Spełniać marzenia swoje i cudze

Dominika Opala , foto: AFP

Po Australian Open 2021 Sandra Zaniewska i Alize Cornet zakończyły prawie półtoraroczną współpracę. Teraz przed polską trenerką nowe wyzwania i szansa sprawdzenia się w nowej roli w Akademii Patricka Mouratoglou.

Z Sandrą Zaniewską rozmawiała Dominika Opala

Dlaczego zakończyła się pani współpraca z Alize Cornet?

– Skończyłyśmy współpracę po tegorocznym Australian Open. Wydaje mi się, że każda współpraca trenera z zawodnikiem dochodzi do takiego momentu, kiedy czas ją zakończyć. Czasem nie ma wyraźnego powodu, tylko po prostu jest takie przeczucie, że „może lepiej w tym momencie będzie dla nas, jak się rozstaniemy”. Alize jest w takim punkcie kariery zawodniczej, że zbliża się do jej końca i ma też inne priorytety. Z kolei ja jestem na początku kariery trenerskiej, więc też mam inne priorytety. Nasze wizje na jej przyszłość były trochę inne i do siebie już nie pasowały.

Myślę, że zrobiłyśmy naprawdę fajną pracę razem. Wiem, że przez te niecałe półtora roku, Alize wielokrotnie wychodziła ze strefy komfortu i mimo że jako tenisistka jest już w dojrzałym wieku, a jej kariera zawodowa jest bardzo długa, to obdarzyła mnie na początku dużym zaufaniem i wiele rzeczy i przyzwyczajeń musiała pozmieniać. To nie zawsze jest łatwe dla dojrzałych zawodniczek, a jej fajnie to wychodziło. Przyszedł jednak taki punkt, że musiałyśmy pójść swoimi drogami.

Czyli ogólnie ocenia pani tę współpracę pozytywnie?

– Tak, jak najbardziej. Na pewno dużo się nauczyłam przy Alize. To było dla mnie ciekawe wyzwanie. Trenowałyśmy w pięknym miejscu, bo Alize pochodzi z południa Francji, więc przygotowywałyśmy się w Akademii Patricka Mouratoglou. Miałyśmy dookoła świetnych sparingpartnerów, całą atmosferę, która po prostu buduje. Jest to jedna z najważniejszych akademii na świecie, więc dla mnie ta współpraca była świetnym doświadczeniem.

Alize osiągnęła czwartą rundę US Open 2020. Był to nie tylko jej życiowy sukces w tym turnieju, ale także najlepszy wynik wielkoszlemowy od trzech lat. Ponadto sezon 2020 zakończyła na wyższym miejscu niż poprzedni.

– Dużo fajnych rzeczy zrobiłyśmy razem i tamten rok był naprawdę dobry. Rozmawiałyśmy pod koniec sezonu 2020 i właśnie żałowałyśmy, że przez pandemię nie byłyśmy w stanie zagrać więcej, bo miałyśmy przeczucie, że to mógł być naprawdę świetny rok. Potem jeszcze była ta cała sytuacja ze zmianą systemu rankingowego, co też trochę zastopowało Alize, która w trakcie przygotowań do tego sezonu powiedziała mi, że gdyby punkty odchodziły normalnie, to zajmowałaby 28. miejsce. To był dla mnie szok, nie wiedziałam tego. Biorąc pod uwagę, że było tak mało gry, to zrobiłyśmy bardzo duży postęp.

Wasza współpraca przypadła na trudny czas ze względu na pandemię. Jak radziłyście sobie w tej sytuacji i co było największym wyzwaniem?

– Zaraz po tym, jak odwołali Indian Wells, i nie wiadomo było, jak się sytuacja rozwinie, Alize wróciła domu, a ja zostałam jeszcze w Stanach. Później okazało się, że przez jakiś czas nie będzie rozgrywek i tour został zastopowany. We Francji był twardy lockdown, Alize nie mogła wyjść nawet kilometr od domu. Wróciłam do Europy i byłam na kwarantannie w Polsce. Czekałyśmy aż ten lockdown się skończy, bo nie tylko nie mogłam do niej polecieć, żeby trenować, ale ona nie mogła trenować nawet sama. Przez sześć tygodni tylko raz udało jej się gdzieś „uciec” na kort. Ćwiczenia ogólnorozwojowe robiła tylko w domu, ale nie było to łatwe, bo nie miała takiego wyposażenia, jak w siłowni. Kiedy już się zaczęło coś dziać i tenisistki wracały do treningów, my cały czas nie mogłyśmy wspólnie trenować. Alize po kilku tygodniach zaczęła odbijać ze sparingpartnerami w akademii, a potem zagrała w turniejach, które Francuska Federacja Tenisowa zorganizowała dla swoich najlepszych zawodniczek. Przyleciałam kilka dni przed tymi zawodami, no i po nich tak właściwie zaczęłyśmy przygotowania i treningi.

Największym wyzwaniem było to, że miałyśmy mniej czasu, jeśli chodzi o pracę razem, w porównaniu do innych. Mimo wszystko w tym czasie byłyśmy cały czas w kontakcie, wykonywałyśmy coś w rodzaju „treningów online”. Miałyśmy jeszcze czas przed wylotem do Stanów, aby przygotować się do turniejów, więc wydaje mi się, że w tych warunkach zrobiłyśmy to optymalnie.

Jak do tego doszło, że po zakończeniu współpracy z Alize Cornet dalszą drogę trenerską związała pani z Akademią Patricka Mouratoglou?

– Taką pół-trenerską. Kiedy już zakończyłyśmy współpracę, napisał do mnie Patrick z pytaniem o jej zdrowie, bo wiedział, że wcześniej miała problemy z nogą. Więc mu odpisałam, że jest lepiej, ale ja jestem już w drodze do domu, bo skończyłyśmy razem pracować. Wtedy zaproponował rozmowę na temat tego, co możemy razem zrobić. Na samym początku próbowałam to odciągnąć w czasie i chciałam odpocząć. Po kilku dniach dostałam kilka propozycji pracy od zawodniczek z WTA. Jedna z tych ofert była bardzo fajna dla mnie, więc stwierdziłam, że spróbuję. Oczywiście takie rozmowy trochę trwają – oceniamy, co możemy razem zrobić, jakie są cele, czy ta współpraca pasowałaby obu stronom. W końcu nie doszłyśmy do konsensusu i wtedy postanowiłam zrobić sobie przerwę. Poleciałam do domu, a dzień później dostałam telefon od dyrektora akademii, że chcą ze mną porozmawiać, że Patrick jest akurat na miejscu i spędzę z nim trochę czasu na korcie. Skoro tak postawili sprawę, to nie mogłam odmówić. Praca na korcie z Patrickiem, wspólne treningi z zawodnikami – oczywiście, że nie powiem „nie”. Po kilku dniach się spakowałam i poleciałam do Francji. Miałam tam zostać trzy, cztery dni, zostałam dwa tygodnie. To było niesamowite doświadczenie. Codziennie byłam na korcie z Patrickiem i zawodnikami, i miałam okazję zobaczyć cały ten proces – co widzi, co myśli, jak z nimi pracuje, jak z nimi rozmawia.

I ostatecznie przyjęła pani propozycję współpracy. Jaką funkcję będzie pani pełniła w akademii?

– Zaczęłam pracę na stanowisku „Director of high level”. Będę nadzorowała i koordynowała rozwój zawodników akademii nie tylko na korcie. Te osoby, które już mamy, przyjeżdżają do akademii i potrzebują organizacji. Oczywiście mają swoich trenerów albo my im tych trenerów szukamy. Będę im pomagała, żeby się rozwijali na najwyższym poziomie i nadzorowała, żeby wszystko działało tak, jak powinno. Ponadto Patrick ma fundację „Champ’Seed”, z której wyszli m.in. Stefanos Tsitsipas i Coco Gauff. Fundacja ta szuka nowych talentów i to też będzie moja rola. Będę zarządzała skautingiem nowych zawodników. Następnie moim zadaniem będzie pomoc w ich rozwoju zarówno na poziomie akademii, jak i fundacji.

Czyli na razie nie planuje Pani wziąć pod swoje skrzydła jednej konkretnej zawodniczki?

– Patrick dał mi opcję, że jeśli chcę iść do touru to nie ma problemu, bo też miałam jeszcze inne oferty, ale chciałam dać sobie trochę czasu, żeby pomyśleć, czego chcę. Wydaje mi się, że taką rolę, jaką zaproponował mi Patrick, głupio by było odrzucić, choć na początku nie sądziłam, że to jest dla mnie. Potem zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak myślałam i zdałam sobie sprawę, że to wynikało tylko z tego, że to coś nowego, do czego nie jestem przyzwyczajona i czego nigdy nie robiłam. Znam siebie, kocham nowe wyzwania, kocham odpowiedzialność i uświadomiłam sobie, że to pasuje do mnie, jak ulał. Dodatkowo praca u boku Patricka to dla mnie ogromna szansa.

Już w pierwszym tygodniu zostałam rzucona w wir obowiązków, bo mieliśmy tydzień selekcji. Przyjechało pięciu zawodników w wieku od 9 do13 lat i po prostu byłam pod wrażeniem, jak oni grają. Naprawdę nie wierzyłam, że tak małe dzieci mogą tak dobrze grać. Wyglądało to tak, jakby profesjonalni zawodnicy siedzieli w ciałach tych dzieci. Widzieć talent, charakter, dyscyplinę w tak młodym wieku, to jest coś pięknego. Myślę, że czeka mnie przepiękna przygoda.

W Akademii Mouratoglou trenuje 12-letnia Ksenia Jefremowa. Czy miała pani okazję widzieć na żywo jej grę?

– Ksenia też jest wychowanką tej fundacji, więc po części nią także będę się zajmowała. Ostatnio byłam na jej treningu i to jest niesamowite. Wcześniej widziałam ją miesiąc temu i teraz drugi raz. Nawet przez miesiąc zrobiła ogromny postęp. To jest dziewczyna, która ma totalną obsesję na punkcie tenisa. Ma taki charakter, że dla niej liczy się tylko tenis i wygrywanie. Ma niesamowitą etykę pracy i dyscyplinę. Szczerze powiem, że te dzieci są inspiracją.

Czy można o Jefremowej mówić jako o przyszłej gwieździe tenisa, czy jeszcze trochę za wcześnie?

– Wszystko może wydarzyć, ale myślę, że Ksenia jest na właściwej drodze, aby stać się w przyszłości numerem jeden na świecie.

A jak pani ocenia, z trenerskiego punktu widzenia, rozwój, osiągnięcia i grę Igi Świątek?

– To był niesamowity sukces Igi w zeszłym roku. Nie ukrywam, że nie spodziewałam się tego. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek się spodziewał. Było to ogromne zaskoczenie, ale dla polskiego tenisa to przepiękne zaskoczenie. Iga po prostu gra i to jest chyba najpiękniejsze, jeżeli chodzi o jej tenis. Nieważne z kim, nieważne gdzie, wychodzi i robi swoją robotę. Jeden z jej największych atutów to, przynajmniej z zewnątrz tak to wygląda, brak oznak zdenerwowania, stresu, rozmyślania, wątpliwości. To jest coś, czego wielu kobietom w tourze brakuje. Oczywiście plusem dla niej jest również jej wiek. Jest młoda i nie ma nic do stracenia. Teraz z pewnością dojdzie trochę więcej presji, ale myślę, że ma tyle czasu przed sobą, że nauczy się, jak sobie z tym wszystkim radzić. Nie wiem, czy moglibyśmy prosić o więcej.

Coraz więcej młodych zawodniczek dobija się do czołówki. Jak ocenia pani obecną sytuację w tourze?

– Fajnie, że coraz więcej młodszych dziewczyn radzi sobie dobrze. To tylko pokazuje, jak o wiele bardziej konkurencyjny staje się tenis. Z drugiej strony jednak często widać, że trudno jest wygrać z doświadczeniem.

Pojawia się pytanie, czy z touru nie odejdzie wiele starszych tenisistek. Jeśli tak się stanie, to czeka nas ogromna roszada. Mam nadzieję, że to się nie wydarzy, bo tenis jest bardzo ekscytujący i nie chciałabym, aby czołowe zawodniczki zakończyły kariery w jednym czasie.

W każdym razie jest ciekawie. Można powiedzieć, że Naomi Osaka już dominuje, może do niej dołączyć Iga, może jeszcze jakaś inna zawodniczka, i to one staną się nowymi królowymi tenisa, po odejściu Sereny Williams, Simony Halep czy Petry Kvitovej.

Jak to jest być częścią jednej z najlepszych akademii tenisowych na świecie?

– Po tygodniu przyglądania się od środka wiadomo, dlaczego są wielcy. Spędzając większość dnia z Patrickiem, widzę, dlaczego on jest tu, gdzie jest w swojej karierze. Wystarczyły mi trzy dni, żeby to zobaczyć, a każdy kolejny dzień to tylko potwierdzenie tego. Tutaj standardy pracy, w ogóle standardy wszystkiego, są na zupełnie innym poziomie. Mój poziom pracy nigdy nie był niski, ale gdy przyjechałam tutaj i zobaczyłam, jak inni pracują, to musiałam wskoczyć o kilka poziomów wyżej i już tam zostaję. Ta energia, atmosfera sprawiają, że nie da się inaczej. Człowiek zaraża się tą energią. Wszyscy dążą tu do jednego celu: kreować najlepszych zawodników i pomagać im spełniać tenisowe marzenia. Oczekiwania są wysokie, ale nie ma presji, jest orientacja na wyniki, a dodatkowo jestem w pięknym miejscu.