Moim zdaniem: edukujmy i aktywizujmy

Michał Jaśniewicz , foto: PZT

Michał Jaśniewicz

Miniony weekend we wrocławskiej Hali Stulecia przyniósł polskiemu tenisowi worek doświadczeń. Jasno widać jak duży potencjał tkwi w promocji tej dyscypliny w naszym kraju, ale jednocześnie nad czym należy pracować.

Mecz Polska – Słowenia można określić jednym słowem – sukces. Wyraża się on przede wszystkim wynikiem sportowym, ale również można mówić o sukcesie organizacyjnym oraz promocyjnym. Ponad pięć tysięcy kibiców w piątek oraz w niedzielę (i niewiele mniej w sobotę) jest nadzwyczajnym wynikiem, ukazującym jak do góry poszło zainteresowanie tenisem w Polsce.

Niestety podczas tego święta naszej dyscypliny we Wrocławiu pojawiły się pewne rysy. Ta największa związana jest z dystrybucją biletów. Długa kolejka przed dwoma czynnymi kasami, gdy pierwszy piątkowy mecz już się rozpoczął oraz zniecierpliwieni ludzie odchodzący z „kwitkiem”, na pewno chluby organizatorom nie przysporzyły. W tym miejscu nie chciałbym się rozwodzić nad tym jak powinno to wyglądać, gdyż nie czuję się ku temu kompetentny. Na pewno jednak wnioski wyciągnąć trzeba, przeanalizować jak wygląda to w innych krajach, o większych tradycjach organizowania potężnych zawodów tenisowych i już przy następnej okazji (6-7 kwietnia gramy u siebie z RPA) wprowadzić poprawki.

Obok lepszej jakości dystrybucji biletów (np. w większym stopniu niż dotychczas skorzystać z dobrodziejstw Internetu, uruchomić większą ilość kas przed samym rozpoczęciem spotkania, czy w końcu usprawnić sposób sprzedaży wejściówek), należy położyć nacisk na tenisową edukację kibiców. W kontekście nabywania biletów warto byłoby nagłośnić apel do widzów o możliwe jak najszybsze nabywanie biletów (naturalnie nie we wszystkich przypadkach jest to możliwe). Na kilka godzin przed rozpoczęciem spotkań w Hali Stulecia przed kasami były kompletne pustki! Wiele osób nie miało świadomości, że Puchar Davisa w Polsce będzie się cieszył tak dużym zainteresowaniem i liczyła, że bilety tuż przed rozpoczęciem rywalizacji otrzyma w „oka mgnieniu”. Nic bardziej mylnego!

Co do zachowania kibiców podczas samych spotkań we Wrocławiu to trudno o jednoznaczną ocenę. Na pewno można pokusić się o tezę, iż z każdym dniem było coraz lepiej. Zagrzewani do dopingu przez polskich tenisistów widzowie, momentami tworzyli atmosferę przysparzającą o ciarki. Z drugiej strony pojawiały się okrzyki i zachowania pojedynczych osób powodujące niesmak. Moim zdaniem największym problemem w tym względzie był brak zorganizowanego dopingu, jaki podczas wielu spotkań Pucharu Davisa na całym świecie ma miejsce. Grupa kibiców, mających pojęcie o właściwym zachowaniu się przy takiej okazji, zajmująca dobrze widoczne miejsce, ubrana w barwy narodowe, wyposażona w trąbki czy bębny (w meczach Pucharu Davisa i Fed Cupu jest to jak najbardziej dozwolone) mogłaby stworzyć w Hali Stulecia jeszcze bardziej gorętszą atmosferę. To, że kibicować Polacy potrafią wiemy doskonale, czasami potrzeba tylko odpowiedniego bodźca.

Licząc, że w najbliższych latach męska reprezentacja daviscupowa oraz kobieca fedcupowa dadzą nam jeszcze wiele radości i pozwolą przeżywać niezapomnianej emocje, może warto byłoby pomyśleć o stworzeniu „Klubu Kibica Polskich Reprezentacji Tenisowych”? Takie stowarzyszenie mogłoby wspierać naszych reprezentantów nie tylko w meczach granych przed własną publicznością, ale również w spotkaniach wyjazdowych, czy turniejach ATP i WTA. W gestii Polskiego Związku Tenisowego powinna być nie tylko troska o rozwój sportowy dyscypliny (biorąc pod uwagę rozmiary wsparcia finansowego ze strony Państwa, PZT z tych zadań wywiązuje się znakomicie), ale także o edukowanie oraz aktywizowanie tenisowych kibiców.

Stworzenie Klubu Kibica przy PZT mogłoby dać wiele korzyści – z jednej strony czysto sportowych (właściwy doping naprawdę może wpłynąć na poziom gry!), a z drugiej „pijarowskich”. Doskonałym przykładem mogą być mecze siatkarskie. Towarzysząca im atmosfera na trybunach jest ważnym sygnałem dla potencjalnych reklamodawców.

Polski tenis jest produktem coraz cenniejszym, ale nie wszyscy mają jeszcze tego świadomość. O ile Agnieszka Radwańska, czy Jerzy Janowicz na brak sponsorów nie mogą narzekać, o tyle w kontekście polskich reprezentacji tenisowych potencjał wciąż jest niewykorzystany. Zbudowanie właściwej otoczki wokół meczów naszej reprezentacji może być w tym względzie kluczowe. Mój apel do Polskiego Związku Tenisowego jest więc jasny: edukujmy i aktywizujmy polskich kibiców tenisa!