Moim zdaniem: tenis bez duszy

Michał Jaśniewicz , foto: AFP

Michał Jaśniewicz

Pierwszy tydzień tegorocznego Australian Open z punktu widzenia kibiców był bardzo udany: sporo zaciętych spotkań (z niedzielnym daniem głównym: Djoković – Wawrinka na czele), a do tego dobre występ polskich tenisistów. Drugi tydzień już tak „różowy” nie był (gra słów nieprzypadkowa), a finały…

Kobiecym tenisem w tym miejscu nie chcę się zajmować. Od kilku już lat jego poziom nie ulega większym zmianom, a tegoroczne Australian Open na pewno rewolucji nie przyniosło. Co prawda w przypadku męskich rozgrywek także trudno mówić o jakieś szalonej zmianie, a jednak półfinały i finał mój punkt widzenia na rywalizację panów przestroiły.

Dotychczas ze sporą niechęcią czytałem i wysłuchiwałem opinii jakoby tenis grany przed kilkunastu czy przed kilkudziesięciu laty był bardziej atrakcyjny od współczesnego, bardziej finezyjny. Traktowałem to jako typowe zaklinanie rzeczywistości, w końcu mamy skłonność do idealizowania czasów minionych, kosztem teraźniejszych. Niedzielne spotkanie Serba ze Szkotem otworzyło mi jednak oczy.

W meczu o tytuł spotkało się dwóch najlepszych tenisistów Australian Open 2013, co do tego nie ma większej wątpliwości. Dlatego też spodziewałem się czegoś niezwykłego, chociażby na poziomie wspomnianej konfrontacji Djokovicia z Wawrinką, czy ubiegłorocznego finału Serba z Nadalem. Nie spodziewałem się jednak, że presja tak bardzo zblokuje obu zawodników. Zamiast wielkiego meczu zobaczyliśmy tenisowe „warcaby” (trudno mówić nawet o „szachach”, gdyż w spotkaniu przeważały schematyczne zachowania obu zawodników, a nie misternie wprowadzane w życie zabiegi taktyczne). Być może gdyby nie problemy ze stopą Murray’a bylibyśmy świadkami bardziej zaciętej rozgrywki, może pięciu setów, może tenisowego horroru w końcówce. Wciąż byłyby to jednak tenisowe „warcaby”, dwóch genialnie przygotowanych pod względem fizycznym zawodników.

Nie twierdzę, że Djoković czy Murray dysponują mniejszymi umiejętnościami od gwiazd białego sportu sprzed lat, co więcej, uważam, że ich tenis jest na znacznie wyższym poziomie. Dowodzić może tego postawa tej dwójki we wcześniejszych rundach turnieju (i oczywiście całe multum ich występów w latach wcześniejszych) – obaj zaprezentowali wiele wspaniałego tenisa. W tym miejscu wygłoszę bardzo dziwną teorię: moim zdaniem problemem współczesnego tenisa jest jego zbyt wysoki poziom! Rywalizacja mężczyzn została tak wyśrubowana, że najzwyczajniej w świecie blokuje ona mentalnie najlepszych. Dlatego też Serb i Szkot nie pokazali w finale czegoś nadzwyczajnego, najzwyczajniej w świecie bali się! Woleli trzymać się utartych schematów, zamiast zaskoczyć rywala (wiem, że nie byłoby to łatwe, bo znają się doskonale) i przy okazji nas oglądających, czymś nietuzinkowym. Dlatego też najpiękniejsze wymiany tego finału wynikały w dużej mierze z przypadku (np. wywrotka Djokovicia, czy gdy piłka poszła po taśmie i jeden z zawodników był zmuszony iść do przodu).

Niestety to samo tyczy się Federera. Wbrew powszechnej opinii, moim zdaniem przegrał on nie ze względów natury fizycznej, a właśnie mentalnej i taktycznej. Defensywny Roger to z pewnością nie Roger, jakiego chcielibyśmy zapamiętać. Szwajcar, który we wcześniejszych rundach zaprezentował tyle „nieziemskich” zagrań, w półfinale próbował pokonać Murraya jego własną bronią. Wyszło nienajlepiej.

Chciałbym jasno podkreślić, że pozostaję wielkim fanem tenisa w męskim wykonaniu. Obawiam się tylko, iż mecze „gigantów” coraz częściej dostarczać nam będą sporo rozczarowań, szczególnie w przypadkach tak niesamowitej stawki jaką są wielkoszlemowe półfinały i finały oraz towarzyszącej temu presji ze strony opinii publicznej i nas kibiców. Dlatego serdecznie zachęcam do śledzenia rywalizacji na nieco niższym poziomie, zawodników, którzy „stają na głowach”, by znaleźć się bliżej tenisowych szczytów. Tam macie jeszcze szansę odnaleźć duszę naszej ukochanej dyscypliny. A jeżeli chodzi o gigantów… No cóż, oni już się zatracili.

P.S. Jest to pierwszy felieton z cyklu „moim zdaniem”. Ukazywać się będą one na stronie Tenisklub.pl raz w tygodniu. Dyskusja w komentarzach pod każdym z tekstów jest jak najbardziej pożądana!