Paryż da się odczarować
Roland Garros nigdy nie był dla Agnieszki Radwańskiej zbytnio szczęśliwy. Zazwyczaj odpadała tu jeszcze w pierwszym tygodniu zmagań, a czwartą rundę przeszła tylko raz. Ten rok może być jednak dla Polki przełomowy. A jeśli historyczny wynik udałoby się osiągnąć właśnie w Paryżu, to Radwańska może znaleźć się nawet na czele światowego rankingu.
Mączka – nawierzchnia, która Agnieszce Radwańskiej nigdy specjalnie nie leżała. Mimo że w młodości krakowianka trenowała właśnie na nawierzchni ziemnej, bo takich kortów było i wciąż jest w Polsce najwięcej, to przez lata zawodowej kariery to czerwona cegła uważana była za jej piętę achillesową. To właśnie od kwietnia do maja krakowianka uzyskiwała najsłabsze wyniki.
Dwa tytuły
Rzeczywiście, Agnieszka Radwańska w seniorskiej karierze najlepsze wyniki odnosiła na kortach twardych i na trawie. Mylne jest jednak przekonanie, że krakowianka na mączce grać nie potrafi. Wygrała na tej nawierzchni dwa turnieje WTA – w 2008 roku w Stambule i w 2012 roku w Brukseli. W tym drugim turnieju w finale Polka ograła Simonę Halep, która przed dwoma laty właśnie na nawierzchni ziemnej osiągnęła jak dotąd jedyny finał wielkoszlemowy.
Rolanda Garrosa Rumunka wygrywała zresztą jako juniorka. Miało to miejsce dwa lata po znakomitym turnieju w wykonaniu Radwańskiej. W Polsce najwięcej mówi się o Wimbledonie, bo właśnie tam krakowianka zdobyła pierwszy juniorski tytuł wielkoszlemowy i zadebiutowała w turnieju głównym. Często zapomina się, że debiut ten miał miejsce nieco ponad dwa tygodnie po tym, jak Radwańska triumfowała w juniorskim French Open. Była wówczas najlepsza w singlu, a w deblu przegrała dopiero w finale. W efekcie jako pierwsza Polka awansowała na pozycję liderki rankingu ITF Juniors.
Przejść do historii
Teraz Radwańska może na zawsze zapisać się na kartach historii jako pierwsza Polka, która znalazła się na czele rankingu WTA. Co więcej, może się to stać właśnie po „znienawidzonym” Rolandzie Garrosie. Do tego potrzeba oczywiście triumfu w całej imprezie i potknięcia Sereny Williams, ale historia tenisa zna już dużo większe sensacje. Na razie wydaje się, że klątwę Paryża wreszcie można wreszcie przełamać.
Tylko raz, w 2013 roku, naszej najlepszej tenisistce udało się tu dojść do ćwierćfinału. Często zapominamy o tym, że wcale nie jest to dla Radwańskiej najgorszy turniej wielkoszlemowy. Gorzej wiodło się jej w US Open, gdzie czterokrotnie dochodziła do 1/8 finału. Tyle samo razy przechodziła trzecią rundę w stolicy Francji, ale tu raz udało się zajść o krok dalej. Wówczas w walce o półfinał lepsza okazała się Sara Errani.
Na tegoroczny występ „Isi” patrzymy powiem głównie przez pryzmat zeszłorocznej sensacji. Wówczas pierwsza część sezonu kompletnie nie układała się po myśli Polki, która przegrywała z dużo niżej notowanymi rywalkami, a apogeum nastąpiło właśnie na kortach Rolanda Garrosa, gdzie po raz pierwszy od 2009 roku Radwańska pożegnała się z Wielkim Szlemem już w po pierwszym spotkaniu.
Korzystne losowanie
Po pierwszych trzech meczach z pewnością możemy być optymistami. Zaczęło się od wymarzonej rywalki w pierwszej rundzie. Bojana Jovanovski nie przyjechała do Paryża w pełni zdrowa, w tym roku nie wygrała jeszcze spotkania, a Radwańskiej urwała zaledwie trzy gemy, fundując jej w zasadzie jedynie solidną rozgrzewkę. Prawdziwy test miał nadejść w drugiej rundzie. Miał, bo choć Caroline Garcia dzień przed startem French Open wygrała turniej na tej samej nawierzchni w Strasbourgu, z Radwańską zawsze toczyła wyrównane boje, a do tego miała za sobą wsparcie tysięcy kibiców, to tym razem nie miała wiele do powiedzenia. Nieco ponad godzina walki, dwa sety i pewny awans
najlepszej polskiej tenisistki do trzeciej rundy.
Tam czekała Barbora Strycova, która z Polką nigdy nie wygrała. Ba, nie urwała jej nawet seta! W piątek było inaczej. Choć Radwańska prowadziła 6:2, 3:0, to później w jej grze pojawił się kryzys. Oglądaliśmy krakowiankę w najgorszej wersji – popełniającą proste błędy, grającą przez środek kortu, słabo serwującą. Ten kryzys nie trwał na szczęście długo, bo pięć gemów. To wystarczyło, aby Strycova wyszarpała seta. Ani przez moment nie było zagrożone zwycięstwo „Isi” w całym meczu.
W niedzielę krakowianka zmierzy się z Cwetaną Pironkową. Z Bułgarką grała wcześniej aż 12-krotnie i 10 z tych meczów wygrała. Cztery pojedynki miały miejsce na nawierzchni ziemnej i tylko raz Polka straciła w nich seta. Było to zresztą w Stambule, gdzie nasza tenisistka wygrała cały turniej. W tym meczu będzie zdecydowaną faworytką, bo Bułgarka i tak osiągnęła w tym roku życiowy sukces – nigdy nie grała tu w czwartej rundzie. Może być jednak chociażby tak, jak przed dwoma laty, gdy turniej życia zagrała Ajla Tomljanović…
Drabinka z pewnością sprzyja Radwańskiej. W ćwierćfinale rywalką Polki może być Simona Halep. Oczywiście, ewentualny mecz z Rumunką z pewnością nie będzie łatwy, ale jest to rywalka będąca w pełnym zasięgu naszej tenisistki . Rywalka, która zresztą w tym roku nie zachwyca, podobnie jak będąca na kursie kolizyjnym w półfinale Garbine Muguruza. Może być więc tak, że główne rywalki, podobnie jak Petra Kvitova i Angelique Kerber, wykruszą się wcześniej. A wówczas tym bardziej wszystko jest możliwe. Kto wie, może to właśnie w mieście wieży Eiffla Agnieszka Radwańska wyląduje na szczycie?


