Powrót starych mistrzów – podsumowanie pierwszego tygodnia Australian Open

Anna Niemiec , foto: AFP

Anna Niemiec

Australian Open jest chyba najbardziej wyczekiwanym, ze wszystkim turniejów wielkoszlemowych. Po przerwie w rywalizacji, kibice są wyposzczeni i nie mogą się doczekać, żeby zobaczyć ulubieńców znowu w akcji. Tenisiści z kolei czekają, aby sprawdzić, czy międzysezonowa harówka przyniosła spodziewane efekty.

Tekst: Anna Niemiec

Jeśli chodzi o atmosferę na trybunach i wokół kortów, to żaden inny turniej nie może się równać z The Happy Slam. Zawodnicy na każdym kroku podkreślają, że lepszych kibiców, od tych w Melbourne, nie ma nigdzie. Pora mroku w Europie środkowowschodniej powoduje, że w trakcie mroźnej, ponurej zimy, każdy promień słońca jest na wagę złota. Nawet ten płynący z ekranu, okraszony tenisowymi sukcesami, dodaje energii i optymizmu.

""

Trzeba powiedzieć, że w pierwszym tygodniu imprezy australijskie lato dało się we znaki tenisistom. Zawodnicy jeszcze bardziej niż zwykle przypominali gladiatorów, którzy tym razem zmuszeni zostali do walki na rozżarzonej arenie. Zwycięsko z tych bojów mogli wyjść tylko najtwardsi. Polegli między innymi Petra Kvitova i Juan Martin Del Potro. Czeszka przegrała już pierwszej rundzie z Tajką Luksiką Kumkhum. Argentyńczyk przetrwał co prawda pierwszy w mecz, ale w drugiej trudy pięciosetowego spotkania lepiej wytrzymał jego rywala Bautista Agut. Oboje wysocy, lubiący kończyć wymiany jak najszybciej. Ani Petra ani Juan Martin nigdy nie słynęli z wytrzymałości fizycznej. Kvitova zawsze miała problemy z grą w miejscach gdzie panuje wysoka temperatura i duża wilgotność powietrza. Del Potro zapłacił cenę za wygrany turniej w Sydney tuż przed Australian Open.

""

Jednak ofiar gorącego, australijskiego lata było więcej. W pierwszej fazie turnieju kreczów i walkowerów było co niemiara. Zdarzyło się kilka omdleń zarówno wśród zawodników jak i „ballboyów”. Spora grupa zawodników wyraziła oburzenie, że zmusza się ich do gry w takich warunkach. Pojawiły się głosy, że organizatorzy nie przerywając gier igrają nie tylko ze zdrowiem, ale również z życiem sportowców. Roger Federer w swoim stylu skomentował: -nie przesadzajmy, w końcu jesteśmy w Australii i jest środek lata. Upał to sprawa mentalna, takie same warunki ma przeciwnik. Organizatorzy początkowo wypowiadali się w tonie „Sorry, taki mamy klimat”, ale gdy następnego dnia temperatura jeszcze wzrosła, zdecydowali się na zasunięcie dachów nad głównymi arenami i przerwanie na kilka godzin pojedynków na kortach gdzie zadaszenia nie ma.

""

Warunki do gry były ekstremalne, dlatego wielkie słowa uznania należą się Jerzemu Janowiczowi, który praktyczne bez przygotowania doszedł do trzeciej rundy. Kontuzja stopy uniemożliwiła mu normalne treningi w okresie przygotowawczym. Każdy zawodnik wie, że ciężko jest wytrzymać fizycznie zacięty mecz bez zbudowanej formy. Janowicz wytrzymał pięcio i czterosetówkę w czterdziestostopniowym upale. Nic dziwnego, że w trzeciej rundzie już ledwo stał na nogach. W tych okolicznościach trzeba uznać to za sukces. Szacunek. Agnieszka Radwańska miała co prawda moment słabszej gry w meczu pierwszej rundy przeciwko Julii Putincewej, przez co straciła seta, ale ogólnie w pierwszym tygodniu Australian Open zaprezentowała się dobrze.

""

Po kilku dniach udręki tenisowi bogowie wysłuchali w końcu zawodników i zesłali im orzeźwienie, ratunek w postaci burzy. Po przejściu nawałnicy temperatura znacznie spadła, co wszyscy przyjęli z ulgą. Na kortach nie było przez to mniej emocji. Szczególnie u pań. W czwartej rundzie solidarnie odpadły dwie największe gwiazdy kobiecego tenisa – Serena Williams i Maria Szarapowa. Pierwszą wyeliminowała Ana Ivanović, drugą Dominika Cibulkova. Rosjanka po kontuzji od początku turnieju formą nie błyszczała. Nie potrafiły jednak tego wykorzystać ani Bethanie Mattek-Sands ani Alize Cornet. Blisko była Włoszka Karin Knapp, ale 10:8 w trzecim secie lepsza okazał się „Masza” . Dominika Cibulkova nie ma dobrych warunków fizycznych, jednak na korcie słynie z niesamowitej agresji i tego, że nikogo się nie boi. Nawet Marii, która normalnie całkiem nieźle radzi sobie z onieśmielaniem rywalek na korcie. Ale nie z Dominiką takie numery. Pierwszy set co prawda dla Rosjanki, ale w dwóch kolejnych Słowaczka wykorzystała swoją szansę i to ona znalazła się w ćwierćfinale.

""

O ile odpadnięcie Szarapowej było niespodzianką z rodzaju tych, które można przewidzieć, o tyle pożegnanie się Sereny Williams z turniejem już w czwartej rundzie ciężko nazwać inaczej niż sensacją. Ana Ivanović już w poprzednim meczu przeciwko Samancie Stosur zaprezentowała się dobrze. Wytrzymała nie tylko nerwowy mecze, ale również ogłuszający doping Australijczyków wspierających swoją faworytkę. Nikt jednak nie spodziewał się, że młodsza z sióstr Williams może sobie z Serbką nie poradzić. Serena była tego dnia daleko od najlepszej dyspozycji. Nie zmienia to faktu, że Ivanović rozegrała bardzo dobre spotkanie. Dyktowała warunki forhendem jak za najlepszych lat. Przy serwisie rywalki wchodziła w kort i próbowała przejmować inicjatywę już przy pomocy returnu. Mało która zawodniczka wierzy, że taka opcja jest w ogóle możliwa w meczach przeciwko obecnej liderce światowego rankingu. Tego dnia taktyka Any sprawdziła się w 100% i Serbka mogła się cieszyć z jednego z największych zwycięstw w karierze.

""

U panów w pierwszym tygodniu turnieju wszystko szło raczej zgodnie z planem. Główni faworyci pewnie meldowali się w kolejnych rundach. Być może dlatego więcej czasu poświęcano nowej modzie na „retro trenerów”, która zapanowała w męskim tourze.

Wszyscy zdążyli się już przyzwyczaić do Andy’ego Murraya i Ivana Lendla. Dlatego na pierwszy plan wysunęły się współpraca Stefana Edberga z Rogerem Federerem oraz Borisa Beckera z Novakiem Djokoviciem. Duet szwedzko-szwajcarski odbierany jest przez wszystkich bardzo pozytywnie. Na korcie obaj nastawieni ofensywnie, poza kortem uważani za uosobienie klasy oraz stylu. To, że zaczęli razem pracować wydaje się naturalne i oczywiste. Sporym zaskoczeniem była natomiast decyzja Djokovica o zmianie Mariana Vajdy na Beckera w roli głównego szkoleniowca. Niemiec to kontrowersyjna postać, w niektórych środowiskach odbierana negatywnie. Dokonania trenerskie mogłyby wytrącić wszystkie argumenty tym co wątpią w słuszność decyzji Serba, ale tych na razie brak w CV Niemca. Nie bardzo wiadomo jak Becker miałby pomóc Novakowi w zwycięstwie w Roland Garros, jedynym szlemie, którego nie udało mu się jeszcze zdobyć. Na razie obaj zapewniają, że współpraca układa się doskonale. Czas pokaże czy „Nole” miał nosa zatrudniając „Boom Boom” Beckera czy też popełnił błąd.

""

W cieniu tych dwóch na pewno najbardziej spektakularnych połączeń pracują również inni dawni mistrzowie. Goran Ivanisević od pewnego czasu pracuje z rodakiem Marinem Cilicem. Kei Nishikori z kolei zdecydował się na włączenie do sztabu trenerskiego Michaela Changa. Przyniosło to chyba niezłe efekty, bo w Australii Japończyk zaprezentował się bardzo przyzwoicie. Doszedł do czwartej rundy, gdzie poległ co prawda w trzech setach z Rafaelem Nadalem, ale Kei nigdy jeszcze nie postawił Hiszpanowi tak twardych warunków. Losy każdej z tych partii rozstrzygały się w samej końcówce, potrzebne były dwa tie breaki.

Co pewien czas wracają dyskusje czy nie przenieść pierwszej lewej Wielkiego Szlema do Azji. Powiem szczerze, nie wyobrażam sobie tego. Mam nadzieję, że pieniądze to nie wszystko i nigdy do tego nie dojdzie. Zwolennicy tego pomysłu, argumentują, że owszem, za Antypodami przemawia tradycja, ale Australijczycy nie zasługują na to by mieć turniej takiej rangi, bo mają za mało klasowych zawodników. Grają co prawda Samatha Stosur i Lleyton Hewitt, jednak gdy oni skończą kariery, nie zostanie już nikt. Tegoroczna impreza jest dowodem na to, że azjatyccy lobbyści nie mają racji. Nick Kyrgios, Thanassi Kokkinakis czy Jordan Thompson udowodnili, że australijski tenis ma powody z optymizmem patrzyć w przyszłość. Nie można również zapomnieć o Bernardzie Tomicu, który miewa problemy z motywacją do treningu, ale potencjału na wielkiego gracza również mu nie brakuje. Po stronie kobiet jest Ashleigh Barty, siedemnastolatka, mająca na koncie trzy wielkoszlemowe finały w grze podwójnej.

""

Miejmy nadzieję, że ci młodzi zawodnicy przyczynią się do powstrzymania dyskusji na temat zabrania Australijczykom ich wyjątkowej imprezy. Naprawdę na to nie zasłużyli.