego w walce o ćwierćfinał?


Wyniki

Monte-Carlo, debel, 1/16 finału:

Marcelo Melo/Alexander Zverev (Brazylia, Niemcy) – Jan Zieliński/Luke Johnson (Polska, Wielka Brytania) – 6:3, 6:3

Charleston. Tytuł mistrzowski nie dla Magdaleny Fręch i Anny Bondar

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Magdalena Fręch i Anna Bondar przegrały w finale gry podwójnej turnieju WTA 500 w Charleston. Lepsze od polsko-węgierskiego duetu okazały się Desire Krawczyk i Katie McNally.

Druga rakieta naszego kraju podczas turnieju rozgrywanego na amerykańskiej mączce w Charleston została rozstawiona z numerem jedenastym i zmagania rozpoczęła od drugiej rundy singla. W meczu o 1/8 finału lepsza od Polki okazała się Anna Bondar. Polka i Węgierka połączyły siły w grze deblowej i dotarły do finału, gdzie ich rywalkami były reprezentantki gospodarzy Desire Krawczyk i Katie McNally.

Początek spotkania był udany dla naszego duetu, który jako pierwszy odebrał serwis rywalkom, a nawet prowadził 3:1. Jednak od tego momentu to rywalki przejęły inicjatywę na korcie. Przyniosło to efekt w postaci pięciu wygranych gemów z rzędu. W drugiej odsłonie jedynie Amerykanki miały okazje na przełamanie serwisu. To dało im prowadzenie 5:1. Krawczyk i McNally zakończyły spotkanie za pierwszą piłką meczową po 72 minutach gry.


Wyniki

Finał:

D. Krawczyk, K. McNally (USA, USA) – A. Bondar, M. Fręch (Węgry, Polska) 6:3, 6:2

Bogota. Debiutantka na drodze do tytułu Marie Bouzkovej

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Marie Bouzkova i Panna Udvardy zagrają w finale turnieju WTA 250 w Bogocie. Obie zawodniczki w meczach półfinałowych wywiązały się z roli faworytek. Chociaż zwycięstwa nie przyszły łatwo.

Największą niespodzianką meczów 1/2 finału turnieju w stolicy Kolumbii była Jazmin Ortenzi. Argentynka, która do imprezy głównej dostała się z eliminacji, w drodze do 1/2 finału pokonała faworytkę gospodarzy, rozstawioną z numerem trzecim Camilę Osorio. Z kolei w spotkaniu o finał tenisistka z Ameryki Południowej postawiła niezwykle trudne warunki Marie Bouzkovej.

W pierwszej odsłonie zawodniczka z Europy prowadziła 5:2, aby pozwolić rywalce doprowadzić do wyrównania. Losy tej części meczu rozstrzygnął tie-break. W nim dopiero w końcówce reprezentantka Czech zbudowała dwupunktową przewagę, która dała jej zwycięstwo w pierwszej partii. Początek drugiej odsłony był nerwowy z obu stron. Panie na przemian przegrywały swe serwisy. Tą, która zatrzymała tę serię, okazała się zawodniczka zza naszej południowej granicy. W siódmym gemie Bouzkova dołożyła kolejne przełamanie, aby po zmianie stron zakończyć spotkanie za trzecią okazją.

Zdecydowanie trudniejszą przeprawę miała drugą z finalistek – Panna Udvardy. Węgierka, która w drabince została rozstawiona z numerem ósmym, pierwszą odsłonę przegrała po tie-breaku mimo piłki setowej w dziesiątym gemie. W drugiej partii od stanu 3:3 gemy na swe konto zapisywała jedynie wyżej notowana z zawodniczek, doprowadzając w ten sposób do trzeciej partii. W tej Arango prowadziła 5:2, aby przegrać kolejne cztery gemy. Co prawda zawodniczka gospodarzy zdołała doprowadzić do tie-breaka. Jednak w nim to Węgierka przechyliła szalę zwycięstwa na swą stronę.


Wyniki

Półfinał:

Marie Bouzkova (Czechy, 1) – Jazmin Ortenzi (Argentyna, Q) 7:6(5), 6:2

Panna Udvardy (Węgry, 8) – Camila Osorio (Kolumbia) 6:7(6), 6:3, 7:6(5)

Charleston. Jessica Pegula ponownie w finale

/ Jakub Karbownik , źródło: własne/www.wtatour.com, foto: Eastnews

Jessica Pegula i Julia Starodubcewa zagrają w finale tegorocznej edycji turnieju WTA 500 w Charleston. Dla Ukrainki jest to szansa na pierwszy tytuł mistrzowski w pierwszym finale imprezy głównego cyklu.

Broniąca tytułu Amerykanka drugi rok z rzędu zameldowała się w finale turnieju rozgrywanego na amerykańskiej mączce. Tym samym reprezentantka gospodarzy powtórzyła wyniki, jakie wcześniej osiągały Ons Jabeur oraz Belinda Bencic, które przynajmniej dwa razy grały w finałach tego turnieju. Jednak dotarcie do meczu o tytuł zeszłorocznej mistrzyni nie przyszło łatwo.

We wszystkich meczach tegorocznych zmagań Jessica Pegula musiała rywalizować na dystansie trzech setów. W meczu półfinałowym formę turniejowej „jedynki” sprawdziła Iva Jović, dla której był to debiut w imprezie. W pierwszej odsłonie niżej notowana z Amerykanek prowadziła już 3:0. Jednak od tego momentu wygrała jedynie gema. W drugiej odsłonie obie panie pilnowały swego podania aż do dwunastego gema. W tym Pegula prowadziła już 40:0 przy podaniu Jović. Co prawda turniejowa „czwórka” dwie piłki setowe obroniła, ale za trzecią, ta część pojedynku dobiegła końca.

Decydujący set miał podobny przebieg do pierwszego. Ponownie młodsza z reprezentantek gospodarzy jako pierwsza zbudowała przewagę przełamania. Jednak od stanu 2:0 wygrała jedynie gema. Tym samym w czwartym meczu tegorocznej edycji turnieju w Charleston Jessica Pegula odniosła czwarte zwycięstwo w trzech setach. O wynik, jakiego w przeszłości nie udało się osiągnąć ani Bencic ani Jabeur (każda ma na koncie po jednym turniejowym triumfie) Amerykanka zagra przeciwko Julii Starodubcewej.

Ukrainka w drugim z półfinałów pokonała inną reprezentantkę gospodarzy Madison Keys. W pierwszej odsłonie tenisistka z Europy zdominowała Amerykankę, oddając jej jedynie gema. W drugiej partii kluczowa okazała się końcówka. Niżej notowana z zawodniczek jako pierwsza wygrała gema serwisowego rywalki, aby oddać inicjatywę. Jednak w dziesiątym gemie Starodubcewa nie oddała, chociażby punktu turniejowej „piątce” i w swym pierwszym finale imprezy głównego cyklu, zagra o pierwszy tytuł mistrzowski.

Miejsce w finale oznacza również dla tenisistki z Europy awans na najwyżej w karierze miejsce w rankingu WTA. Obecnie zawodniczka z Kachowki jest w rankingu na żywo klasyfikowana na pozycji 53. co jest wynikiem lepszym od jej życiówki o dziesięć pozycji.


Wyniki

Półfinały:

Jessica Pegula (USA, 1) – Iva Jović (USA, 4) 6:4, 5:7, 6:3

Julia Starodubcewa (Ukraina) – Madison Keys (USA, 5) 6:1, 6:4

Zdrowych, radosnych i spokojnych Świąt Wielkanocnych!

/ Redakcja , źródło: , foto: Freepik

Drodzy Czytelnicy, 

z okazji Świąt Wielkanocnych życzymy Wam dużo zdrowia, uśmiechu, spokoju i nadziei. Wykorzystajcie ten czas na zatrzymanie się i spędzenie go w miłej atmosferze w gronie najbliższych.

Wesołego Alleluja!

 

Redakcja magazynu Tenisklub i portalu Tenisklub.pl