Najpiękniejszy liść polskiego tenisa poszybował ku ziemi

Szymon Adamski , foto: AFP

Szymon Adamski

Stało się to, co stać się musiało. Agnieszka Radwańska kończy karierę, a Jerzy Janowicz wypada z rankingu ATP. Jeszcze półtora roku temu brzmiały tak jedynie marzenia najbardziej zawistnych osób znad Wisły. Dziś to rzeczywistość.

Od kilku miesięcy było jasne, że do tych zdarzeń dojdzie wcześniej niż później. W przypadku Janowicza można było bez problemu wskazać datę (wypadło na 12 listopada) zniknięcia ze światowych list. Z Radwańską było inaczej. Jak z liśćmi, które trzymają się jeszcze gałęzi. Niby wiadomo, że zaraz spadną, ale trudno przewidzieć kiedy dokładnie. W końcu ten najpiękniejszy liść polskiego tenisa poszybował ku ziemi, a wraz z nim ruszyła lawina komentarzy. Niekiedy trafnych, niekiedy beznadziejnych. Mam nadzieję, że mój zaliczycie do pierwszej grupy.

Mógłbym napisać post na Twitterze albo Facebooku, ale nie chcę, żeby moja wdzięczność mieściła się w limicie 280 znaków. Jeśli podzielilibyśmy tę liczbę na 13 lat zawodowej kariery Agnieszki, na każdy rok przypadłoby 21 znaków. Gdybym musiał się zmieścić, napisałbym trzynaście razy ,,dziękuję bardzo”. Tak samo za 2006 i pokonanie Myskiny, jak za 2018 i pokonanie Halep.

Kariera Agnieszki Radwańskiej to coś więcej niż zwycięstwa nad zawodniczkami ze ścisłej światowej czołówki i finał Wimbledonu przed sześcioma laty. To dla każdego z nas chwile radości i smutku. Wielu Polaków Radwańska zeswatała z tenisem, przedstawiała go zabierając w wieloletnią podróż własnymi śladami, pozwalała się zakochać. Dziś, kiedy krakowianka kończy karierę, tenis jest nam o wiele bliższy, niż te kilkanaście lat temu.

Radwańska była przewodniczką naszych marzeń. Często potrafiła je realizować. A tenis to dyscyplina o niewdzięcznych regułach. Na starcie największych imprez staje 128 zawodniczek, do mety dobiega jedna. Reszta, na różnych szczeblach turniejowych drabinek, doznaje porażek. Rywalizacja jest ogromna, z każdym rokiem coraz większa, a liczba miejsc w czołowej dziesiątce ani drgnie. Matematyka pozostaje nieugięta. Tak samo jak Radwańska, która wytrzymywała napór coraz młodszych przeciwniczek i sześć razy z rzędu spędzała zimę w czubie rankingu.

To kariera tak bogata, że aż trudno uwierzyć w kolory flagi przy nazwisku. Nie ze względu na brak wiary, bardziej ze względu na historię. Wybijały się jednostki, a przepadały tysiące. Kanał pomiędzy polskim bagienkiem a światowymi, szerokimi wodami jest drożny. Między innymi za sprawą Agnieszki Radwańskiej.

Można wymieniać i dziękować dłużej, ale na to przyjdzie jeszcze czas. Agnieszka Radwańska przecież nie znika, ona tylko i aż kończy karierę.

Chapeau bas.