Polacy w 2013 roku: sezon jakiego nie było

Michał Jaśniewicz , foto: AFP

Michał Jaśniewicz

Bez cienia wątpliwości był to najlepszy sezon w historii polskiego tenisa. Sukcesy spadały na nas ze wszystkich stron. Warto więc przypomnieć sobie te największe osiągnięcia i zastanowić jaki będzie 2014 rok dla naszych czołowych tenisistów.

Tekst: Michał Jaśniewicz

Agnieszka Radwańska (5. miejsce na koniec sezonu)
Najlepsza polska tenisistka rozpoczęła 2013 rok w nadzwyczajnym stylu, wygrywając turnieje w Auckland i Sydney – tracąc w nich zaledwie jednego seta. W Australian Open Radwańska pewnie wygrała cztery pierwsze spotkanie, ale w ćwierćfinale nie sprostała doskonale dysponowanej Na Li.

""
Agnieszka Radwańska po triumfie w Auckland; źródło AFP
 

Na kolejny tytuł trzeba było poczekać aż do połowy września (Seul), ale po drodze krakowianka odnotowała szereg świetnych wyników, jak pierwszy w karierze ćwierćfinał Roland Garros, półfinały w Miami i Doha, finał w Stanford, no i oczywiście półfinał Wimbledonu. Jak na ironię właśnie występ na kortach trawiastych w Londynie dostarczył najwięcej niedosytu. Po ciężkim i zwycięskim boju w ćwierćfinale z Na Li, wielkoszlemowy tytuł wydawał się na wyciągnięcie ręki. Półfinał z Lisicki na długo (oby nie na zawsze) pozostanie w pamięci polskich kibiców. Dwie piłki dzieliły "nas" od finału, a wysoce prawdopodobne, że i od historycznego triumfu.

Po zwycięstwie w Seulu były jeszcze przyzwoite występy w Tokio (porażka w ćwierćfinale z Kerber) i Pekinie (przegrany półfinał z Williams). Mocnego akcentu na koniec sezonu jednak nie było, gdyż WTA Championships Radwańska zakończyła bez wygranego chociażby seta.

Résumé: to był kolejny wyborny sezon w wykonaniu Agnieszki Radwańskiej. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż czasami nie doceniamy kolejnych triumfów w turniejach WTA. To trochę tak jak z narodzinami dziecka – pierwsze wywołuje u wszystkich euforię, a kolejne przyjmowane są już bardziej stonowanie. Trzeba zaś wyraźnie powiedzieć – każdy wygrany turniej WTA to kolejny rozdział w tenisowych annałach, a Agnieszka w tym roku sięgnęła aż po trzy tytuły. Występy wielkoszlemowe także należy uznać za bardzo udane, chociaż akurat w tym względzie pewna nutka niedosytu pozostaje.

Niedosyt dobrze rokuje jednak na przyszłość. W 2014 roku z pewnością na konto Polki pójdą kolejne wygrane turnieje WTA („pewniakiem” wydają się Katowice), a przewiduję również przynajmniej jeden wielkoszlemowy finał.

Jerzy Janowicz (21 ATP)
2012 rok łodzianin zakończył pamiętanym sukcesem w paryskiej Bercy. Po takim osiągnięciu apetyty były ogromne. Zaczęło się nie najlepiej, bo od porażki w pierwszej rundzie w Auckland, w wietrznych warunkach, z Brianem Bakerem. Z Australian Open zapamiętamy z pewnością mecz drugiej rundy z Devvarmanem, odrobienie dwusetowej straty i słynne już „how many times?!”. Niestety mecz ten Jerzyk przypłacił potężnymi pęcherzami na dłoniach, które uniemożliwiły mu skuteczną rywalizację w trzeciej rundzie z Nicolasem Almagro.

Kolejne turnieje nie do końca zaspokajały ambicje kibiców, jak i samego tenisisty. Warto na pewno odnotować ćwierćfinały w Marsylii, a przede wszystkim w Rzymie, gdzie ograł Tsognę oraz Gasqueta i dopiero po wyrównanym meczu zatrzymał go Federer. Grę na kortach ziemnych łodzianin zakończył przyzwoitym startem w Roland Garros (porażka w czterech setach, w meczu trzeciej rundy z Wawrinką).

W końcu nadszedł ten pamiętny Wimbledonu. W pierwszych trzech meczach Janowicz nie stracił seta, następnie wygrał pięciosetową konfrontację z Melzerem, zaś w ćwierćfinale wygrał absolutnie historyczny mecz dla polskiego tenisa, z Kubotem. Półfinałową potyczkę z Murrayem nasz tenisista rozpoczął od wygrania seta. Polak nie wytrzymał jednak presji i nie był w stanie zatrzymać Brytyjczyka w pochodzie po pierwszy triumf w Wimbledonie.

""
Jerzy Janowicz w ćwierćfinale Wimbledonu przeciwko Łukaszowi Kubotowi; źródło AFP

 

W ostatniej części sezonu obyło się bez spektakularnego sukcesu, ale w dwóch konfrontacjach z Nadalem, czy pojedynku z Ferrerem, Janowicz pokazał, że jest w stanie toczyć równorzędną walkę ze ścisłą czołówką i brakuje mu jeszcze tylko trochę więcej zimnej krwi oraz oświadczenia.

Résumé: w przypadku Janowicza trzeba pamiętać, iż był to dla niego pierwszy pełny sezon w rozgrywkach ATP Tour (jeszcze w 2012 roku grał głównie w challengerach, a nawet futuresach) i te doświadczenia muszą zaprocentować. Ponadto za sam półfinał Wimbledonu trzeba uznać sezon za bardzo udany.

U łodzianina podstawowym problemem są kontuzje. Jeżeli będzie zdrowie dopisywało to czołowa dziesiątka rankingu jest tylko kwestią czasu, a i finał wielkoszlemowy nie brzmi jak science-fiction.

Urszula Radwańska (40 WTA)
To z pewnością nie był wymarzony sezon dla krakowianki, aczkolwiek kilka wartościowych wyników należy odnotować – czwarta runda w Indian Wells (zwycięstwo m.in. ze Stephens), a także ćwierćfinały w Monterrey, ‘s-Hertogenbosch, Stanford (zw. z Hantuchovą) i Carlsbardzie (zw. z Janković).

""
Urszula Radwańska w meczu czwartej rundy w Indian Wells przeciwko Wiktorii Azarence; źródło AFP

 

Sporym niedosytem znów okazały się turnieje wielkoszlemowe – Urszula Radwańska wciąż nie potrafi się w tych imprezach przebić dalej niż do drugiej rundy. Polka sezon zakończyła we wrześniu, gdyż następnie poddała się operacji barku. Z tego też powodu młodszej z sióstr Radwańskich nie zobaczymy w turniejach australijskich.

Résumé: 2014 rok zapowiada się jako kluczowy dla kariery Urszuli Radwańskiej. Szczególnie ważna może być tu zmiana szkoleniowca, no i dyspozycja po dłuższej przerwie. Pozostaje życzyć krakowiance, aby wróciła do rywalizacji w stylu Rafaela Nadala.


Michał Przysiężny (66 ATP)

Pochodzący z Głogowa tenisista pokazał jakie wyniki potrafi osiągać, gdy nie prześladują go kontuzje, chociaż drobnych urazów i w tym roku nie brakowało. Sezon rozpoczął się dla Przysiężnego fatalnie, gdyż od czterech przegranych spotkań i to bez zdobytego nawet seta. Przełamanie przyszło w lutym, w postaci wygranego challengera w Bergamo.

Kolejne miesiące były na przyzwoitym poziomie – finał challengera w Johannesburgu, czy drugie rundy Roland Garros i Wimbledonu (w obu turniejach wielkoszlemowych po przejściu eliminacji). Bezpośrednio po występie w Londynie głogowianin udał się do Newport, gdzie na kortach trawiastych osiągnął ćwierćfinał, co zapewniło mu grę w US Open bez eliminacji.

""
Michał Przysiężny w meczu drugiej rundy Roland Garros z Richardem Gasquetem; źródło AFP

 

W Nowym Jorku gra zakończyła się na pierwszej rundzie i porażce z Julienem Benneteau. Udana była końcówka sezonu, przede wszystkim półfinał w St. Petersburgu i druga runda w Paryżu (po przejściu eliminacji i zwycięstwie z 38. w rankingu Jarkko Nieminenem).

Résumé: Michał Przysiężny awansował w tym roku na pozycję drugiej polskiej rakiety i wszystko wskazuje, że przez dłuższy czas na tej pozycji pozostanie. Jeżeli zdrowie dopisze to czołowa pięćdziesiątka na pewno jest w zasięgu, a i wygranie turnieju ATP Tour wydaje się całkiem możliwe.

Łukasz Kubot (72 ATP)
To był wymarzony sezon dla Łukasza z jednego względu – mowa oczywiście o ćwierćfinale Wimbledonu. Niestety był to też jedyny pamiętny występ naszego doświadczonego tenisisty w 2013 roku. W żadnym z innych turniejów Kubot nie doszedł dalej niż do drugiej rundy. Warto może jeszcze odnotować wygrany turniej deblowy w Acapulco (w parze z Davidem Marrero) i półfinał prestiżowej rywalizacji w Madrycie (w parze z Jeremy Chardym).

""
Łukasz Kubot w meczu trzeciej rundy Wimbledonu z Benoit Paire; źródło AFP

 

Résumé: wszystko wskazuje, iż to schyłek kariery dla Łukasza jeśli chodzi o singla. Do turnieju w Wimbledonie ranking pozwoli mu na występy w większości turniejów, ale po rywalizacji w Londynie może być o to trudno. Dlatego też, Kubot powoli powinien zacząć koncentrować się na grze podwójnej, a przede wszystkim stałym partnerze – wówczas turniej mistrzów jest całkiem realny.


Katarzyna Piter (119 WTA)

22-letnia poznanianka w końcu pokazał swój potencjał, a przede wszystkim serce do walki. W pierwszej części sezonu „fajerwerków” nie było. Warto odnotować półfinał turnieju ITF w Irapuato (50 tys. dol.) i finał w Grado (25 tys. dol.) – do obu tych imprez przedzierała się przez eliminacje. Wyraźna zwyżka formy nastąpiła w lipcu, czego efektem były trzy z rzędu finały ITF – w Toruniu (25 tys. dol), Ołomuńcu (100 tys. dol.) i Izmirze (25 tys. dol.). Wszystkie one były przegrane, ale przyrost punktów rankingowych znaczący.

Najwspanialszy okazał się dla Piter październik i pamiętne batalie w turniejach WTA w Linzu (druga runda) i przede wszystkim w Luksemburgu (ćwierćfinał, po wcześniejszym zwycięstwie nad Kirsten Flipkens). Na koniec roku był jeszcze ćwierćfinał challengera w Tajpej. W efekcie poznanianka zakończyła sezon na 119. miejscu w rankingu.

""
Katarzyna Piter w meczu drugiej rundy w Luksemburgu z Yaniną Wickmayer; źródło Jan McIntyre

 

Résumé: to był oczywiście przełomowy sezon w karierze Katarzyny Piter. Cel na kolejny również jest oczywisty – czołowa setka rankingu (sama tenisistka więcej o swoich ambicjach mówi w reportażu magazynu Tenisklub). Jest to cel całkowicie realny i może zostać osiągnięty już w styczniu, gdy Polka walczyć będzie w eliminacjach w Brisbane oraz Australian Open.


Magda Linette (123 WTA)

Kolejna tenisistka z Poznania, która puka do czołowej setki rankingu. Od marca Linette prezentowała bardzo równą formę, notując szereg wartościowych wyników w turniejach ITF. Pod tym względem szczególnie imponująca była końcówka sezonu – zwycięstwo w Pune (25 tys. dol.), finały w Nantes (50 tys. dol.) i Navi Mumbai (25 tys. dol.), a na koniec jeszcze półfinał w Ankarze (50 tys. dol.).

Największym tegorocznym osiągnięciem Linette jest jednak półfinał zawodów WTA w Baku, do których przedzierała się przez eliminacje. Co prawda poznanianka nie grała tam z nikim z Top 100, ale 140 punktów rankingowych było dla tenisistki na wagę złota.

Résumé: o Linette można dokładnie napisać to samo co o Piter. Magda zdecydowała się na bardzo krótką przerwę między sezonami, gdyż już w przyszłym tygodniu wystąpi w turnieju ITF w Hong Kongu (50 tys. dol.), a następnie w eliminacjach Australian Open. Do wyścigu o czołową setkę rankingu podchodzi więc bardzo poważnie.


Paula Kania (183 WTA)

Trzecia z naszych tenisistek, mających na horyzoncie czołową setkę rankingu (czytaj Setka na horyzoncie). 21-letnia sosnowiczanka zdecydowała się w tym roku na zmianę trenera i przyniosło to pozytywne efekty. Zdecydowanie największym sukcesami w zakończonym sezonie były wygrane turnieje ITF w Toruniu (25 tys. dol.) oraz w Tajpej (50 tys. dol.). Do tego sześć innych ćwierćfinałów i punkt wyjścia do nowego roku całkiem przyzwoity.

Résumé: Paula do czołowej setki rankingu ma nieco odleglejszą drogę niż koleżanki z Poznania, niemniej również celuje w rywalizację na szczeblu WTA Tour. W styczniu zagra w eliminacjach w Auckland oraz Australian Open. Wydaje się, że przełomowy turniej dla kariery jeszcze przed Kanią. Pozostaje życzyć i wierzyć, że nastąpi on w najbliższym czasie.


Grzegorz Panfil (288 ATP)

Był to przyzwoity sezon dla leworęcznego tenisisty z Zabrza. Jeden wygrany „futures” i dwa inne finały cieszą, ale w przypadku naszego 25-letniego reprezentanta trzeba już patrzeć w imprezy wyższego szczebla. W tym kontekście najlepszymi osiągnięciami były ćwierćfinały challengerów w Poznaniu, Szczecinie oraz Libercu. Trzeba też podkreślić, iż Panfil w przeciągu roku awansował w rankingu o 234 pozycje.

Résumé: dla Panfila niezwykle cennym doświadczeniem będzie występ u boku Agnieszki Radwańskiej w Pucharze Hopmana. W dalszej części sezonu zabrzanin powinien skoncentrować się na występach w challengerach i walczyć o dalszy awans w rankingu. Druga setka rankingu jest realnym celem.


Sandra Zaniewska (299 WTA)

Polka straciła cztery pierwsze miesiące sezonu, ze względu na kontuzję stawu krzyżowo-biodrowego. Katowiczanka po rehabilitacji nie była w stanie nawiązać do swoich osiągnięć z pierwszej połowy 2012 roku. Najlepszym tegorocznym wynikiem Sandry był finał turnieju ITF w Casablance (25 tys. dol.). Inne występ w kategorii sukcesów trudno rozpatrywać.

Résumé: Sandra w tym wspominanym już 2012 roku udowodniła, że jest tenisistką na miarę czołowej setki rankingu. Powrót po kontuzji nie jest jednak łatwy. Miniony sezon można potraktować jako „przejściowy”, ale z kolei 2014 rok wydaje się być kluczowy. Katowiczanka powinna odpuścić definitywnie turnieje z pulą nagród 10 oraz 15 tys. dolarów i skoncentrować na bardziej ambitnych celach. Wzorem dla Zaniewskiej może być tegoroczna postawa Piter oraz Linette.


Kamil Majchrzak (21 ITF juniors)

17-latek z Polski pokazał się w tym roku tenisowemu światu. Z jednej strony były dwa spektakularne sukcesy (wygrany debel w juniorskim US Open oraz singlowy triumf w prestiżowych zawodach Eddie Herr International). Z drugiej strony należy podkreślić równą grę Kamila przez cały sezon, w lutym wygrał zawody ITF juniorów w Doniecku (Grade 2), w kwietniu w Piestanach (Grade 2), a w lipcu osiągnął półfinał wysoko punktowanych zawodów w Klosters (Grade B1).

Majchrzak powoli przymierza się również do rywalizacji z seniorami. W tym roku osiągnął ćwierćfinał futures’a w Bydgoszczy (wygrał m.in. z Panfilem). „Dzikie karty” umożliwiły mu również starty w challengerach w Poznaniu i Szczecinie, ale na zwycięstwa w imprezach tej rangi ma jeszcze czas.

Résumé: W 2014 roku Kamil Majchrzak planuje starty w najważniejszych turniejach juniorskich oraz zacząć regularne granie na szczeblu seniorskim (więcej o swoich planach Kamil opowiada w wywiadzie dla portalu Tenisklub.pl). Na tym etapie kariery nie musi jeszcze nic nikomu udowadniać, a najważniejsze jest zbieranie doświadczeń. Kolejny tytuł wielkoszlemowy byłby jednak mile widziany.

Reprezentacja Polski
Osobne miejsce należy poświęcić występom naszych drużyn narodowych. Reprezentacja davisucpowa osiągnęła najlepszy wynik w historii, docierając do barażów o Grupę Światową. Bez Jerzego Janowicza nie byliśmy jednak w stanie zatrzymać Bernarda Tomica oraz Lleytona Hewitta. Można mieć uzasadnioną nadzieję, iż w 2014 roku uda się wykonać ten jeden krok dalej. Pierwszy test już na przełomie stycznia i lutego, w postaci bardzo trudnej wyjazdowej rywalizacji z Rosją.

Siostry Radwańskie w Fed Cupie w pełni wykonały założony cel – powrót do drugiej Grupy Światowej. Cel na 2014 rok może być tylko jeden – awans od pierwszej Grupy Światowej. Nasza reprezentacja w chwili obecnej nie ustępuje niczym Włoszkom, Czeszkom, czy Rosjankom, więc na pewno trzeba mierzyć wysoko!

 ""
Polska drużyna po zapewnieniu sobie awansu do II Grupy Światowej Fed Cup; źródło AFP