Nie można się załamywać – wywiad z Natalią Siedliską

Michał Jaśniewicz , foto: Tenisklub.pl

Michał Jaśniewicz

Rozmowa przeprowadzona z Natalią Siedliską w trakcie turnieju ITF w Zielonej Górze (pula nagród 10 tys. dol.). Pochodząca z Łodzi tenisistka wygrała w tej imprezie rywalizację deblową, zaś w singlu odpadła już w pierwszej rundzie.

 

Michał Jaśniewicz: Dlaczego akurat tenis?
Natalia Siedliska: Jak miałam 5-6 lat to mama często wychodziła na tenisa. Ja byłam córeczką mamusi, więc chodziłam za mamusią. Potem zaczęły się już lekcje dla mnie, a nie dla mamy.

Szybko została podjęta decyzja, że to będzie wyczynowy tenis?
Od razu! Natychmiast zaczęłam grać w tych turniejach dla najmłodszych. Liczył się tylko tenis, nawet spałam z rakietą.

Zaczynała pani grać w Polsce, ale nie trwało to długo.
Przeprowadziłam się do Niemiec gdy miałam 12 lat. Mama wyszła za mąż po raz drugi i po prostu taką decyzję wspólnie podjęłyśmy.

Nie żałuje pani tej decyzji?
Nie. W Niemczech jest jednak trochę wyższy standard życia. Warunki do trenowania są super. Nie brakuje hal, kortów ziemnych. Trenować jest więc gdzie, czasami tylko nie ma z kim. Akademii tenisowych nie brakuje, jednak są bardzo kosztowne. Jest natomiast dużo osób grających, więc na brak sparingpartnerów nie mogę narzekać.

Często bywa pani w Polsce?
Staram się przyjeżdżać dosyć często. W Łodzi odwiedzam babcię, jak przyjeżdżam to trenuję też z moim pierwszym trenerem. Teraz najprawdopodobniej będę przyjeżdżać częściej, bo powinno być więcej okazji do grania w turniejach

Bierze pani po uwagę zmianę obywatelstwa?
Wkrótce otrzymam paszport niemiecki i zobaczymy co będzie dalej. Zobaczymy gdzie będę miała lepsze warunki. W miejscu gdzie trenuję, pod Frankfurtem, mamy dwie „dwudziestki piątki” (turnieje ITF o puli nagród 25 tys. dol. – red.), więc jest większa szansa na „dzikie karty”. Poza tym dostałam halę do trenowania za darmo. Na pewno w Niemczech dostanę więcej.

Ze strony Polskiego Związku Tenisowej jest jakieś wsparcie?
Nic nie dostaję, żadne relacje ze Związkiem mnie nie łączą.

Obecnie jest pani bez stałego trenera.
Z mamą mam treningi kondycyjne, a tak to umawiam się na granie ze sparingpartnerami.

W wieku niepełna szesnastu lat zdobyła pani pierwsze punkty do rankingu WTA. Skąd pomysł, żeby tak szybko zacząć rywalizację na tym seniorskim poziomie?
Mój ówczesny trener powiedział, żebym w juniorskich rozgrywkach nie grała, bo to strata czasu. Zaczęłam więc grać „dziesiątki”, próbować szczęścia w eliminacjach.

""

Z perspektywy czasu uważa pani, że zrezygnowanie z tej juniorskiej rywalizacji było dobrym rozwiązaniem?
Prawda jest taka, że ja w tych juniorskich turniejach nie grałam najlepiej. W seniorskich szło mi dużo lepiej. Być może jest to kwestia psychiki. Grając w seniorskich imprezach w tak młodym wieku nie ma się nic do stracenia. Oczywiście gdybym miała ranking juniorski pozwalający grać mi Wielkie Szlemy to z pewnością bym to robiła. Wtedy nie grałam jednak na takim poziomie. Stwierdziliśmy więc, że lepiej to ominąć i bez stresu grać w tych imprezach seniorskich.

Ubiegły sezon zakończyła pani zwycięstwem w „dziesięciotysięczniku” w Grecji, ale początek tego roku nie był udany.
Ja tak naprawdę sezon na poważnie zaczynam od maja. W kwietniu było świętowanie, bo udało mi się ugrać punkt. Początki roku mam straszne, ale liczę że końcówka będzie lepsza.

Stawia sobie pani konkretne cele na ten sezon?
Wiadomo, chciałabym ugrać najwięcej jak się da i powalczyć o jak najwyższe miejsce w rankingu. Teraz zmieniony został system punktacji i np. za ćwierćfinał „dziesięciotysięcznika” będą nie 4 a 2 punkty. Tak więc te rankingi będą w tym roku bardzo namieszane.

To może bardziej zasadne jest pytanie o ambicje na całą karierę?
Oczywiście zagrać w turniejach wielkoszlemowych i innych dużych imprezach. Stać w rankingu tak, aby być „ustawionym”. Awans do drugiej, czy pierwszej setki to jest zupełnie inna bajka. Z porównaniem do tego co teraz, to jest po prostu kosmos. To jest inne życie, inny status.

Notuje pani sporo dobrych wyników w deblu, a do tego świetnie się przy tym bawi. Bierze pani pod uwagę pójście w ślady Klaudii Jans-Ignacik, czy Alicji Rosolskiej?
Bardzo lubię grać w debla, to zawsze świetna zabawa, można wykazać się przy siatce. Tak więc jak będę wygrywać w deblu i zdobywać punktu to jasne, czemu nie.

""
Natalia Siedliska i Rosjanka Natela Dżalamidze po wygraniu turnieju deblowego ITF w Zielonej Górze
 

Co uważa pani za swojej najmocniejsze strony w grze?
Dużo biegam po korcie, nie mam z tym problemu. Uważam, że jestem szybka. Moim ulubionym zagraniem jest bekhend…

… i wolej.
Zgadza się! Wolej też lubię grać!

To teraz trudniejsze pytanie – nad czym musi pani najbardziej pracować?
Nad głową. Tak jak u każdego trzeba nad nią najbardziej pracować. Nie można się załamywać, trzeba walczyć do końca. Treningowo każdy gra na zbliżonym poziomie, ważne jest kto jak gra w trakcie meczu.

W Polsce wielu okazji do zdobywania punktów WTA nie ma. Jak oceni pani inauguracyjną edycję turnieju ITF w Zielonej Górze?
Bardzo fajnie jest zorganizowany, korty są ok, tylko ta pogada! Wieje i jest zimno. Jak trzeba czekać na te mecze to się bardzo marzenie. Są jednak bardzo mili ludzie, zawsze jest z kim pogadać, atmosfera jest świetna.

Sporo występuje pani w rozgrywkach ligowych w Niemczech. Czy nie koliduje to z rozgrywkami ITF i zdobywaniem punktów do rankingów?
Priorytetem jest zdobywanie punktów i awans w rankingu, aby móc grać w „wyższych” turniejach. W lidze można sobie jednak fajnie pograć i zdobyć pieniądze na turniejowe wyjazdy.

Na jakich nawierzchniach czuje się pani najlepiej?
Lubię grać na twardych kortach, ale na ziemi także. Na „hardzie” gram szybko, na mączce bardziej z głową. Tak więc lubię obie te nawierzchnie, a na kortach trawiastych nie miałam jeszcze okazji zagrać, chociaż na sztucznej trawie udało mi się kiedyś wygrać turniej.

Na liście celów do osiągnięcia występ na Wimbledonie z pewnością również się znajduje…
Czemu nie!