Puchar Davisa: w kierunku elity

Michał Jaśniewicz , foto: AFP

Michał Jaśniewicz

Po rocznej przerwie polscy tenisiści wracają na bezpośrednie zaplecze Grupy Światowej Pucharu Davisa i od razu z ambicjami walki o miejsce w elicie. Pierwszy krok trzeba będzie wykonać we wrocławskiej Hali Stulecia, gdzie w dniach 1-3 lutego biało-czerwoni podejmą tenisistów ze Słowenii.

 

RYS HISTORYCZNY
Początki rywalizacji Polaków w Pucharze Davisa sięgają lat dwudziestych ubiegłego stulecia. W 1925 roku biało-czerwoni zadebiutowali meczem z Wielką Brytanią, przegrywając gładko 0-5 (z Brytyjczykami mierzyliśmy się w całej historii aż ośmiokrotnie, wygrywając tylko raz – w ostatnim spotkaniu, we wrześniu 2009 roku). W kolejnych czterech startach również nie udało się odnotować żadnego chociażby pojedynczego zwycięstwa.

Rewolucję przyniósł dopiero rok 1930 i zwycięstwo 3-2 w Warszawie nad Rumunią (dwa punkty dał nam wówczas niezapomniany Ignacy Tłoczyński, a przy wyniku 2-2 pięciosetową batalię wygrał Maximilian Stolarow). Do wybuchu II Wojny Światowej Polakom udało się wygrać łącznie osiem spotkań w ramach Pucharu Davisa, ale droga do rywalizacji z elitą cały czas była odległa.

""
Spotkanie Pucharu Davisa Francja – Polska, z 1963 roku (Paryż); źródło: AFP

 

Po wojnie Polacy wrócili do rozgrywek w 1950 roku. Przez kolejnych przeszło trzydzieści lat rozgrywki Pucharu Davisa sprowadziły do naszego kraju wiele legend białego sportu. Gościli u nas m.in. Nicola Pietrangeli (dwukrotny triumfator Roland Garros), Pierre Darmon (finalista Roland Garros i ćwierćfinalista Australian Open), Thomaz Koch (ćwierćfinalista trzech turniejów wielkoszlemowych i triumfator czternastu turniejów zawodowych), Istvan Gulyas (finalista Roland Garros), Corrado Barazzutti (półfinalista Roland Garros i US Open), czy Mansour Bahrami (grał w reprezentacji Iranu, wielkich sukcesów nie odnosił, ale do dzisiaj czaruje publikę swoimi cyrkowymi popisami na korcie)

Najsłynniejszym uczestnikiem Pucharu Davisa w Polsce był Bjorn Borg. Utytułowany szwedzki tenisista gościł u nas w 1975 roku. W pierwszym spotkaniu na warszawskiej Legii rozbił Henryka Drzymalskiego (6:0, 6:0, 6:2). W niedzielę znacznie twardszy opór stawił mu Wojciech Fibak, ale również nie dał rady, przegrywając 4:6, 1:6, 6:8. Było to jedno z najsłynniejszych spotkań tenisowych, jakie miały miejsce w naszym kraju. Mecz transmitowany był w telewizji, oczywiście z komentarzem Bohdana Tomaszewskiego.

 

W 1981 roku zmienił się system rozgrywania Pucharu Davisa. Grupa Światowa od tego czasu liczy szesnaście najlepszych drużyn, a na zapleczu są reprezentacje podzielone na strefy (według kontynentów) oraz szczeble rozgrywek. Od przeszło trzydziestu lat Polacy lawirują między I, a II grupą strefy euro-afrykańskiej (w 2002 roku znaleźliśmy się nawet w trzeciej grupie, ale na szczęście było to jednorazowe wydarzenie). Nigdy w historii nie zdołaliśmy jednak wygrać dwóch meczów I grupy w jednym sezonie i tym samym zapewnić sobie prawa walki w play-offach o Grupę Światową. Liczymy, iż ten rok zmieni ową sytuację.

 

TAK BYŁO ROK TEMU
W 2011 roku, po dotkliwej porażce z Finlandią 2-3 (po dwóch dniach przegrywaliśmy 0-3), Polska znów spadła do II grupy euro-afrykańskiej. Na szczęście w ubiegłym sezonie nasi tenisiści w Pucharze Davisa nie mieli sobie równych. Losowanie ułożyło się szczęśliwe, gdyż wszystkie trzy mecze graliśmy przed własną publicznością. Najpierw w lutym rozbiliśmy egzotycznych przyjezdnych z Madagaskaru 5-0 (w Warszawie), w kwietniu Estonię 4-1 (w Inowrocławiu), zaś w decydującym meczu 3-2 Białoruś (w Łodzi, prowadziliśmy w tym meczu już 3-0).
 

""
(źródło: Adam Nurkiewicz / Mediasport/ PZT)

 

W ubiegłym roku znakomicie spisywała się cała ekipa, wszystkie swoje mecze wygrali Jerzy Janowicz, Łukasz Kubot oraz nasi niezawodni debliści – Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski. Sukces polskiej ekipy został dostrzeżony i nagrodzony podczas gali Polskiego Związku Tenisowego. W tym sezonie poziom trudności diametralnie idzie jednak do góry.

 

KIBICE
Podobnie jak w ubiegłym roku, tak i w tym możemy mówić o udanym losowaniu. Zagramy bowiem mecz pierwszej rundy w Polsce, a w przypadku zwycięstwa także kolejny pojedynek (z RPA) u siebie. Z punktu widzenia promocji tenisa w naszym kraju to bardzo ważne, ale niemniej istotny jest fakt, że publika bardzo pomaga polskim tenisistom w rywalizacji na korcie.

Wielokrotnie Łukasz Kubot, Jerzy Janowicz, Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski podkreślali jak ważne jest dla nich wsparcie kibiców podczas meczów Pucharu Davisa. Mówił o tym na konferencji prasowej przed pojedynkiem ze Słowenią nasz kapitan, Radosław Szymanik.

 

""
(źródło: Adam Nurkiewicz / Mediasport/ PZT)

 

Wszystko wskazuje na to, iż we wrocławskiej Hali Stulecia biało-czerwoni otrzymają nadzwyczajne wsparcie. Po ubiegłorocznych sukcesach Radwańskiej i Janowicza, zainteresowanie tenisem drastycznie wzrosło, a takiego zainteresowania jak przed meczem ze Słowenią, już dawno nie było przy okazji Pucharu Davisa w Polsce. Co prawda wciąż można dostać bilety na rywalizację we Wrocławiu (więcej na ten temat tutaj), ale ich ilość w szybkim tempie maleje. Na część sektorów nie ma już w ogóle biletów.

W tym miejscu pozostaje więc apelować do wszystkich o gorące (i kulturalne, zgodne z tenisową etykietą) wsparcie dla biało-czerwonych, które poprowadzi ich do końcowego zwycięstwa i Grupy Światowej!

 

HISTORIA RYWALIZACJI ZE SŁOWENIĄ
Polacy ze Słoweńcami grali dotąd dwukrotnie. Za każdym razem były to mecze II grupy euro-afrykańskiej i oba rozstrzygały się dopiero w piątym pojedynku.

W 2000 roku (w Szczecinie) prowadziliśmy po meczu deblowym 2-1, by ostatecznie przegrać 2-3. Dziewięć lat temu skutecznie zrewanżowaliśmy się w spotkaniu rozgrywanym w Portoroż. Co ciekawe decydujący o końcowym sukcesie mecz singlowy wygrał … Mariusz Fyrstenberg (zastąpił będącego w słabej formie Bartłomieja Dąbrowskiego). Natomiast jedynym zawodnikiem, który wystąpił w obu tych spotkaniach i zagra również w ten weekend we Wrocławiu, jest Marcin Matkowski.

""
(Wyniki meczu Polska-Słowenia z 2000 roku, źródło: daviscup.com)



""
(Wyniki meczu Słowenia – Polska z 2004 roku, źródło: daviscup.com)

 

 

POLSKA

""
(źródło: Adam Nurkiewicz / Mediasport/ PZT)

Jerzy Janowicz (26 ATP) – po ubiegłorocznym spektakularnym sukcesie w Paryżu stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich sportowców. Duże możliwości i charakter do walki potwierdził też w tegorocznym Australian Open, gdzie osiągnął trzecią rundę. Liczymy, że po problemach z odciskami nie ma już śladu i „Jerzyk” udźwignie ciężar lidera ekipy. 22-letni łodzianin ma zresztą spore doświadczenie w występach w Pucharze Davisa, gdyż nigdy nie odmawiał reprezentowania biało-czerwonych barw. Łącznie rozegrał on siedemnaście spotkań w tych drużynowych rozgrywkach (wszystkie singlowe, wygrywając jedenaście z nich).

 

""
(źródło: Adam Nurkiewicz / Mediasport/ PZT)

Łukasz Kubot (78 ATP) – jego dyspozycja we Wrocławiu jest sporą zagadką. Sezon zaczął obiecująco, gdyż w pierwszym tegorocznym spotkaniu (w Doha) pokonał, po świetnym spotkaniu, wyżej notowanego Feliciano Lopeza. Niestety jak dotąd jest to jego jedyne singlowe zwycięstwo w 2013 roku. W Australian Open przegrał po pięciosetowej batalii z Danielem Gimeno-Traverem. W Pucharze Davisa 30-letni Kubot rozegrał 28 spotkań (w tym 24 singlowe), wygrywając 22 z nich (18 w singlu). Warte jest podkreślenia, iż Kubot urodził się niedaleko Wrocławia (w Bolesławcu) i właśnie w stolicy Dolnego Śląska stawiał swoje pierwsze tenisowe kroki.

 

""
(źródło: Adam Nurkiewicz / Mediasport/ PZT)

Mariusz Fyrstenberg (17 ATP debel) – jego dyspozycja również jest sporą niewiadomą. Wszystko ze względu na operację kolana, jaką przeszedł w zeszłym roku. W efekcie tego, w bieżącym sezonie ma na koncie tylko jeden rozegrany mecz i to bardzo nieudany (wraz z Matkowskim przegrali w pierwszej rundzie Australian Open, ze znacznie niżej notowaną parą gospodarzy). 32-letni warszawiak podkreśla jednak, że po kontuzji nie ma już ślad, a to jak potrafi grać ze Słowenią już udowodnił. Fyrstenberg ma na koncie 37 spotkań w Pucharze Davisa (13 singlowych oraz 24 deblowe) i bilans 25-12 (w singlu wygrał 7 meczów, a w deblu osiemnaście).

 

""
(źródło: Adam Nurkiewicz / Mediasport/ PZT)

Marcin Matkowski (18 ATP debel) – uskrzydlony dobrym wynikiem w Australian Open (półfinał miksta), powinien być bardzo mocnym punktem naszej reprezentacji. Ma na swoim koncie 31 rozegranych spotkań (25 w deblu i 4 w singlu), przy zaledwie dziewięciu porażkach (dwóch w grze pojedynczej i siedmiu w podwójnej).

 

SŁOWENIA

""
(źródło: Piotr Hawalej / Mediasport/ PZT)

Grega Zemlja (60 ATP) – ma za sobą najbardziej udany sezon w karierze. W 2012 roku wygrał trzy turnieje rangi challenger, był w finale zawodów ATP w Wiedniu, a także w trzeciej rundzie US Open. Na początku tego sezonu złapał jednak w Nowej Zelandii wirus (niewiadomo do końca jaki) i skreczował w pierwszej rundzie turnieju w Auckland, a tydzień później w pierwszym meczu Australian Open (po dwóch przegranych setach z Marcelem Granollersem). Podobno jego stan zdrowia uległ w ostatnich dniach znaczącej poprawie i lider Słoweńców będzie gotowy na rywalizację z Polakami. 26-letni Zemlja ma już na swoim koncie 44 rozegrane mecze w Pucharze Davisa (w tym 26 w singlu) i 28 zwycięstw (16 w singlu).

 

""
(źródło: Piotr Hawalej / Mediasport/ PZT)

Blaz Kavicic (83 ATP) – pod nieobecność Bedene (kontuzja nadgarstka) będzie drugą rakietą Słowenii. Od połowy 2009 roku ciągle wędruję między pierwszą, a drugą setką rankingu. Może pochwalić się dwoma wygranymi challengerami w ubiegłym roku, ale ani razu nie udało mu się wygrać z zawodnikiem czołowej setki rankingu. W tym roku zanotował bardzo udany występ w Australian Open, przegrywając dopiero w trzeciej rundzie z Jo-Wilfriedem Tsongą. W drugiej fazie turnieju zagrał epicką batalie, w ogromnym upale, wygraną 10:8 w piątym secie, z reprezentantem gospodarzy James’em Duckworthem. Po meczu zemdlał i opuścił kort na noszach. W Pucharze Davisa 25-letni Kavicic rozegrał 22 mecze (w tym 19 singlowych), wygrywając czternaście z nich.

 

""
(źródło: Piotr Hawalej / Mediasport/ PZT)

Mike Urbanija (1280 ATP) – jego powołanie do kadry było sporym zaskoczeniem. W swoim kraju jest on dopiero dziewiątą rakietą i nie ma jeszcze na koncie debiutu w Pucharze Davisa. Gra głównie w zawodach rangi „futures” i to też bez większych sukcesów (w zeszłym roku w żadnym turnieju nie wygrał więcej niż jednego spotkania).

 

""
(źródło: Piotr Hawalej / Mediasport/ PZT)

Tomislav Ternar (728 ATP) – do składu Słowenii wskoczył w ostatniej chwili, w miejsce kontuzjowanego Aljaza Bedene. W ubiegłym roku wygrał trzy „futuresy” w deblu, a w singlu osiągnął jeden półfinał. W Pucharze Davisa jeszcze nie występował.

 

PROGNOZY
Nie ulega wątpliwości, że to Polacy są faworytami tej konfrontacji, szczególnie pod nieobecność w ekipie Słowenii Bedene. W takich okolicznościach cała gra gości opierać się będzie na wracającym do zdrowia po chorobie Zemlij oraz zmęczonym turniejem w Melbourne Kavciciu.

W żadnym wypadku nie może to jednak zdekoncentrować Polaków, gdyż Zemlja oraz Kavcic są wysokiej klasy tenisistami i w każdym ze spotkań singlowych przeciwko Janowiczowi oraz Kubotowi mają realne szanse na odniesienie zwycięstwa.

Z pozoru najłatwiej powinno pójść nam w grze podwójnej, gdyż żaden ze Słoweńców nie jest specjalistą tej konkurencji (najwyżej w rankingu deblowym sklasyfikowany jest Kavicic – na 229. miejscu), a my mamy dwóch wybitnych specjalistów. Nie takie niespodzianki miały już jednak miejsce w rozgrywkach deblowych Pucharu Davisa.

Na pewno polski tenis potrzebuje sukcesu we Wrocławiu niczym ludzki organizm powietrza. Grupa Światowa od wielu już lat nie wydawała się tak realna jak teraz. Trzeba to „tylko” potwierdzić na korcie.

Przypomnijmy na koniec, że ewentualne zwycięstwo ze Słowenią byłoby dopiero pierwszym krokiem w kierunku światowej elity. W przypadku sukcesu we Wrocławiu, zagramy w kwietniu z RPA (także w Polsce) i dopiero triumf w tym pojedynku da nam prawo gry w barażach o Grupę Światową.

Nasi tenisiści wielokrotnie udowadniali, że stać ich na wielkie wyniki, a zmotywowani wsparciem kibiców, mogą wdrapać się na tenisowe szczyty. Czesi potrafili, to czemu my mamy nie dać rady?!

PROGRAM MECZU

""
(źródło: Piotr Hawalej / Mediasport/ PZT)

Piątek (01.02)
godz. 15:00 – otwarcie wejść
godz. 15:45 – ceremonia otwarcia (na korcie)
godz. 16:00 – rozpoczęcie pierwszego meczu singlowego
następnie – rozpoczęcie drugiego meczu singlowego

Sobota (2.02)
godz. 12:00 – otwarcie wejść
godz. 13:00 – pokaz tenisa dla dzieci w ramach programu TENIS10
godz. 14:00 – rozpoczęcie meczu deblowego

Niedziela (3.02)
godz. 11:00 – otwarcie wejść
godz. 12:00 – rozpoczęcie pierwszego meczu singlowego
następnie – rozpoczęcie drugiego meczu singlowego